Sprawa wygląda tak:
Poprosiłem Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej o dotację jednorazową na leki. Ze względu na to że jestem osobą niepełnosprawną jest to dość pokaźna kwota. Mam dwoje dzieci, żona jest na wychowawczym a ja pracuję. Moje zarobki to 1100 netto, plus wychowawcze i rodzinne to jakieś 1600. Mamy z żoną kredyt w wysokości 360 złotych miesięcznie., który wzięliśmy na budowę budynku mieszkalnego na działce mojej matki. Po opłatach zostaje nam około 850 złotych na życie na 4 osoby. Moje leki to około 250 złotych. Z racji ostrej dość zimy w tym roku brakło mi na leki, więc poprosiłem M.O.P.S. o pomoc. Kierowniczka kazała przenieść mi zasiłek wychowawczy i rodzinne do swojego oddziału( do tej pory pobierany był w innej miejscowości , ale w tej samej gminie, gdyż tam mieszkała żona), a gdy odmówiłem ze względu na to, .że musiałbym od nowa gromadzić wszystkie dokumenty i zajęłoby to sporo czasu ( a raty w banku muszę płacić na czas, bo nikt mi przecież nie daruje) powiedziała że nic nie dostanę. Poza tyn wysłała do mojej żony list, w którym ją straszyła że ma przenieść świadczenia, że podałem nieprawdę że jest długi okres oczekiwania. Skąd ona wie jaki dla mnie jest ten okres długi? Skoro mam zapłacić ratę 26-ego danego miesiąca, np. listopada a dostanę pieniądze ostatniego stycznia , to dla mnie jest to niezapłacenia dwóch rat, co wiąże sie z odsetkami, a byc może też z decyzją natychmiastowej spłaty reszty kredytu. I tak pani kierowniczka chce pozbawić pienieędzy na życie moje dwie córki , tylko dlatego, że ośmieliłem się prosić ją o pomoc na leki. Jednorazowo. Bo do tej pory jakoś dawałem sobie radę. Postraszyła też moją żonę, że przeprowadzono wywiad przez jej pracownika socjalnego i okazała się , że nie mieszka pod wymienionym adresem. Swoją drogą należałoby się przyjrzeć pracy jej pracowników, bo sprawdzali w miejscowości w której moja żona nawet nigdy nie była...Napisała dumnie pani kierowniczka:'' pod wyżej wymienionym adresem nie mieszka pani od lat". Pewnie że nie mieszka, bo nigdy tam nie była. Ciekawe skąd wzięli adres , który sprawdzali? I kto ma zapłacić za podróż pracownika do tej miejscowości?
Proszę o jakąś pomoc bo sam nie dam rady w tym sporze. Może chociaż jakis adres z kim mam porozmawiać?