P
PBS71
Użytkownik
- Dołączył
- 12.2008
- Odpowiedzi
- 52
Witam,
bardzo pilnie potrzebuję pomocy prawnej (w rozumieniu regulaminu Forum). Jestem miesiąc po rozwodzie (mimo napięć i awantur udało się to załatwić bez orzekania o winie), ale niestety nie zakończyło to konfliktów między mną a byłą żoną.
Mieszkamy jeszcze razem, dostałem 6 miesięcy na znalezienie innego lokum. Jednak zacząłem szukać szybciej nowego mieszkania, ze względu na ciągłe napięcie, mimo że na wszystkie sposoby staram się byłej żonie schodzić z drogi. Tydzień temu ex-żona zaatakowała mnie tylko za to, że paliłem z kolegami papierosa na balkonie. Uderzyła mnie kilkanaście razy, szarpała i drapała.
Przez dłuższy czas nie broniłem się, koledzy doradzili, żebyśmy uciekali z domu. Jednak jeszcze przy ubieraniu się w przedpokoju byłem bity, szarpany i wyzywany. Byłem załamany i w szoku, wołałem, żeby przestała, bo w końcu jej oddam. I w końcu oddałem – i od razu tak, że jej krew poszła.
Niestety, po tym zdarzeniu nie poszedłem na policję, chyba ze wstydu, nie wierzyłem, że policja mi cokolwiek pomoże. Tymczasem po paru dniach miałem wizytę dzielnicowego, bo była żona zgłosiła sprawę na policji i w prokuraturze.
Niestety, na moją niekorzyść działa to, że wcześniej w naszym małżeństwie co najmniej kilkakrotnie podniosłem na nią rękę. Nigdy nie byłem inicjatorem tych awantur, ale też nigdy nie poszedłem zrobić obdukcji z siniaków i zadrapań. Z przemocy psychicznej, jak dla mnie tej najgorszej, nie da się zrobić obdukcji. Mam tu na myśli natrętne krytykowanie, krzyk, wyszydzanie, wywieranie presji na określone zachowania, pouczanie, wręcz tresura, ciągłe próby dominacji. W ostatnim okresie małżeństwa dochodzą do tego wyzwiska z użyciem najgorszych słów. Aby się z tego podnieść, będę musiał skorzystać z terapii psychologicznej. Oczywiście, że nie powinienem był dać się prowokować, ale łatwo powiedzieć.
Niestety, jak się okazało, ona zbierała dowody na mnie od paru lat i to nawet takie, że trudno mi je przyjąć za prawdziwe. Nie przypominam sobie bowiem, abym kiedykolwiek złamał jej zęba lub rękę itp.
Teraz nie wiem jak się bronić. Nie mam na nią żadnych dowodów. Mam jedynie dwóch świadków ostatniego zdarzenia, chcą zeznawać. Również siostra, która widziała siniaka pod moim okiem jest chętna zeznawać. Warto dodać, że była żona agresywnie dyskredytuje moich świadków, a nawet szantażuje („niech spróbuje na mnie pisnąć słowo – mam na niego haki”).
Chciałbym jakoś przekonać sąd, że duża, jeśli nie przeważająca część zła tkwi w charakterze i zachowaniu mojej byłej żony. Czy można jakoś podważyć dowody, których ona chce użyć? Czy można bronić się kategoriami obrony własnej i / lub działaniem w afekcie? Czy będzie miało jakąś wartość, jeśli siostra zezna, że zawsze byłem w domu człowiekiem zgodnym i spokojnym? Jak jeszcze mógłbym się bronić? Niestety, nie stać mnie już na adwokata, bo już przy rozwodzie wydałem masę pieniędzy i jestem w długach.
Jaka kara mi grozi? Nigdy nie byłem karany, pracuję, płacę alimenty, mam dobry kontakt z dziećmi.
Co z moim widywaniem się z dziećmi wobec sprawy karnej? Do tej pory miałem mieć swobodę w ich widywaniu, czy w sprawie karnej mogą mi je ograniczyć? Zaznaczam, że nigdy nie stosowałem przemocy wobec dzieci, czego nie można powiedzieć o byłej żonie (ale znów brak dowodów).
Co z moją pracą? Czy wobec sprawy karnej grozi mi wyrzucenie z pracy?
Co ze wspólnym do tej pory mieszkaniem? Przy rozwodzie orzeczono podział majątku – mieszkanie przypadło żonie, a ja mam dostawać w ratach po 500 zł rekompensatę 50 tys. zł. Czy w sprawie karnej może mi to zostać odebrane?
Z góry dziękuję za pomoc.
bardzo pilnie potrzebuję pomocy prawnej (w rozumieniu regulaminu Forum). Jestem miesiąc po rozwodzie (mimo napięć i awantur udało się to załatwić bez orzekania o winie), ale niestety nie zakończyło to konfliktów między mną a byłą żoną.
Mieszkamy jeszcze razem, dostałem 6 miesięcy na znalezienie innego lokum. Jednak zacząłem szukać szybciej nowego mieszkania, ze względu na ciągłe napięcie, mimo że na wszystkie sposoby staram się byłej żonie schodzić z drogi. Tydzień temu ex-żona zaatakowała mnie tylko za to, że paliłem z kolegami papierosa na balkonie. Uderzyła mnie kilkanaście razy, szarpała i drapała.
Przez dłuższy czas nie broniłem się, koledzy doradzili, żebyśmy uciekali z domu. Jednak jeszcze przy ubieraniu się w przedpokoju byłem bity, szarpany i wyzywany. Byłem załamany i w szoku, wołałem, żeby przestała, bo w końcu jej oddam. I w końcu oddałem – i od razu tak, że jej krew poszła.
Niestety, po tym zdarzeniu nie poszedłem na policję, chyba ze wstydu, nie wierzyłem, że policja mi cokolwiek pomoże. Tymczasem po paru dniach miałem wizytę dzielnicowego, bo była żona zgłosiła sprawę na policji i w prokuraturze.
Niestety, na moją niekorzyść działa to, że wcześniej w naszym małżeństwie co najmniej kilkakrotnie podniosłem na nią rękę. Nigdy nie byłem inicjatorem tych awantur, ale też nigdy nie poszedłem zrobić obdukcji z siniaków i zadrapań. Z przemocy psychicznej, jak dla mnie tej najgorszej, nie da się zrobić obdukcji. Mam tu na myśli natrętne krytykowanie, krzyk, wyszydzanie, wywieranie presji na określone zachowania, pouczanie, wręcz tresura, ciągłe próby dominacji. W ostatnim okresie małżeństwa dochodzą do tego wyzwiska z użyciem najgorszych słów. Aby się z tego podnieść, będę musiał skorzystać z terapii psychologicznej. Oczywiście, że nie powinienem był dać się prowokować, ale łatwo powiedzieć.
Niestety, jak się okazało, ona zbierała dowody na mnie od paru lat i to nawet takie, że trudno mi je przyjąć za prawdziwe. Nie przypominam sobie bowiem, abym kiedykolwiek złamał jej zęba lub rękę itp.
Teraz nie wiem jak się bronić. Nie mam na nią żadnych dowodów. Mam jedynie dwóch świadków ostatniego zdarzenia, chcą zeznawać. Również siostra, która widziała siniaka pod moim okiem jest chętna zeznawać. Warto dodać, że była żona agresywnie dyskredytuje moich świadków, a nawet szantażuje („niech spróbuje na mnie pisnąć słowo – mam na niego haki”).
Chciałbym jakoś przekonać sąd, że duża, jeśli nie przeważająca część zła tkwi w charakterze i zachowaniu mojej byłej żony. Czy można jakoś podważyć dowody, których ona chce użyć? Czy można bronić się kategoriami obrony własnej i / lub działaniem w afekcie? Czy będzie miało jakąś wartość, jeśli siostra zezna, że zawsze byłem w domu człowiekiem zgodnym i spokojnym? Jak jeszcze mógłbym się bronić? Niestety, nie stać mnie już na adwokata, bo już przy rozwodzie wydałem masę pieniędzy i jestem w długach.
Jaka kara mi grozi? Nigdy nie byłem karany, pracuję, płacę alimenty, mam dobry kontakt z dziećmi.
Co z moim widywaniem się z dziećmi wobec sprawy karnej? Do tej pory miałem mieć swobodę w ich widywaniu, czy w sprawie karnej mogą mi je ograniczyć? Zaznaczam, że nigdy nie stosowałem przemocy wobec dzieci, czego nie można powiedzieć o byłej żonie (ale znów brak dowodów).
Co z moją pracą? Czy wobec sprawy karnej grozi mi wyrzucenie z pracy?
Co ze wspólnym do tej pory mieszkaniem? Przy rozwodzie orzeczono podział majątku – mieszkanie przypadło żonie, a ja mam dostawać w ratach po 500 zł rekompensatę 50 tys. zł. Czy w sprawie karnej może mi to zostać odebrane?
Z góry dziękuję za pomoc.