SOR-SZPITAL-małe dziecko

  • Autor wątku Autor wątku panzdzislaw
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

panzdzislaw

Użytkownik
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
117
Witam,

jeżeli w nieodpowiednim miejscu opublikowałem post, proszę moderatorów o zmianę lokalizacji tematu.

Niemowlak (1,5roku) uległo oparzeniu.
Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe.
Udzielono pomocy, zabrano na SOR dziecko i żonę.
Po wypisaniu zabrałem rodzinę do domu.
Dostaliśmy skierowanie na zmianę opatrunku. (po 2 dniach od udzielenia pomocy)
Dziecko miało wpisane na karcie oparzenie 1,2 i punktowe 3 stopnia jednej z kończyn.

Pojechaliśmy do szpitala według zaleceń - godz.14:30 byliśmy w przychodni.
Okazało się, że lekarz skonczył prace i mieliśmy chwilę poczekać. (rejestracja dowiadywała się czy może kogoś dać)
Okazało się że doktor wykona zmianę opatrunku.
Poszliśmy pod wskazany numer pokoju i zaproszono do środka jednego rodzica (żonę) oraz dziecko. Były dwie pięlęgniarki i doktor. Po chwili przyszła kolejna pięlegniarka. (czyli w sumie 3 pięlęgniarki, doktor)

I zaczął się horror... Dziecko krzyczało nieprawdopodobnie głośno i trwało to około 25min. W trakcie przyszedł jakiś mężczyzna który pracuje w placówce i próbował się dostać do środka bez efektu. (wpisywał kod w elektryczny zamek, pukał i łapał za klamkę) Ja nie chcąc nikogo denerwować podczas zabiegu powstrzymywałem się od tego typu działań. Mimo że strasznie się bałem o moją rodzinę. Powiedziałem mężczyźnie że jak wejdzie, to niech zapyta jak długo jeszcze będą tak męczyć moje dziecko. Po około 25min. żona wyszła blada i roztrzęsiona a dziecko w z ogormnym płaczem. Jak się okazało, w środku pięlęgniarki nie były empatyczne i delikatne. Były wkurzone że muszą zostać dłużej w pracy. (po części rozumiem, ale nie usprawiedliwia ich do wyżywania się na małym i bezbronnym dziecku). Żona opowiadała że były komentarze w którym dawały odczuć że szybko i do domu. Ta cała sytuacja na nas źle wpłynęła, oboje potrzebowaliśmy się uspokoić za nim wyruszyliśmy autem. Nie chce wchodzić aż tak bardzo w szczegóły ale było naprawdę źle.

Doistaliśmy kolejne skieorwanie tym razem na SOR w celu wymiany opatrunku. (ponowne) Na sor pojechaliśmy zgodnie z zalecenym terminie z traumatycznym doświadczeniem. Okazało się że na SOR byli bardzo empatyczni i w porządku pilęgniarki, pięlęgniarze i doktrowie. Dowiedzieliśmy się że opatrunek, to w jaki sposob zostało przygotowane pozostawia wiele do życzenia. Żona opowiedziała o wszystkim pracownikom po czym isłyuszała że będą to zgłaszać wewnętrznie, że nie zachowano procedur oraz samo postępowanie było naganne. Naprawdę miło nas potraktowano, wspomniano że powinno być znieczulenie itd. Dziecko widać aktualnie że jest nerwowe.
Wspomnę że dało się odczuć że pracownicy mieli pretensje że dopiero o tej godzinie przyjechaliśmy. Jak wrociliśmy do domu (1h drogi) to dostaliśmy SMS z datą i godziną wizyty o której mieliśmy być - 2,5h po zabiegu.


Chcemy złożyć zażalenie do rzecznika praw pacjentów, oraz dyrekcji.
Proszę poradźcie, co powinniśmy zrobić w tej sytuacji, jak się zachować? Dostaliśmy duże wsparcie na SOR (po tym traumatycznym wydarzeniu).

Na pewno chciałbym się dowiedzieć czy powinni zaproponować znieczulenie - jak wygląda procedura?
Dlaczego w sytuacji gdy jest 4 pracowników i jeden rodzic, drugi nie może być w środku - epidemia już dawno się skonczyła?
Imiona i nazwiska osób które były w pokoju - znam tylko doktora. Po części rozumiem go, przyszedł i wykonał zabieg. Resztę robiły pięlęgniarki.
Kim był człowiek który dobijał się do pokoju?
Wyciągnięcia konsekwencji o ile stwierdzą że nie zachowano procedur?
Dlaczego wysłali nas ponownie na SOR - na sorze wspomnieli że nie powinni tego robić.

Proszę Was o sugestie, wsparcie merytoryczne.
 
Powrót
Góra