Staż - pracodawca nie chce podbić listy obecności

  • Autor wątku Autor wątku nie_do_wiary
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
N

nie_do_wiary

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2013
Odpowiedzi
2
Witam. To mój pierwszy post na tym forum. Otóż mam taki problem. Od 24 kwietnia odbywam staż. Od razu chcę zaznaczyć iż mój charakter pracy wcale nie jest taki jakie było pierwotne założenie tzn wykonuję dużo więcej prac wykraczających poza umowę. Nie przeszkadzało mi to gdyż nie były to trudne zadania aczkolwiek nie należały do mnie. Miałem pracować jako ekspedient w punkcie usługowym, pracodawca wykorzystuje mnie jako szofera, kuriera, księgowego, pracownika fizycznego i wiele innych. Dzisiaj dzwoni do mnie (po godzinach pracy) bym zawiózł go do sąsiedniego miasta. Od razu powiedziałem, że nie dam rady gdyż poza pracą też mam życie prywatne które muszę organizować oraz szkołę zaoczną i zaliczenia. Ale powiedziałem, że postaram się mu pomóc. Poczekał 10 min po czym otrzymałem telefon z pytaniem czy dam radę, odpowiedziałem "niestety nie" (musiałem jechać do szkoły, spieszyło mi się) Nic nie mówiąc rozłączył się. Po kilku min przychodzi mi sms o dość ostrej treści słowach w którym oświadczył, że w takim układzie od dziś kończy się nasza współpraca, a wszelkie formalności załatwi w poniedziałek.
Po powrocie ze szkoły odpisałem dość długiego sms w którym powiedziałem wszystko co myślę w bardzo kulturalny sposób. Opisałem, że pracę wykonuję bardzo sumiennie co z resztą sam widzi, pracuję sam (mimo, że powinienem mieć opiekuna... jest, z mojego wieku, kompletnie nic nie robi i jeszcze mnie demotywuje do pracy), że wykonuję pracę po godzinach, że nie może ode mnie wymagać rzeczy niemożliwych. Starałem się go przekonać by nie rozwiązywał umowy używając argumentu, że urząd pracy pociągnie go do odpowiedzialności jaką jest uregulowanie stypendium stażowego.
Staż jest 5-cio miesięczny przy czym pracodawca deklarował zatrudnienie po zakończeniu stażu na okres trzech miesięcy.
Odpisał, że nie ma problemu, zapłaci im. (wydaje mi się raczej, że mi będzie musiał zapłacić)
Odpisałem, że w takim układzie przyjdę w poniedziałek by podbił mi listę obecności. W maju przepracowałem 16 dni, do pełnego miesiąca brakuje mi jeszcze 5. Zero odzewu z jego strony.
Obawiam się, że w poniedziałek nie będzie chciał mi podbić tej listy.
Co mam zrobić w takiej sytuacji.
Dodam jeszcze że pracodawca zatrudniając stażystę powinien stworzyć jakieś warunki pracy. Niestety warunków takich nie miałem. W lokalu gdzie odbywałem staż nie było podstawowych środków bhp, nie było pomieszczenia socjalnego, ani nawet sanitarnego.
I jeszcze taka kwestia, ten pracodawca wygląda mi na osobę o kryminalnej przeszłości, mam podejrzenia prowadzenia lewych interesów także wszelkie wchodzenie w konflikty z tą osobą nie wchodzą w grę z obawy na własne życie bądź zdrowie.
 
Wszystkie zastrzeżenia dot. warunków odbywania stażu (a z twojego postu widzę, że jest ich sporo i to słusznych) należy zgłosić w PUP. Niezależnie od kryminalnej czy nie kryminalnej przeszłości pracodawcy. PUP jest organem nadzorującym odbywanie stażu i ma obowiązek reagować na wszelkie nieprawidłowości. Ale skąd ma o nich wiedzieć skoro ich nie zgłosiłeś.
Z drugiej strony jeśli pracodawca się "uprze" na przerwanie stażu nie ma możliwości prawnej abyś go odbywał na jego terenie bez jego zgody. Co najwyżej PUP może więcej nie nawiązać współpracy z nim. I pewnie tak też zrobi.
 
A co jeśli nie podpisze mi listy obecności? Jak udowodnię w UP, że faktycznie pracowałem te 16 dni ?
 
Z czystej złośliwości może nie podpisać. Po prostu zawiadom oficjalnym pismem PUP o faktycznym wykonywaniu pracy przez te 16 dni oraz innych nieprawidłowościach ze strony organizatora stażu.
 
Witam,
jestem w podobnej sytuacji jeżeli chodzi o podpisanie listy obecności.
Moja sytuacja wygląda następującą:
W październiku br. rozpoczęłam staż jako pracownik kancelaryjny. Do moich obowiązków należało głównie obsługa recepcji, przyjmowanie korespondencji, skanowanie dokumentów itp. Dodatkowo pracodawca wymagał ode mnie prac porządkowych, takich jak: mycie podłogi, wynoszenie śmieci, zmywanie naczyń, mycie okien, ogólnie sprzątanie biura wraz z łazienką i toaletą. Ze względu, że nie przedstawiono mi planu stażu i moich obowiązków ani przez pracodawcę, ani przez Urząd Pracy, wykonywałam te czynności. Dodatkowo jeździłam do Urzędów i Sądów aby dostarczyć dokumenty/wnioski itp. Po dwóch tygodniach stażu zachorowałam ale mimo wszystko pojawiłam się w pracy (był to czwartek) aby wykonać moje obowiązki – w tym sprzątanie całego biura. Poprosiłam pracodawcę o wcześniejsze wyjście z pracy , żeby mogła zdążyć do lekarza. Na początku pracodawca się zgodził ale po ok dwóch godzinach po odbyciu rozmowy z żoną stwierdził, że nie powinnam stawiać go w takiej sytuacji. Będąc u lekarza dostałam zwolnienie tylko na dwa dni (czwartek i piątek), za moją prośbą, ponieważ nie chciałam mieć dużych zaległości w pracy. Poinformowałam pracodawcę o zwolnieniu drogą e-mail. W odpowiedzi otrzymałam informację: "Informuję Panią, że po okresie stażu nie będzie możliwości dalszej pracy w firmie". Ta informacja bardzo mnie zdenerwowała i zadzwoniłam do Urzędu Pracy, aby poinformować o zaistniałej sytuacji. Panie z Działu Rynku Pracy UP po mojej informacji o wykonywaniu moich wyżej wymienionych czynności w pracy, przedstawiły mi telefonicznie program stażu, w którym zawarte są moje obowiązki i zakres wykonywanych zadań. W programie stażu nie ma mowy o sprzątaniu ani o jakichkolwiek zadaniach dotyczących opuszczania miejsca pracy w celach służbowych - czyli załatwianie spraw w Urzędach i Sądach. Stanowczo zabroniły wykonywania tych poleceń, ponieważ jestem pracownikiem kancelaryjnym a nie sprzątaczką. Po powrocie do pracy otrzymałam polecenie, żeby posprzątać biuro. Wykonałam polecenie ostatni raz, po czym odbyłam rozmowę z pracodawcą. W tej rozmowie moim celem było wyjaśnienie, że poleceń dotyczących sprzątania nie będę wykonywać, ponieważ nie są zgodne z programem stażu. Poinformowałam pracodawcę że polecenia dotyczące załatwiania spraw poza miejscem pracy również nie powinnam wykonywać, i że wg Kodeksu Pracy Art. 775
§ 1. Pracownikowi wykonującemu na polecenie pracodawcy zadanie służbowe poza miejscowością, w której znajduje się siedziba pracodawcy, lub poza stałym miejscem pracy przysługują należności na pokrycie kosztów związanych z podróżą służbową.
Pracodawca stwierdził, że polecenie sprzątające mogę tylko wyjaśnić z jego żoną ( która wraz z mężem czyli moim pracodawcą –opiekunem stażu prowadzą tą firmę), która te polecenia mi kazała wykonywać. Jeżeli chodzi o załatwianie spraw poza biurem to jego ten art. 77 nie interesuje, mam wykonywać te polecenie i koniec. Rozmowa z żoną mojego opiekuna odbyła się telefonicznie. Krótko streszczając oznajmiono mi, że ta firma potrzebuje osoby która wyręczy ich w pierdołach takich jak sprzątanie – czego nie było mowy na rozmowie kwalifikacyjnej, i że stażystka jest od tego, żeby takie polecenia wykonywać. I cała ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, ponieważ dalej otrzymywałam polecenia dotyczące sprzątania. W kolejnym tygodniu atmosfera w pracy była nieprzyjemna, nie wykonywałam poleceń które nie były objęte programem stażu oprócz wyjść służbowych, ponieważ były one dla mnie możliwością wyrwania się z tej atmosfery w firmie. Pod koniec tygodnia pracodawca przeprowadził ze mną kolejną rozmowę dotyczącą tego stażu. Przedstawiono mi umowę z Urzędem Pracy gdzie jest informacja że stażysta jest zobowiązany wykonywać polecenia pracodawcy. Również stwierdził, że nie życzy sobie takiej atmosfery w jego biurze i że to z mojej winy ponieważ tak jak on stwierdził „nie chce mi się pracować”. Po raz kolejny wyjaśniłam, że jestem pracownikiem kancelaryjnym a nie sprzątaczką, oczywiście dbałam o moje miejsce pracy i o salę konferencyjną gdzie była mowa w rozmowie kwalifikacyjnej, ale sprzątanie biura, stanowisk pracy innych pracowników, zaplecza i łazienki jest przesadą i nie należy to do moich obowiązków i nie będę tego wykonywała, bo to nie zgodne z umową z UP, jest to wykorzystywanie bezpłatnej siły roboczej, UP nie płaci mi stypendium za takie zadania. Pracodawca nie przyjął tego do wiadomości i dał mi ultimatum. Mam wykonywać wszystkie polecenia albo przenosi mnie do drugiego biura, gdzie samodzielnie będę wykonywać prace kancelaryjne albo zgłosi mnie do UP, że nie wykonuje jego poleceń i wywali mnie ze skutkiem natychmiastowym. Po pracy poinformowałam Urząd Pracy o całej sytuacji. Postanowiłam zgłosić to pisemnie pierwsza i złożyłam wniosek wraz z dowodami e-mailowymi do UP z prośbą o przerwanie stażu bez ponoszenia konsekwencji. Nie informowałam pracodawcy o moim wniosku, ponieważ nie chciałam jeszcze bardziej utrudniać sobie pracy. Po weekendzie zostałam przeniesiona bez uprzedzenia i bez względu na moje zdanie do drugiego biura. Przez trzy dni pracowałam z kolegą, który miał mnie wprowadzić do moich samodzielnych obowiązków, następnie pracowałam sama bez nadzoru. Urząd Pracy nie został powiadomiony przez pracodawcę o moim przeniesieniu. Co miesiąc, dokładnie między 1-5 dniem miesiąca jestem zobowiązana dostarczyć listę obecności do UP. Oczywiście pracodawca robił problemy, nie miał czasu podpisać listy, a utrudnieniem był fakt, że pracowaliśmy w dwóch różnych biurach. 5 listopada łaskawie przyjechał zabrał moją listę i podpisał ją. Zgodził się również, żebym w godzinach pracy pojechała do Urzędu Pracy. 7 listopada źle się poczułam w pracy, zaczęłam wymiotować i jeszcze gorzej się czułam. Zadzwoniłam do pracodawcy z tą informacją, prosiłam o zgodę na wyjście z pracy, żeby mogła jechać do lekarza. Powiedział mi, że nie zajmuje się sprawami personalnymi, przekierował mnie do żony. Żona stwierdziła że dopiero po godzinie 14 może wysłać do mnie innego pracownika i rozłączyła się. Przez kolejne pół godziny mój stan znacznie się pogorszył i zadzwoniłam jeszcze raz ale mój telefon nie został odebrany jak i kolejne. Na firmowego e-maila otrzymałam wiadomość od żony mojego opiekuna, że o wolne dni mogę starać się pisemnie i będę one rozpatrzone wg regulaminu. Wykonałam kilka telefonów do niej ale był odrzucane tak jak telefony do pracodawcy. Zadzwoniłam do UP, gdzie poinformowano mnie, że jeżeli źle się czuję nie mają prawa trzymać mnie na siłę, tym bardziej że ten dzień będę miała usprawiedliwiony zwolnieniem lekarskim. Zadzwoniłam ponownie i moje połączenie zostało przerwane. Wysłałam wiadomość e-mail do pracodawcy, że ze względu na nie odbieranie połączeń jestem zmuszona poinformować ich tą drogą e-mailową, że wychodzę z biura i wyślę im scan zwolnienia. Odpowiedź dostałam smsem: „Poinformujemy UP o tym, ze wyszła Pani bez naszej zgody z biura”. Nie odpowiedziałam na tą wiadomość. Lekarz stwierdził grypę żołądkową i dostałam dwa dni zwolnienia. Poinformowałam pracodawcę i wysłałam scan zwolnienia lekarskiego. Poinformowałam także Urząd Pracy o całej sytuacji, przekierowano mnie do Kierownika Działu Rynku Pracy, któremu wyjaśniłam całą sytuację, poparł moją decyzję o wyjściu z pracy bez zgody pracodawcy oraz poinformował mnie że przyśpieszy proces rozpatrzenia mojego wniosku. Następnego dnia otrzymałam telefon z UP z informacją o zgodzie na natychmiastowe przerwanie stażu bez ponoszenia konsekwencji. Wysłałam informację pracodawcy o tym, że dostałam zgodne na przerwanie stażu i że nie pojawię się już w pracy. Tak więc mój staż trwał od 7 października do 8 listopada. Jeszcze była zobowiązana dostarczyć listę obecności za listopad i kartę stażu do Urzędu Pracy, aby otrzymać stypendium za te kilka przepracowanych dni. Pracodawca oznajmił, że podpisze po tym , jak otrzyma stosowne pismo z UP. Ja otrzymałam takie pismo 21 listopada, w UP poinformowano mnie że list został wysłany jednocześnie do mnie jak i do mojego pracodawcy. Ale pracodawca twierdził, że nie otrzymał listu. I tu zaczęły się kolejne schody. Dzwoniłam , pisałam maile do pracodawcy z ustaleniem terminu spotkania ale moje telefony nie były odbierane a e-maile bez odpowiedzi. Na początku grudnia odebrał mój telefon i tak potwierdził, że otrzymał list, ale musi go przemyśleć a teraz nie ma czasu. Poinformowałam, że musze do 5 grudnia dostarczyć listę i kartę stażu, oczywiście nie wziął tego pod uwagę i dalej pozostał przy odpowiedzi, że musi to przemyśleć. Urząd Pracy poradził mi, żeby pojechała bez uprzedzenia do firmy gdzie odbywałam staż. Tak też zrobiła, ale gdy pracodawca dowiedział się, że to ja przyjechałam nie przyjął mnie. Więc zostawiłam dokumenty recepcjoniście z informacją że 5 grudnia przed południem przyjadę po podpisane dokumenty (listę i kartę stażu). 5 grudnia przyjechałam do biura, pracodawcy nie było w biurze, a moich dokumentów nie było. Napisałam podanie do Urzędu Pracy, gdzie wyjaśniłam sytuację i proszę o stypendium za przepracowane dni w listopadzie, załączyłam kopie listy obecności i karty stażu. Panie z Działu Rynku Pracy poinformowały mnie, że pracodawca musi mi podpisać tą listę.
I teraz jestem w kropce. Pomimo, że nie dostanę za ten kilka dni wielkich pieniędzy, ale należą mi się i nie odpuszczę, nie byłam pracownikiem charytatywnym. UP jest zobowiązany odpowiedzieć na moje podanie w ciągu 30 dniu. Działania pracodawcy były jak najbardziej celowe, i wątpię, żeby nawet sam dostarczył tą listę i kartę stażu do UP. W UP wspomniano mi o tym, że mogę starać się o odsetki u pracodawcy za takie utrudnienia z jego strony. Proszę o pomoc/doradzenie co dalej mogę zrobić.
 
Myślę, że niedługo po woli wyczerpujesz drogi wyegzekwowania podpisu pracodawcy pod listą obecności... myślę, że czas poprosić o pomoc UP. W końcu to z UP pracodawca zawarł umowę i zgodnie z jej postanowieniami (musiałbyś się zorientować w swoim UP co do jej treści) miał obowiązek dostarczania listy obecności.
Moim zdaniem powinnaś na piśmie poinformować UP o problemach z podpisem i oficjalnie poprosić o interwencję i wyegzekwowanie wypełnienia obowiązków organizatora stażu, powołując się na zapisy w umowie, a określone jednocześnie w 6 ust. 1 Rozporządzenia MPiPS z dnia 20.08.2009r. w sprawie szczegółowych warunków odbywania stażu przez bezrobotnych -
"Organizator stażu:
1) zapoznaje bezrobotnego z programem stażu;
2) zapoznaje bezrobotnego z jego obowiązkami oraz uprawnieniami;
3) zapewnia bezrobotnemu bezpieczne i higieniczne warunki odbywania stażu na zasadach przewidzianych dla pracowników;
4) zapewnia bezrobotnemu profilaktyczną ochronę zdrowia w zakresie przewidzianym dla pracowników;
5) szkoli bezrobotnego na zasadach przewidzianych dla pracowników w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów przeciwpożarowych oraz zapoznaje go z obowiązującym regulaminem pracy;
6) przydziela bezrobotnemu, na zasadach przewidzianych dla pracowników, odzież i obuwie robocze, środki ochrony indywidualnej oraz niezbędne środki higieny osobistej;
7) zapewnia bezrobotnemu, na zasadach przewidzianych dla pracowników, bezpłatne posiłki i napoje profilaktyczne;
8 ) niezwłocznie, nie później jednak niż w terminie 7 dni, informuje starostę o przypadkach przerwania odbywania stażu, o każdym dniu nieusprawiedliwionej nieobecności bezrobotnego oraz o innych zdarzeniach istotnych dla realizacji programu;
9) niezwłocznie, nie później jednak niż w terminie 7 dni, po zakończeniu realizacji programu stażu wydaje bezrobotnemu opinię, o której mowa w art. 53 ust. 5 ustawy;
10) dostarcza staroście w terminie 5 dni po zakończeniu każdego miesiąca stażu listę obecności podpisywaną przez bezrobotnego.
 
Ostatnia edycja:
Tak 5 grudnia złożyłam wniosek/podanie do UP z informacją, że pracodawca nie podpisał mojej listy obecności.
UP jest dokładnie poinformowany w całej mojej sytuacji, wielokrotnie dzwoniła do Działu Rynku Pracy w celu poradzenia co mam zrobić. W chwili obecnej Urząd Pracy nic nie może zrobić dopóki mój były pracodawca nie odpisze na pismo informujące o zgodzie na przerwanie stażu. Natomiast ja czekam na odpowiedź z UP na moje podanie dotyczące nie podpisania listy obecności.
Panie z UP wspominały mi o odsetkach za utrudnienia z tytułu nie podpisania listy - tak, żeby postraszyć pracodawce i zmusić go do podpisania listy. Wg mnie jest to bezsensowne bo odsetki dużo nie wyniosą a przewidując ruch pracodawcy nawet to go nie wzruszy. Jak to wygląda od strony prawnej?

Bo jeżeli UP nie pomoże mi w tej sprawie co mam robić? Nie odpuszczę im tych pieniędzy bo nie jestem bezpłatną siłą roboczą, przez kilka dni listopada wykonywałam swoją pracę i nalezy mi się za to wynagrodzenie.
 
Nie jestem co prawda ekspertem w zakresie powództwa cywilnego, ale uważam, że taka droga ci pozostaje w przypadku chęci ubiegania się o "zadośćuczynienie" od pracodawcy.
Moim zdaniem tutaj zareagować powinien radykalnie Urząd Pracy jako strona umowy. Oczywiście ich również pracodawca może zignorować, ale jednak "ranga" urzędu może zrobić swoje... w przeciwieństwie do twojej....
Natomiast niezależnie od działań UP proponowałabym ci wysłać oficjalne pismo wzywające do podpisania listy obecności, oczywiście za zwrotnym potwierdzeniem odbioru.
W chwili obecnej Urząd Pracy nic nie może zrobić dopóki mój były pracodawca nie odpisze na pismo informujące o zgodzie na przerwanie stażu.
Nie jestem w stanie na odległość poznać procedur obowiązujących w twoim PUP, ale czy ty już tego stażu nie przerwałaś? Nie uważam, żeby była konieczna w tej sytuacji zgoda pracodawcy na jego przerwanie jeśli i tak od 9 listopada nie odbywasz stażu... Wystarczyłaby "sucha" informacja z UP o terminie i przyczynie jego przerwania.
Na twoim miejscu:
1) postarałbym się poznać zapisy umowy stażowej dot. przerwania stażu i dostarczania list obecności, aby mieć możliwość przytoczenia konkretów,
2) zawnioskowałabym do UP o bezzwłoczną interwencję powołując się na bezskuteczność twoich działań w celu uzyskania podpisu pracodawcy.
 
Ostatnia edycja:
Jeżeli chodzi o UP to poczekam na odpowiedź w sprawie mojego podania, potem będę ich męczyć żeby szybko wyjaśnili tą sytuację i wpłacili mi należne stypendium. Ale uważam, że bezzwłocznie po mojej informacji o zaistniałej sytuacji powinni zareagować, a nie czekać na moje pisemne wnioski. Bo tak może to ciągnąć się w nieskończoność.

Zgodę na przerwanie stażu od UP otrzymałam 8 listopada i od 8 listopada nie pracuję w tej firmie. I od tamtego dnia proszę pracodawce o podpisanie mojej listy. I tak do dziś moja podpisana lista obecności nie została dostarczona do UP. Jest to nieprzestrzeganie obowiązków organizatora stażu ale pracodawca nie przejmuje się tym. Tym bardziej, że ja osobiście muszę listę obecności i kartę stażu dostarczyć do UP i pracodawca nie musi się tam fatygować, wystarczy że tylko podpisze i da pieczątkę firmową. Są to działania celowe, aby dostarczyć mi niepotrzebnych problemów.

Czy organizator stażu/opiekun stażysty/pracodawca może sobie pozwalać na zlecenie zadań stażyście nie dotyczących zadań w zakresie programu stażu? - tak jak w moim przypadku, gdzie byłam pracownikiem kancelaryjnym a otrzymywałam polecenia sprzątania biura.
 
Moja sytuacja z nieudanym staże nie ma końca...

Obecnie wygląda to tak:

Do tej pory nie otrzymałam pieniędzy za pracę w listopadzie.
Urząd Pracy wysłał do mojego pracodawcy listę obecności z prośbą o podpisanie, żeby cała procedura mogła się już zakończyć - dla przypomnienia trwa od listopada. Ten list został wysłany już prawie miesiąc temu jak i nie więcej. I do tej pory cisza ze strony pracodawcy - taką odpowiedź dostaję od UP.

Co mogę zrobić oprócz bezczynnego czekania na zakończenie tej farsy?

Pozdrawiam
 
według prawa dostajesz drugie tyle co wypłacone masz np 1000 zł dostajesz 2000 zł takie jest prawo za brak podpisania listy przez szefa.
 
Powrót
Góra