P
Paula_1
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2012
- Odpowiedzi
- 5
Witam,
Mam taki problem, nawet nie tyle ja co moja mama, natomiast ja postanowiłam zasięgnąć języka. Mam nadzieję, że ktoś coś podpowie.
Mama była zatrudniona u ludzi, których znała wcześniej, co prawda mieli problemy z regularnością wypłat, ale mama nie miała innej możliwości pracy. Państwo Ci "poprosili" moją mamę i drugiego pracownika o poręczenie kredytu. Szczerze mówiąc to wyglądało tak bycie żyrantem, lub wypad z pracy. Mama jako, że ludzie Ci mieli kamienicę, firmę, a dodatkowo powiedzmy znajomi podżyrowała kredyt na 20 000 zł z drugim pracownikiem. Pracodawcy (główny kredytobiorca) zapłacili 3 pierwsze raty normalnie, później przestali płacić i tu zaczyna się problem. Był to rok 2004, mama nie ma żadnych pism o tym, że oni nie spłacają kredytu i wyroku Sądu. Nie ma, ale nie pamięta, czy dostała może takie pisma do pracy i tam one zostały, czy w ogóle takie pisma do niej nie były wysyłane, bynajmniej przyjmijmy, że po prostu nie ma nic takiego. Z jej przekazu wynika, że do firmy przychodził komornik (wychodzi, że wyrok Sądu był) i jako, że pracodawcy zalegali nie tylko w tym banku, ale także w Zusie itd., nie miał z czego ściągać. Przy jednej ze swoich wizyt w firmie Pan Komornik wręczył pismo pracodawcom o zajęciu wynagrodzenia pracowników. Mama nie pamięta czy takie pismo też osobiście od niego dostała (były to stresujące chwile), na pewno nie dostała takiego pisma listem do domu. Nawet jeśli dostała je do ręki to teraz go nie ma, musiało zostać tam. Bynajmniej komornik powiedział im, że im pomoże, że wydusi z pracodawców pieniądze, a oni muszą wykazywać dochody poniżej 1300 zł, że mają przepisać na małżonków itp. bo jak nie to zabierze im majątek i wejdzie na wypłatę. Mama na słowo Panu uwierzyła i przepisała samochód na tatę, a wypłatę miała niską więc komornik niby nic jej nie mógł zabrać. Pracodawcy dodatkowo też tak ją uspokajali, że ma niskie dochody i jej nic nie zrobią. Wiem, że mama jeszcze ok 2 razy była w biurze u Komornika i on mówił jej, że oni dalej nie spłacają i że ona ma niskie dochody więc jej nie będzie zabierał, ale to wszystko ustnie, bez żadnych pism. Mama jako, że osoba prosta to później nie dochodziła dalej. Dodatkowo w tym czasie pracodawcy przestali jej płacić wynagrodzenie i rozwiązany został stosunek pracy. W temacie kredytu zapadła cisza, mama nie dostawała żadnych pism ani z banku, ani z Sądu, ani od Komornika. W tym czasie w sądzie wygrała sprawę o swoje wynagrodzenie zaległe i komornik ściągnął dla niej wynagrodzenie. Moje jest takie przemyślenie, że chyba ten komornik tylko jej tak powiedział, postraszył, a konta nie zajął bo mama dostawała zwrot podatku, dostała te zaległe wynagrodzenie, a dodatkowo dostała kredyt na siebie w banku. Gdyby miała zajęte konto to żadna z wyżej wymienionych akcji nie miała by miejsca, lub po prostu te pieniądze byłyby zabierane. Mama dowiedziała się tylko od znajomych, że pracodawcom zabrano budynek i nie ma już firmy, więc przyjęła, że pewnie bank sobie wziął za kredyt i już po sprawie, skoro komornik nic się nie odzywa. Nie wiem dlaczego nie poszła się dowiedzieć, ale pomijam ocenę, bo w końcu to moja mama. W tym czasie mama też była na zasiłku dla bezrobotnych, później znalazła pracę jedną, potem zmieniła pracę, aż w końcu przeszła na świadczenie przedemerytalne. Przez te lata nie dostała żadnego pisma o zajęciu, albo o wyroku, ani żadnej informacji, że odsetki rosną, bo nie są spłacane. Dodatkowo dostawała zawsze zwrot podatku, a w świadectwach pracy nie ma żadnej wzmianki o zajęciach komorniczych. Dodatkowo spłaciła tamten kredyt i wzięła nowy w banku, więc w informacjach międzybankowych też nic nie było. Teraz, czyli po 8 latach dostała pismo. Po pierwsze pismo dziwne, ponieważ Sąd w innym zupełnie mieście, nie wiem z jakiej przyczyny. Dodatkowo w piśmie adres zamieszkania mojej mamy jest podany jako adres (siedziba) firmy, dla której właścicieli podżyrowała kredyt. Nigdy nigdzie nie podawała takiego adresu i nie wie kto mógł taki podać. Pismo to nakazuje jej podać, czy jest zatrudniona i informacje gdzie i jakie dochody, odpowiedź w ciągu 7 dni. Pismo to zawiera również wykaz opłat czyli ok 18 tys kredytu plus odsetki ponad 50 tys plus jakieś koszty, nie widziałam jeszcze tego więc dokładnie nie wiem. Bynajmniej kwota dla mojej mamy taka, że nigdy nie miała takich pieniędzy. Sama na świadczeniu, a tata na rencie.
Sprawa wygląda jak powyżej i chciałam się dowiedzieć, czy jest może jakieś wyjście z tej sytuacji.
Ja nie jestem prawnikiem, ale tak sobie kombinuje, że przedawnienie pewnie odpada, ale może to, że od tego komornika nic nie miała, że tyle czasu nikt jej nie poinformował, że komornik im nie zabrał nic z tej kamienicy i dług nadal zostaje nie spłacony, nie było żadnych wezwań do zapłaty z banku, nic. Może jakieś luki prawne, nie wiem. Czy jest jakieś wyjście, czy mama musi to wraz z 2 żyrantem spłacić? Kontaktu z kredytobiorcami nie ma żadnego. Czy ma zostawić tak jak jest z nadzieją, że komornik nie ma jej z czego zabrać, ale wtedy jakby dostała emeryturę, wyższą to jej zacznie zabierać.
Proszę o opinie, ja bym nikomu nie poręczyła, mama zrobiła głupio i teraz chcę jej pomóc jakoś.
Mam taki problem, nawet nie tyle ja co moja mama, natomiast ja postanowiłam zasięgnąć języka. Mam nadzieję, że ktoś coś podpowie.
Mama była zatrudniona u ludzi, których znała wcześniej, co prawda mieli problemy z regularnością wypłat, ale mama nie miała innej możliwości pracy. Państwo Ci "poprosili" moją mamę i drugiego pracownika o poręczenie kredytu. Szczerze mówiąc to wyglądało tak bycie żyrantem, lub wypad z pracy. Mama jako, że ludzie Ci mieli kamienicę, firmę, a dodatkowo powiedzmy znajomi podżyrowała kredyt na 20 000 zł z drugim pracownikiem. Pracodawcy (główny kredytobiorca) zapłacili 3 pierwsze raty normalnie, później przestali płacić i tu zaczyna się problem. Był to rok 2004, mama nie ma żadnych pism o tym, że oni nie spłacają kredytu i wyroku Sądu. Nie ma, ale nie pamięta, czy dostała może takie pisma do pracy i tam one zostały, czy w ogóle takie pisma do niej nie były wysyłane, bynajmniej przyjmijmy, że po prostu nie ma nic takiego. Z jej przekazu wynika, że do firmy przychodził komornik (wychodzi, że wyrok Sądu był) i jako, że pracodawcy zalegali nie tylko w tym banku, ale także w Zusie itd., nie miał z czego ściągać. Przy jednej ze swoich wizyt w firmie Pan Komornik wręczył pismo pracodawcom o zajęciu wynagrodzenia pracowników. Mama nie pamięta czy takie pismo też osobiście od niego dostała (były to stresujące chwile), na pewno nie dostała takiego pisma listem do domu. Nawet jeśli dostała je do ręki to teraz go nie ma, musiało zostać tam. Bynajmniej komornik powiedział im, że im pomoże, że wydusi z pracodawców pieniądze, a oni muszą wykazywać dochody poniżej 1300 zł, że mają przepisać na małżonków itp. bo jak nie to zabierze im majątek i wejdzie na wypłatę. Mama na słowo Panu uwierzyła i przepisała samochód na tatę, a wypłatę miała niską więc komornik niby nic jej nie mógł zabrać. Pracodawcy dodatkowo też tak ją uspokajali, że ma niskie dochody i jej nic nie zrobią. Wiem, że mama jeszcze ok 2 razy była w biurze u Komornika i on mówił jej, że oni dalej nie spłacają i że ona ma niskie dochody więc jej nie będzie zabierał, ale to wszystko ustnie, bez żadnych pism. Mama jako, że osoba prosta to później nie dochodziła dalej. Dodatkowo w tym czasie pracodawcy przestali jej płacić wynagrodzenie i rozwiązany został stosunek pracy. W temacie kredytu zapadła cisza, mama nie dostawała żadnych pism ani z banku, ani z Sądu, ani od Komornika. W tym czasie w sądzie wygrała sprawę o swoje wynagrodzenie zaległe i komornik ściągnął dla niej wynagrodzenie. Moje jest takie przemyślenie, że chyba ten komornik tylko jej tak powiedział, postraszył, a konta nie zajął bo mama dostawała zwrot podatku, dostała te zaległe wynagrodzenie, a dodatkowo dostała kredyt na siebie w banku. Gdyby miała zajęte konto to żadna z wyżej wymienionych akcji nie miała by miejsca, lub po prostu te pieniądze byłyby zabierane. Mama dowiedziała się tylko od znajomych, że pracodawcom zabrano budynek i nie ma już firmy, więc przyjęła, że pewnie bank sobie wziął za kredyt i już po sprawie, skoro komornik nic się nie odzywa. Nie wiem dlaczego nie poszła się dowiedzieć, ale pomijam ocenę, bo w końcu to moja mama. W tym czasie mama też była na zasiłku dla bezrobotnych, później znalazła pracę jedną, potem zmieniła pracę, aż w końcu przeszła na świadczenie przedemerytalne. Przez te lata nie dostała żadnego pisma o zajęciu, albo o wyroku, ani żadnej informacji, że odsetki rosną, bo nie są spłacane. Dodatkowo dostawała zawsze zwrot podatku, a w świadectwach pracy nie ma żadnej wzmianki o zajęciach komorniczych. Dodatkowo spłaciła tamten kredyt i wzięła nowy w banku, więc w informacjach międzybankowych też nic nie było. Teraz, czyli po 8 latach dostała pismo. Po pierwsze pismo dziwne, ponieważ Sąd w innym zupełnie mieście, nie wiem z jakiej przyczyny. Dodatkowo w piśmie adres zamieszkania mojej mamy jest podany jako adres (siedziba) firmy, dla której właścicieli podżyrowała kredyt. Nigdy nigdzie nie podawała takiego adresu i nie wie kto mógł taki podać. Pismo to nakazuje jej podać, czy jest zatrudniona i informacje gdzie i jakie dochody, odpowiedź w ciągu 7 dni. Pismo to zawiera również wykaz opłat czyli ok 18 tys kredytu plus odsetki ponad 50 tys plus jakieś koszty, nie widziałam jeszcze tego więc dokładnie nie wiem. Bynajmniej kwota dla mojej mamy taka, że nigdy nie miała takich pieniędzy. Sama na świadczeniu, a tata na rencie.
Sprawa wygląda jak powyżej i chciałam się dowiedzieć, czy jest może jakieś wyjście z tej sytuacji.
Ja nie jestem prawnikiem, ale tak sobie kombinuje, że przedawnienie pewnie odpada, ale może to, że od tego komornika nic nie miała, że tyle czasu nikt jej nie poinformował, że komornik im nie zabrał nic z tej kamienicy i dług nadal zostaje nie spłacony, nie było żadnych wezwań do zapłaty z banku, nic. Może jakieś luki prawne, nie wiem. Czy jest jakieś wyjście, czy mama musi to wraz z 2 żyrantem spłacić? Kontaktu z kredytobiorcami nie ma żadnego. Czy ma zostawić tak jak jest z nadzieją, że komornik nie ma jej z czego zabrać, ale wtedy jakby dostała emeryturę, wyższą to jej zacznie zabierać.
Proszę o opinie, ja bym nikomu nie poręczyła, mama zrobiła głupio i teraz chcę jej pomóc jakoś.