P
peterx122
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2016
- Odpowiedzi
- 2
a) Podmioty : Sprzedaż auta osoba fizyczna na rzecz osoby fizycznej
b) Rzekoma podstawa : Rękojmia za wady lub wady ukryte
c) Sprzedaż auta używanego
d) Sprzedaż auta 10.06
Pierwszy kontakt 13.06
"Oficjalny" SMS 17.06
OPIS
Po ponad roku użytkowania mojego prywatnego auta, postanowiłem o sprzedaży. W samochodzie za swojej kadencji wymieniłem rozrząd, całe zawieszenie i wiele innych rzeczy. Ze względu jednak na wizualne wady, postanowiłem wystawić samochód poniżej wartości rynkowej. Szybko znalazł się kupiec, inna osoba fizyczna, który nabył 17 letnie auto za mniej niż 5000zł . W dniu sprzedaży padał deszcz i mimo że kupujący nie chciał to nalegałem aby dokładnie sprawdził samochód - podjechaliśmy na parking zadaszony. Oględziny trwały może 10 minut. Stwierdziłem, że nie ma problemu jeśli chce podjechać na stację i zobaczyć samochód od spodu. Stwierdził że za tą cenę to nie ma sensu i jak mówię że jest ok (na ile ok może być auto 17 letnie) to bierze w ciemno. Podpisalismy umowę i się pożegnaliśmy.
Po 3 dniach dzwoni telefon. Kupujący stwierdził że go oszukałem, ponieważ auto nie ma katalizatora. Myślałem że chodzi o DPF (auto bez filtra oryginalnie), jednak stwierdził że chodzi ewidentnie o katalizator gdzie jest wspawana rura. Zażądałem aby oficjalnie napisał do mnie pismo i wysłał na adres. W piśmie ma być napisana konkretnie wada oraz jakie ma roszczenia względem mnie. Zamiast tego dostałem mms'a z zdjęciem papieru od diagnosty (data 5 dni po zakupie) w którym stwierdza brak katalizatora. Lakonicznie zostało także napisane, że na usunięcie wady mam 14 dni.
Sytuacja wydaje mi się absurdalna ponieważ:
1. nie zabraniałem kupującemu jechać na stację przed zakupem
2. niczego nie ukrywałem i wręcz nalegałem na oględziny
3. auto miało przegląd techniczny który przeszło bez problemu i który robiłem osobiście
4. nie wiem co się działo po zakupie - czy kupujący sam nie wyciął katalizatora a teraz "szuka jelenia" - to dla mnie najbardziej prawdopodobna sytuacja.
Wiem, że sprawa jest błaha, nie zamierzam się też nią zbytnio stresować i przejmować - mam raczej pewność co do swojej racji i nie boję się batalii sądowej - nie zamierzam ułatwiać życia kombinatorom. Żyjemy jednak w Polsce i wolę zapytać szerszego grona - czy mam racje? Co robić dalej w tej sprawie?
b) Rzekoma podstawa : Rękojmia za wady lub wady ukryte
c) Sprzedaż auta używanego
d) Sprzedaż auta 10.06
Pierwszy kontakt 13.06
"Oficjalny" SMS 17.06
OPIS
Po ponad roku użytkowania mojego prywatnego auta, postanowiłem o sprzedaży. W samochodzie za swojej kadencji wymieniłem rozrząd, całe zawieszenie i wiele innych rzeczy. Ze względu jednak na wizualne wady, postanowiłem wystawić samochód poniżej wartości rynkowej. Szybko znalazł się kupiec, inna osoba fizyczna, który nabył 17 letnie auto za mniej niż 5000zł . W dniu sprzedaży padał deszcz i mimo że kupujący nie chciał to nalegałem aby dokładnie sprawdził samochód - podjechaliśmy na parking zadaszony. Oględziny trwały może 10 minut. Stwierdziłem, że nie ma problemu jeśli chce podjechać na stację i zobaczyć samochód od spodu. Stwierdził że za tą cenę to nie ma sensu i jak mówię że jest ok (na ile ok może być auto 17 letnie) to bierze w ciemno. Podpisalismy umowę i się pożegnaliśmy.
Po 3 dniach dzwoni telefon. Kupujący stwierdził że go oszukałem, ponieważ auto nie ma katalizatora. Myślałem że chodzi o DPF (auto bez filtra oryginalnie), jednak stwierdził że chodzi ewidentnie o katalizator gdzie jest wspawana rura. Zażądałem aby oficjalnie napisał do mnie pismo i wysłał na adres. W piśmie ma być napisana konkretnie wada oraz jakie ma roszczenia względem mnie. Zamiast tego dostałem mms'a z zdjęciem papieru od diagnosty (data 5 dni po zakupie) w którym stwierdza brak katalizatora. Lakonicznie zostało także napisane, że na usunięcie wady mam 14 dni.
Sytuacja wydaje mi się absurdalna ponieważ:
1. nie zabraniałem kupującemu jechać na stację przed zakupem
2. niczego nie ukrywałem i wręcz nalegałem na oględziny
3. auto miało przegląd techniczny który przeszło bez problemu i który robiłem osobiście
4. nie wiem co się działo po zakupie - czy kupujący sam nie wyciął katalizatora a teraz "szuka jelenia" - to dla mnie najbardziej prawdopodobna sytuacja.
Wiem, że sprawa jest błaha, nie zamierzam się też nią zbytnio stresować i przejmować - mam raczej pewność co do swojej racji i nie boję się batalii sądowej - nie zamierzam ułatwiać życia kombinatorom. Żyjemy jednak w Polsce i wolę zapytać szerszego grona - czy mam racje? Co robić dalej w tej sprawie?