Witam,
jestem w podobnej sytuacji jeżeli chodzi o podpisanie listy obecności.
Moja sytuacja wygląda następującą:
W październiku br. rozpoczęłam staż jako pracownik kancelaryjny. Do moich obowiązków należało głównie obsługa recepcji, przyjmowanie korespondencji, skanowanie dokumentów itp. Dodatkowo pracodawca wymagał ode mnie prac porządkowych, takich jak: mycie podłogi, wynoszenie śmieci, zmywanie naczyń, mycie okien, ogólnie sprzątanie biura wraz z łazienką i toaletą. Ze względu, że nie przedstawiono mi planu stażu i moich obowiązków ani przez pracodawcę, ani przez Urząd Pracy, wykonywałam te czynności. Dodatkowo jeździłam do Urzędów i Sądów aby dostarczyć dokumenty/wnioski itp. Po dwóch tygodniach stażu zachorowałam ale mimo wszystko pojawiłam się w pracy (był to czwartek) aby wykonać moje obowiązki – w tym sprzątanie całego biura. Poprosiłam pracodawcę o wcześniejsze wyjście z pracy , żeby mogła zdążyć do lekarza. Na początku pracodawca się zgodził ale po ok dwóch godzinach po odbyciu rozmowy z żoną stwierdził, że nie powinnam stawiać go w takiej sytuacji. Będąc u lekarza dostałam zwolnienie tylko na dwa dni (czwartek i piątek), za moją prośbą, ponieważ nie chciałam mieć dużych zaległości w pracy. Poinformowałam pracodawcę o zwolnieniu drogą e-mail. W odpowiedzi otrzymałam informację: "Informuję Panią, że po okresie stażu nie będzie możliwości dalszej pracy w firmie". Ta informacja bardzo mnie zdenerwowała i zadzwoniłam do Urzędu Pracy, aby poinformować o zaistniałej sytuacji. Panie z Działu Rynku Pracy UP po mojej informacji o wykonywaniu moich wyżej wymienionych czynności w pracy, przedstawiły mi telefonicznie program stażu, w którym zawarte są moje obowiązki i zakres wykonywanych zadań. W programie stażu nie ma mowy o sprzątaniu ani o jakichkolwiek zadaniach dotyczących opuszczania miejsca pracy w celach służbowych - czyli załatwianie spraw w Urzędach i Sądach. Stanowczo zabroniły wykonywania tych poleceń, ponieważ jestem pracownikiem kancelaryjnym a nie sprzątaczką. Po powrocie do pracy otrzymałam polecenie, żeby posprzątać biuro. Wykonałam polecenie ostatni raz, po czym odbyłam rozmowę z pracodawcą. W tej rozmowie moim celem było wyjaśnienie, że poleceń dotyczących sprzątania nie będę wykonywać, ponieważ nie są zgodne z programem stażu. Poinformowałam pracodawcę że polecenia dotyczące załatwiania spraw poza miejscem pracy również nie powinnam wykonywać, i że wg Kodeksu Pracy Art. 775
§ 1. Pracownikowi wykonującemu na polecenie pracodawcy zadanie służbowe poza miejscowością, w której znajduje się siedziba pracodawcy, lub poza stałym miejscem pracy przysługują należności na pokrycie kosztów związanych z podróżą służbową.
Pracodawca stwierdził, że polecenie sprzątające mogę tylko wyjaśnić z jego żoną ( która wraz z mężem czyli moim pracodawcą –opiekunem stażu prowadzą tą firmę), która te polecenia mi kazała wykonywać. Jeżeli chodzi o załatwianie spraw poza biurem to jego ten art. 77 nie interesuje, mam wykonywać te polecenie i koniec. Rozmowa z żoną mojego opiekuna odbyła się telefonicznie. Krótko streszczając oznajmiono mi, że ta firma potrzebuje osoby która wyręczy ich w pierdołach takich jak sprzątanie – czego nie było mowy na rozmowie kwalifikacyjnej, i że stażystka jest od tego, żeby takie polecenia wykonywać. I cała ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, ponieważ dalej otrzymywałam polecenia dotyczące sprzątania. W kolejnym tygodniu atmosfera w pracy była nieprzyjemna, nie wykonywałam poleceń które nie były objęte programem stażu oprócz wyjść służbowych, ponieważ były one dla mnie możliwością wyrwania się z tej atmosfery w firmie. Pod koniec tygodnia pracodawca przeprowadził ze mną kolejną rozmowę dotyczącą tego stażu. Przedstawiono mi umowę z Urzędem Pracy gdzie jest informacja że stażysta jest zobowiązany wykonywać polecenia pracodawcy. Również stwierdził, że nie życzy sobie takiej atmosfery w jego biurze i że to z mojej winy ponieważ tak jak on stwierdził „nie chce mi się pracować”. Po raz kolejny wyjaśniłam, że jestem pracownikiem kancelaryjnym a nie sprzątaczką, oczywiście dbałam o moje miejsce pracy i o salę konferencyjną gdzie była mowa w rozmowie kwalifikacyjnej, ale sprzątanie biura, stanowisk pracy innych pracowników, zaplecza i łazienki jest przesadą i nie należy to do moich obowiązków i nie będę tego wykonywała, bo to nie zgodne z umową z UP, jest to wykorzystywanie bezpłatnej siły roboczej, UP nie płaci mi stypendium za takie zadania. Pracodawca nie przyjął tego do wiadomości i dał mi ultimatum. Mam wykonywać wszystkie polecenia albo przenosi mnie do drugiego biura, gdzie samodzielnie będę wykonywać prace kancelaryjne albo zgłosi mnie do UP, że nie wykonuje jego poleceń i wywali mnie ze skutkiem natychmiastowym. Po pracy poinformowałam Urząd Pracy o całej sytuacji. Postanowiłam zgłosić to pisemnie pierwsza i złożyłam wniosek wraz z dowodami e-mailowymi do UP z prośbą o przerwanie stażu bez ponoszenia konsekwencji. Nie informowałam pracodawcy o moim wniosku, ponieważ nie chciałam jeszcze bardziej utrudniać sobie pracy. Po weekendzie zostałam przeniesiona bez uprzedzenia i bez względu na moje zdanie do drugiego biura. Przez trzy dni pracowałam z kolegą, który miał mnie wprowadzić do moich samodzielnych obowiązków, następnie pracowałam sama bez nadzoru. Urząd Pracy nie został powiadomiony przez pracodawcę o moim przeniesieniu. Co miesiąc, dokładnie między 1-5 dniem miesiąca jestem zobowiązana dostarczyć listę obecności do UP. Oczywiście pracodawca robił problemy, nie miał czasu podpisać listy, a utrudnieniem był fakt, że pracowaliśmy w dwóch różnych biurach. 5 listopada łaskawie przyjechał zabrał moją listę i podpisał ją. Zgodził się również, żebym w godzinach pracy pojechała do Urzędu Pracy. 7 listopada źle się poczułam w pracy, zaczęłam wymiotować i jeszcze gorzej się czułam. Zadzwoniłam do pracodawcy z tą informacją, prosiłam o zgodę na wyjście z pracy, żeby mogła jechać do lekarza. Powiedział mi, że nie zajmuje się sprawami personalnymi, przekierował mnie do żony. Żona stwierdziła że dopiero po godzinie 14 może wysłać do mnie innego pracownika i rozłączyła się. Przez kolejne pół godziny mój stan znacznie się pogorszył i zadzwoniłam jeszcze raz ale mój telefon nie został odebrany jak i kolejne. Na firmowego e-maila otrzymałam wiadomość od żony mojego opiekuna, że o wolne dni mogę starać się pisemnie i będę one rozpatrzone wg regulaminu. Wykonałam kilka telefonów do niej ale był odrzucane tak jak telefony do pracodawcy. Zadzwoniłam do UP, gdzie poinformowano mnie, że jeżeli źle się czuję nie mają prawa trzymać mnie na siłę, tym bardziej że ten dzień będę miała usprawiedliwiony zwolnieniem lekarskim. Zadzwoniłam ponownie i moje połączenie zostało przerwane. Wysłałam wiadomość e-mail do pracodawcy, że ze względu na nie odbieranie połączeń jestem zmuszona poinformować ich tą drogą e-mailową, że wychodzę z biura i wyślę im scan zwolnienia. Odpowiedź dostałam smsem: „Poinformujemy UP o tym, ze wyszła Pani bez naszej zgody z biura”. Nie odpowiedziałam na tą wiadomość. Lekarz stwierdził grypę żołądkową i dostałam dwa dni zwolnienia. Poinformowałam pracodawcę i wysłałam scan zwolnienia lekarskiego. Poinformowałam także Urząd Pracy o całej sytuacji, przekierowano mnie do Kierownika Działu Rynku Pracy, któremu wyjaśniłam całą sytuację, poparł moją decyzję o wyjściu z pracy bez zgody pracodawcy oraz poinformował mnie że przyśpieszy proces rozpatrzenia mojego wniosku. Następnego dnia otrzymałam telefon z UP z informacją o zgodzie na natychmiastowe przerwanie stażu bez ponoszenia konsekwencji. Wysłałam informację pracodawcy o tym, że dostałam zgodne na przerwanie stażu i że nie pojawię się już w pracy. Tak więc mój staż trwał od 7 października do 8 listopada. Jeszcze była zobowiązana dostarczyć listę obecności za listopad i kartę stażu do Urzędu Pracy, aby otrzymać stypendium za te kilka przepracowanych dni. Pracodawca oznajmił, że podpisze po tym , jak otrzyma stosowne pismo z UP. Ja otrzymałam takie pismo 21 listopada, w UP poinformowano mnie że list został wysłany jednocześnie do mnie jak i do mojego pracodawcy. Ale pracodawca twierdził, że nie otrzymał listu. I tu zaczęły się kolejne schody. Dzwoniłam , pisałam maile do pracodawcy z ustaleniem terminu spotkania ale moje telefony nie były odbierane a e-maile bez odpowiedzi. Na początku grudnia odebrał mój telefon i tak potwierdził, że otrzymał list, ale musi go przemyśleć a teraz nie ma czasu. Poinformowałam, że musze do 5 grudnia dostarczyć listę i kartę stażu, oczywiście nie wziął tego pod uwagę i dalej pozostał przy odpowiedzi, że musi to przemyśleć. Urząd Pracy poradził mi, żeby pojechała bez uprzedzenia do firmy gdzie odbywałam staż. Tak też zrobiła, ale gdy pracodawca dowiedział się, że to ja przyjechałam nie przyjął mnie. Więc zostawiłam dokumenty recepcjoniście z informacją że 5 grudnia przed południem przyjadę po podpisane dokumenty (listę i kartę stażu). 5 grudnia przyjechałam do biura, pracodawcy nie było w biurze, a moich dokumentów nie było. Napisałam podanie do Urzędu Pracy, gdzie wyjaśniłam sytuację i proszę o stypendium za przepracowane dni w listopadzie, załączyłam kopie listy obecności i karty stażu. Panie z Działu Rynku Pracy poinformowały mnie, że pracodawca musi mi podpisać tą listę.
I teraz jestem w kropce. Pomimo, że nie dostanę za ten kilka dni wielkich pieniędzy, ale należą mi się i nie odpuszczę, nie byłam pracownikiem charytatywnym. UP jest zobowiązany odpowiedzieć na moje podanie w ciągu 30 dniu. Działania pracodawcy były jak najbardziej celowe, i wątpię, żeby nawet sam dostarczył tą listę i kartę stażu do UP. W UP wspomniano mi o tym, że mogę starać się o odsetki u pracodawcy za takie utrudnienia z jego strony. Proszę o pomoc/doradzenie co dalej mogę zrobić.