Sprawa o pozbawienie władzy rodzicielskiej matki

  • Autor wątku Autor wątku Mike79
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Mike79

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2019
Odpowiedzi
12
Witajcie,

Matka (naszych dzieci, była żona) - alkoholiczka, ograniczone prawa od ponad 2 lat, zasądzone widzenia 2x w miesiącu, alimenty. Od 1,5 roku nie realizuje widzeń wcale (wcześniej też prawie nie), nie kontaktuje się z dziećmi, nie interesuje, alimentów nie płaci i nigdy nie zapłaciła nawet grosza,
Ja - wychowuję, dbam, kocham ponad wszystko, jestem wzorowym ojcem, również wg opinii przedszkola, szkoły i terapeutów córek, nowy dom, nowe środowisko, nowa partnerka, wszystko pięknie.

Zebrałem się i złożyłem wniosek o pozbawienie praw wraz z pozbawieniem możliwości osobistych widzeń, przy zachowaniu kontaktów na odległość. Wniosłem o dołączenie akt poprzedniej sprawy, które dla matki są miażdżące, a to co wyżej napisałem jeszcze ją przecież pogrąża. Dołączone opinie z placówek, dowody na nieutrudnianie kontaktów, wręcz zabieganie o nie, świadek jest na potwierdzenie braku kontaktów (moja partnerka). Sprawa za miesiąc.

A wczoraj do mnie przyszedł kurator sądowy na wywiad. Co prawda pytał o podstawowe sprawy i tyle, ale nie ukrywam, mocno się zdziwiłem. Czemu do mnie ?

Powiedzcie mi proszę, tak z pragmatyki, czego się spodziewać w sądzie ? Kiedy matka się nawet nie stawi, co prawdopodobne, to sprawa raczej jasna. Ale kiedy obudzi się i podejmie walkę, machnie jakimś świstkiem o ukończonej terapii (alkoholik od nastu lat, udowodnione w poprzedniej sprawie), co nas czeka ? Te sławne badanie w OZSS ? Co jeszcze ? Będę musiał coś udowadniać jeszcze ? Matka nie ma żadnych argumentów, oprócz być może "wysoki sądzie, teraz już obiecuję nie będę chlać, będę się starać". Co sąd wtedy na to może orzec ? Czy dla mnie najgorszy przypadek jest taki, że po prostu nic nie ugram, czy mogą mnie (i dzieci) spotkać jakieś problemy ? A jej sąd nakaże realizację poprzedniego wyroku ? Czy jakoś inaczej to się może toczyć ?
Pełnomocnika na rozprawę brać ? Wiem z czym i po co tam idę, opowiadać będę tylko prawdę i fakty. Pomijając większy spokój, prawnik mi coś pomoże ?

Bardzo ogóle pytania wiem, ale zrozumcie, głównie stres ze mnie wychodzi, każda informacja w jakiś sposób pomoże.
 
Kurator przychodzi na zarządzenie sędziego. Nie ma innych środków weryfikacji 2 ścierających się środowisk, więc sąd wysyła kuratora, co ma zrobić innego? Sąsiadów ma pytać albo sołtysa?
Niby może, ale robią to kuratorzy. Nic w tym dziwnego.
Pod adres matki wskazany w pozwie też mógł udać się (inny) kurator, będzie ślad w aktach.
Jeśli się nie stawi, to wniosek będzie procedowany bez niej, sąd wyznaczy inny termin, na jednym posiedzeniu raczej nie zamknie. Najważniejsze czy odebrała list polecony, czy trzeba będzie ustanowić dla niej kuratora do reprezentowania osoby nieznanej z miejsca pobytu itp - aby nie przedłużyła się procedura ponad normę.
OZSS zmieniły się z RODK nazwą, psycholog, może być psychiatra, dzieci się bawią, z Tobą, same, rozmawiają bez Ciebie, przy Tobie, raczej Ty jesteś maglowany (bez dzieci). Ale tutaj już jest ustalony stosunek matki do dzieci i tyle. Nie wnioskuj o te badania, zależy od sędziego przy pozbawieniu władzy będzie chciał je przeprowadzić, ale już z wywiadu kuratora, opinii szkoły/przedszkola może wynikać iż ich do procedowania niepotrzebuje.
W sumie to matka by się na nich nie stawiła, więc ze względu na ekonomikę -procedowania sądu - powinien ich nie przeprowadzić.
Sąd sam nie nakarze kontaktów - to Ty możesz chcieć odzyskać środki finansowe, które przeznaczyłeś na ich przygotowanie - jeśli je faktycznie poniosłeś. Sąd może nałożyć sumę przymusową, ale - to i od danego rejonu i sędziego zależy co zrobi.
Sam - raczej nic.
Możesz ponieść koszta procesu, sąd może uznać iż dzieci powinny mieć kontkat, powinieneś móc udowodnić - że nie utrudniasz kontaktów, ale to wtedy gdy matka się stawi i będzie zarzucała takie utrudnianie.
Prawnik przy takiej sytuacji jest chyba zbędny, to nie jest sprawa szczególnie skomplikowana.
O akta poprzedniej sprawy już wniosłeś, są tam oryginały odpisów skróconych aktów urodzenia dzieci. Możesz wnieść o dowód na piśmie z opinni przedszkola, szkoły itp.
Co do nowej partnerki - są dwie szkoły, lepiej aby dzieci nie nazywały jej 'mamą', druga to - dążycie do pełnej adopcji.
Lepszy świadek to osoba obca np wychowawca z przedszkola, w ostateczności babcia/dziadek.
Sąd może zmniejszych wymiar kontaktów, skoro i tak nie są realizowane, natomiast aby w pełni pozbawił władzy - musisz przekonać że to dla dobra dzieci. Np - matka dzieci nie chce uczestniczyć w wyborze przedszkola, szkoły, lekarza itp
 
Dziękuję za zainteresowanie i wyczerpującą odpowiedź. Jeszcze kilka pytań mi się nasunęło.

Co masz tutaj na myśli :

krzysieksiema napisał:
Ale tutaj już jest ustalony stosunek matki do dzieci i tyle

Tak bardzo ogólnie - rozumiem więc, że gdyby nawet matka podjęła jakąś walkę, to przez całe swoje zachowanie, brak kontaktu i zainteresowania sąd może co najwyżej ją zobowiązać (?) do realizacji tego co już zasądzone od dwóch lat, a nie skazywać mnie i dzieci na jakieś dodatkowe stresy typu OZSS, bo uzbiera się już dowodów na moje twierdzenia i bez tego ?

Zgodnie z tym co piszesz - sąd sam nic nie zrobi, jeśli się o to w jakiś sposób nie zawnioskuje, czy ja, czy druga strona ?

Kurator z założenia będzie przeprowadzał wywiad w szkole i przedszkolu tak ? Dla mnie tylko lepiej, z ciekawości pytam.

Z tego też co piszesz, pozbawienie jej praw jeśli nie mam argumentów typu robi przeszkody w wyborze szkoły czy wyrobieniu dokumentów, to może być ciężka sprawa ? Mam inne argumenty za to, ale czy przekonujące, to się okaże.
 
W toku innych postępowań już przeprowadzono dowody na to iż - matka nie zajmuje się dziećmi, nie utrzymuje kontaktów itp.
Kurator będzie u Ciebie, u matki (pod jej adresem, jak odbierze list, i otworzy mu/jej drzwi). Wątpię aby odwiedził szkołę.
Gdybyś był matką a ona ojcem to w 99% byś takie pozbawienie uzyskał, inna płeć, inne orzekanie, jeśli sędzia będzie choć trochę przekonany, że matka w ogóle nie zamierza zajmować się dziećmi, a pozbawienie jej praw daje Ci drogę do adopcji przez Twoją żonę, to można uznać iż pozbawienie jej władzy będzie dla dobra dzieci, bo i tak teraz mieszkają z Twoją partnerką i Tobą.
Nic nie ryzykujesz poza przepychanką w sądzie, wizytą kuratora, w mojej opinni - jak nie trafisz jakiejś wyjątkowo niereformowalnej sędzi, to matka dzieci nie odbierze 2x awizo, nie stawi sie na terminie, nie zastanie jej kurator, nie złoży odpowiedzi na wniosek, termin to tak 3-4 miesiące, w tym czasie opinia ze szkoły że matki to nigdy w sumie nie widzieli, itp - pewnie uzyskasz, jak nie w pierwszej instancji, to apelacja zaocznie i powinno zadziałać.
No oczywiście opłaty sądowe, czas na sprawę, itp...
Bierzesz np 500+ ? czy matka to w jakiś sposób utrudnia?
 
Chwile mnie nie było, mam nadzieję @krzysieksiema zechcesz jeszcze odpowiedzieć. Widzę, że jesteś tu głównym ekspertem, szacunek ogromny za to.
Zdaję sobie sprawę, że jako ojciec mam trudniej, dużo trudniej. Ale próbuję, muszę.
Sytuacja jak się okazało jest "ciekawa". Matka dzieci przeszła 2 miesięczną zamkniętą terapię. Przypadkiem, zbiegło się w czasie, wg posiadanych informacji raczej tylko dlatego, że została ubezwłasnowolniona (ale to nie musi być prawda). Koniec z piciem ? A kto to wie. Ale fakt, pierwsza ukończona terapia. A rozprawa już za 3 tygodnie. I teraz powiedz mi proszę, jak na to może zareagować sąd, kiedy usłyszy "wysoki sądzie, już nie będę pić, proszę, ukończyłam terapię nawet, kocham swoje dzieci i domagam się kontaktu, na zabranie praw się nie zgadzam ".
awiza już nie odbierze, bo pisma były, ale ma wytłumaczenie - byłam na terapii. podobnie z kuratorem. jak mówię, to zbieg okoliczności, ja nie wiedziałem co się z nią dzieje.
Nie chcę się za bardzo rozpisywać. Wiem, że z kuli nie wywróżysz, ale tak z praktyki - nagle rodzic postanawia się poprawić mając nawet taki dowód, a drugi rodzic wytoczył ciężkie działa. Przypominam - uzależnienie od kilkunastu lat, udowodnione we wcześniejszym procesie, od dawna zero kontaktów, zainteresowania, zero zł alimentów. Więc jak to w sądach w takich sytuacjach bywa ? Ciężka batalia pewnie ? Może jednak pełnomocnik ? Chciałbym uniknąć niepotrzebnych kosztów, nie ukrywam, ale może jednak ? Czy poczekać na pierwszą rozprawę i zobaczymy ? I w zasadzie jaki argument najbardziej podnosić - że dążę do adopcji przez obecną partnerkę ? (sama prawda zresztą).
500+ ja pobieram, ale tak, musiałem o to ciężko walczyć dwa lata temu. Ale to już było przedmiotem pierwszej rozprawy.
 
Mike79 napisał:
Matka dzieci przeszła 2 miesięczną zamkniętą terapię.[...] ukończyłam terapię

to nie koniec terapii, to dopiero wstęp, w zaleceniach wypisu ze szpitala powinna mieć kontynuację terapii w trybie niestacjonarnym
pełna terapia to około 1,5 roku-2 lata
jeśli matka zostanie zobowiązana do złożenia sądowi wypisu po odbyciu leczenia stacjonarnego i będzie tam ww. zalecenie a matka nie zapisze się do poradni uzależnień to trudno tu mówić o "ukończonej terapii"
 
jeśli matka zostanie zobowiązana do złożenia sądowi wypisu po odbyciu leczenia stacjonarnego i będzie tam ww. zalecenie a matka nie zapisze się do poradni uzależnień to trudno tu mówić o "ukończonej terapii"

Ma takie zalecenie, wysłała mi wypis na maila (a jakie rozpoznanie przy przyjęciu, masakra...).
Takie informacje to dla mnie najlepszy uspokajacz. Bo bardzo chciałbym wiedzieć, jak sądy traktują "nawróconych" na trzeźwą drogę. W jaki sposób i jak długo muszą udowadniać, że zasługują na coś więcej niż zabrane prawa i brak możliwości osobistego kontaktu. Czy nie jest właśnie tak, że byle świstek i chęć matki już wystarczą, żeby sąd przychylnie na nią patrzył - co jak wiemy w sądach jest raczej normą.
I zupełnie nie chodzi o jakieś moje animozje, a jedynie utrzymanie tak ciężko wywalczonego spokoju i poczucia bezpieczeństwa dzieci. Na dzień dzisiejszy nawet potencjalna rozmowa przez telefon wzbudza niepokój u nich..
 
Mike79 napisał:
Bo bardzo chciałbym wiedzieć, jak sądy traktują "nawróconych" na trzeźwą drogę. W jaki sposób i jak długo muszą udowadniać, że zasługują na coś więcej niż zabrane prawa i brak możliwości osobistego kontaktu.

Bardzo różnie i nie ma na to reguły.

Mike79 napisał:
Na dzień dzisiejszy nawet potencjalna rozmowa przez telefon wzbudza niepokój u nich..

Tego nie pozostawiłabym bez reakcji, porozmawiałabym z psychologiem dziecięcym jakie rozwiązanie przyjąć. To jest ich matka i reagowanie strachem to jest nie postawa, którą drugi rodzic akceptuje na lata bo coś było w przeszłości. A co jeśli matka za rok, półtora będzie innym człowiekiem? - dzieci na pstryk palcem nie uporządkują sobie w głowach jak się do tego odnieść, im też potrzebny jest czas na "przepracowanie" sytuacji. A co jeśli mimo wątpliwości już teraz sąd da kontakty np. z kuratorem?
Obowiązkiem rodzica jest zapewnienie dziecku możliwie jak największego komfortu psychicznego, nie zadbanie o to teraz może być problematyczne przy ocenie twojej postawy jako rodzica, bo "wykluczeniem" matki z życia dzieci zajmuje się sąd (nie zawsze skutecznie, rodzice wbrew postanowieniom czadami robią co chcą) a wasze dzieci powinny być przygotowane przez psychologa na tę sytuację.
 
Tego nie pozostawiłabym bez reakcji

Oczywiście nie pozostaje. Bez dnia zwłoki od momentu rozstania (właściwie opuszczenia nas) podjąłem starania o pomoc dla dzieci. W tej chwili mijają dwa lata, jak każda z córek dwa razy w tygodniu na 4 godziny pojawia się na zajęciach terapeutycznych. Ogromny wysiłek, ale też jakie efekty. Dzieciom wróciła radość dzieciństwa, poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, potrafią normalnie funkcjonować bez matki, ale ją samą nadal wyobrażają sobie jako największe zło. I się zastanawiam, jak to ma wyglądać, kiedy matka będzie innym człowiekiem. A zdaję sobie z tego sprawę przecież, że być może kiedyś stanie na nogi. I dobrze, dzieci matkę potrzebują. Ale matkę, a nie jak ją same nazywają rodzicielkę, co od lat ma własne dzieci ... na dnie butelki. Czy to da się jeszcze jakoś zamazać w pamięci, przepracować, jeśli dwa lata intensywnej terapii za wiele nie zdziałały w ocenie matki ... ?
Dobra, bo to już nie temat stricte prawny.

Strach mam jeszcze inny, chyba jeden z największych. Że jak sama piszesz - mimo wątpliwości, sąd w jakiś sposób rozszerzy kontakty. Że nie będzie jakiegoś naturalnego przejścia od braku matki do zaangażowanej matki (chociaż i to naturalne przejście nie wiem na czym mogło by polegać), tylko usilne próby matki odbudowania relacji, kosztem dzieci strachu, stresu i przypominania traum z przeszłości. Te dzieci naprawdę dużo, dużo złego przeszły przez własną matkę, rany mają naprawdę bardzo głębokie...

Ale żeby rozszerzyć kontakty, musiałaby założyć na to sprawę, prawda ? To się nie może odbyć na rozprawie założonej przeze mnie o pozbawienie praw i osobistego kontaktu, jeśli matka by o coś takiego wniosła, tak ?

Bardzo dziękuję za odpowiedzi.
 
Ta kuracja rozpoczęła się z inicjatywy matki czy też w związku z otrzymanym pozwem o pozbawienie władzy rodzicielskiej?
Już po ograniczeniu praw powinna była ocknąć się a zmarnowała na alkohol kolejne dwa lata.
Za niealimentacje prokurator i szybko zatrybi w trzeźwej rzeczywistości bądź - powróci do okresu przed kuracją.
 
Powrót
Góra