Sprzedający auto nie poinformował o wypadkowej historii auta

  • Autor wątku Autor wątku lukash89
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
L

lukash89

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2017
Odpowiedzi
3
Witam serdecznie,

we wrześniu ubiegłego roku zakupiłem sobie wymarzony samochód, który odkupiłem od prywatnego właściciela, w obecności przyjaciela, który jest jednocześnie jest mechanikiem. Sprawdziliśmy auto, odbyliśmy jazdy próbne, pytaliśmy o przeszłość i historię auta właściciela, po czym dokonaliśmy zakupu.

Aktualnie, z racji posiadania dodatkowej gotówki chcąc kupić nowszy model tego pojazdu, który od dłuższego czasu chodził nam po głowie, wystawiam auto w ogłoszenie. Pojawia się klient bardzo zainteresowany moim pojazdem, który został przeze mnie mocno doinwestowany i ulepszony pod względem wizualnym. W między czasie dzwoni jakiś znajomy (ubezpieczyciel czy ktoś inny) informując kupującego, że auto za poprzedniego właściciela w latach jego użytkowania, podając konkretne daty, kwoty, które szokują, miał 4 likwidowane szkody z AC na naprawdę duże sumy.

Ja o tym nie wiedziałem, nie zostałem poinformowany, i tak jak wspomniałem, czarno na białym jakimiś źródłami udało się dojść do tych informacji, że to za poprzedniego właściciela miały miejsce te sytuacja.

Pytanie ode mnie ... Co ja mogę w takiej sytuacji zrobić? Bo nie ukrywam, jest mi z tym bardzo źle i nie chciałbym nikogo oszukać, a sam czuje się w ten sposób oszukany i czy mogę dochodzić w tym przypadku swoich praw?

Pozdrawiam serdecznie i proszę o pomoc.

P.S. Oczywiście dysponuję umową zakupową i danymi sprzedającego, nawet z bilingów telefonicznych udało mi się odzyskać do niego nr telefonu, który działa, lecz dzisiaj go nie odbiera.
 
Proszę pokaż umowę, gdzie są takie zapisy, była to normalna umowa, nikt mnie nie poinformował o żadnych naprawach, a ze zdobytych danych jasno wynika, że były one realizowane z polisy człowieka, od którego ja kupiłem auto i były realizowane, gdy on był jego właścicielem.
 
A dlaczego niby miał Cię informować? Jeśli to było dla Ciebie istotne, to trzeba było zadbać o taki zapis w umowie.
 
W zapisach umów kupna sprzedaży nie ma takiego punktu, i pomijając ten fakt, kupujący nie poinformował mnie o tym fakcie, co uważam za zatajenie jakiejś wypadkowej historii tego auta. Chcę się dowiedzieć teraz, jakie mam możliwości w takiej sytuacji i co mogę zrobić?
 
Szkody z AC nawet na duże sumy to jeszcze nie wypadkowy samochód.

Jeśli ktoś na parkingu przeciągnął bokiem o samochód, do wymiany był wszystkie elementy (błotniki, nadkola, drzwi) to suma wyjdzie spora. AC po to jest żeby z tego naprawić takie uszkodzenia. CHyba nie sądzisz że był 4 wypadki? A może to tylko stłuczki (które wypadkiem nie są)?
 
Dokładnie tak. Duże sumy z AC - niekoniecznie oznaczają składanie auta z przystanku. Wystarczy przerysowany bok na parkingu - lakierowanie w ASO to już tysiące, pęknięty zderzak - wymiana + lakier w ASO kolejne tysiące. Skoro masz informację o kwotach i datach, to zapewne możesz zdobyć informację co to były za szkody. Auto jeździ, przeglądy przechodzi - nie ma się czym martwić. Skoro nic nie wychodzi typu korozja, pękająca szpachla i wysyp usterek mechanicznych to jest OK, naprawdę.
 
papieju napisał:
Skoro nic nie wychodzi typu korozja, pękająca szpachla i wysyp usterek mechanicznych to jest OK, naprawdę.

Nie wiesz o czym piszesz. Masakra :o
 
Ależ wiem. Gdyby auto miała poważny wypadek i było zrobione na handel już by to wyszło i byłoby widać w dniu zakupu, chyba że tak było oglądane - ładne - ładne - to bierzemy. Skoro nie to prawdopodobnie nic poważnego nie było - w sensie wypadkowym. Były pewnie jakieś drobne szkody (w skali kasacji auta oczywiście) naprawiane w ASO, a oni jak widzą kto płaci to golą ile wlezie. Znajomy miał obcierkę na parkingu, przeszlifowano mu właśnie jedne bok. Sprawca chciał dać 100zł w łapę bo to stary Ford przecież, więc poszło do ASO bezgotówkowo i rachunek był bardzo słony, zapłacony z OC sprawcy. Absolutnie nie skreśla to auta i nie czyni go wypadkowym, ale gdyby naprawa była z AC to bez poznania szczegółów też można by pomyśleć że wypadkowy i to solidnie. Skoro ma dostęp do historii AC tego auta to może sprawdzić dokładniej co się działo. Chyba że sprzedawca zapewniał że panie, lakiernik auta nie oglądał i ma to na piśmie/taśmie.
 
papieju napisał:
Gdyby auto miała poważny wypadek i było zrobione na handel już by to wyszło i byłoby widać w dniu zakupu, chyba że tak było oglądane - ładne - ładne - to bierzemy.

Dalej twierdze, że nie wiesz o czym piszesz.

Jakis czas temu wklejałem link do artykułu w ktorym przed kupnem strona kupujaca udala sie sie do ASO marki na ogledziny. ASO stwierdzilo, ze wszystko jest w porzadku a pozniej okazalo sie, ze auto bylo skladane/spawane zdaje się zdwóch częsci i mozna bylo to wychwycic podczas ogledzin w warsztacie.
 
Powtarzam - mając dostęp jak twierdzi pytający do historii AC może bez trudu sprawdzić co było robione i dlaczego. To po pierwsze. Po drugie, oglądał auto z mechanikiem, więc teoretycznie ktoś kompetentny je oglądał. Chyba że nie mówi nam wszystkiego a kolega odradzał zakup. W obu przypadkach pretensje można mieć tylko do siebie. Przytoczony przykład oględzin w ASO i puszczenie auta z fałszywą opinią jest pewnie przypadkiem jednostkowym i w skali kraju marginalnym. Dziś bierzesz opinię ASO na piśmie i w razie w walczysz w sądzie, więc mało które się decyduje na takie metody. Prędzej pracownik ASO wziął w łapę od handlarza i powiedział to co miał powiedzieć. Niemniej wracając do tematu to póki nie wiemy co konkretnie naprawiano w ramach AC to możemy gdybać, choć wiele wskazuje że to nie jest auto po spotkaniu z tirem a raczej po obcierkach parkingowych i drobnych stłuczkach naprawianych w ASO bo pewnie takie były warunki polisy. A naprawa w ASO to zwyczajowo co najmniej x2 od ceny niezależnego warsztatu. Według prawa wypadek miał miejsce gdy był trup. Bez trupa to kolizja, jak poważnie by ona nie wyglądała. Jeśli auto było ogłoszone jako bezwypadkowe i faktycznie nikt w nim nie zginął to nawet w sądzie widzę marnie szanse na wywalczenie czegokolwiek. Tym bardziej że zaraz się pewnie okaże że z tego AC nic poważnego robione nie było. Swoją drogą chciałem sprzedać swoją starą Astrę z 1993 jako że miałem w planach coś nowszego, auta specjalnie nie ogłaszałem bo to była opcja a może by tak zmienił auto, ale dwóch potencjalnych kupców się nawinęło z poczty pantoflowej. Odpuściłem, każdy był typowym kopaczem w opony, wymagał od auta za 1500zł stanu salonowego i lakieru w stanie idealnym, jeden wręcz straszył że kupi ale jak okaże się że coś się popsuje w ciągu roku to poda mnie do sądu - w aucie za 1500zł powtarzam, z 1993 roku. Odpuściłem, przeszła mi ochota. Włożyłem parę groszy w międzyczasie w niezbędne naprawy bieżące i będę nią jeździł do pracy póki się koła kręcą. Niektórym się z tego dobrobytu po prostu w 4 literach już poprzewracało...
 
Ostatnia edycja:
papieju napisał:
jeden wręcz straszył że kupi ale jak okaże się że coś się popsuje w ciągu roku to poda mnie do sądu

Dlatego nic nie sprzedaję i jestem szczesliwym człowiekiem.

Rzeczy sprawne oddaję potrzebującym a złom/śmieci wyrzucam (do pszoka czy jak to tam sie zwie).
 
Powrót
Góra