R
RilixD
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2015
- Odpowiedzi
- 13
Witam, w dniu dzisiejszym mój narzeczony dostał pokwitowanie z opisem jak w temacie. Sytuacja wyglądała następująco. Wracając do domu gdzie pogoda nie sprzyjała warunkom do jazdy, jechaliśmy w terenie zabudowanym przepisowe 40km/h. Pasy w tym miejscu były oddzielone wysepkom z przejściem dla pieszych na której był również znak z nakazem jazdy po prawej stronie. Było ciemno, pasy również nie były oświetlone. Wyszedł nam na drogę Pan, zaczęliśmy hamować. Jak wiadomo, jeśli jest mokro jest również poślizg Pan który przechodził nic sobie z tego praktycznie nie zrobił. Zatrzymaliśmy się praktycznie na pasach. Po mojej stronie (od strony pasażera) widziałam jak Pan się potknął i upadł na chodnik. Odjechaliśmy kawałek, żeby zaparkować i podejść do tego Pana upewnić się, że nic się nie stało. Pan machnął pierw ręką że jest ok. Gdy narzeczony wszedł do samochodu podbiegł nieoczekiwany "świadek" całego zdarzenia który rzekomo widział co się stało. Chciał zadzwonić na policję, to został poinformowany że może dzwonić ponieważ byliśmy pewni, że nic się nie stało. Nagle doszedł do nas Pan który upadł i powiedział, że można to rozwiązać inaczej i dać mu pieniądze na cytuję "flaszkę" powiedzieliśmy, że mamy tylko 20zł w portfelu. Zgodził się i powiedział "świadkowi" żeby nie dzwonił, ale ten już rozmawiał z policją. Przyjechała również karetka, do czasu przyjazdu karetki poszkodowany chodził normalnie, po przyjeździe zaczął utykać. Ratownik z karetki po wysłuchaniu naszych zeznań i zobaczywszy obolałego kolana poszkodowanego trochę się zdziwił, ponieważ nic tam nie było. Ani siniaka, zadrapania, nic. Przyjechała policja, zaczęli oglądać samochód zrobili również zdjęcia (samochód nie posiada żadnych śladów jakiegokolwiek wgniecenia/odprysku lakieru), pytali co się stało przepytali świadka poszkodowanego mojego narzeczonego, natomiast mnie już nie co jest równie zastanawiające skoro również jestem świadkiem ów "wypadku". Zabrano narzeczonemu prawo jazdy oraz że tak powiem postraszono o wyrokach jakie mu grożą. Dostał pouczenie oraz pokwitowanie z tym oto zapiskiem. Poszkodowany nie dostał żadnej tabletki tylko "pokwitowanie" że był badany policja zapytała czy go odwieźć powiedział, że nie chce że da sobie radę. Co najciekawsze odszedł normalnie. Nie wiemy co mamy zrobić w tej sytuacji i czego się spodziewać. Proszę o jakąś odpowiedź.