F
feros30
Użytkownik
- Dołączył
- 06.2009
- Odpowiedzi
- 62
witam, mój problem dotyczy pracy na stażu z PUP.
Czytałam na innych stronach o tym, że osoby odbywające staż mają gdzieś wypisane swoje obowiązki do wykonywania na nim. Ja odbywam staż od miesiąca czasu, widziałam, mój pracodawca wypisywał umowę z PUP w sprawie mojego stażu, podpisał sie na niej, i zaniósł im. Ja takiej umowy nie widziałam, nie czytałam, aczkolwiek zastanawia mnie to, że nie miałam nigdy podanych obowiązków na moim stanowisku pracy./ Znam tylko stanowisko- doradca ds. reklamy.
pytanie nr 1- czy ktoś wie coś na ten temat? czy ja jako osoba odbywająca staż powinnam mieć gdzieś wypisane swoje obowiązki dotyczące mojego stanowiska pracy?
oraz sytuacja z która mam do czynienia aktualnie
pisze ją jak najkrócej:
pracuje na stanowisku "doradca ds reklamy" . w związku z tym , że mamy sezon na Wybory, mam bardzo dużo zamówień na materiały wyborcze. średnio na codzień przychodzi do mnie z 30 osób, gdzie rozmowa z każdą z nich to przekracza mój ośmio godz czas pracy. zostawałam więc po godzinach, ale z własnej woli. ostatnio jednak, wychodzę punktualnie, gdyż to jest tylko staż, a za nadgodziny mi nikt nie zapłaci, ani nie podziękuje.
Często są spisywane zamówienia, na komputerze, drukowane, do podpisania przez zamawiającego ( czyli przez wyborce), a często też na kartce ( w pośpiechu, tak robi mój szef, gdy mnie już nie ma w pracy, bo kończę o 15stej, a on zostaje do 21 ) zazwyczaj na drugi dzień , jego na brudno spisane zamówienie przepisuje na komputerze, wypełniam i chowam do teczki.
no i okazuje się, że tydzień temu był Wyborca, który odebrał ulotki wyborcze 100 sztuk, ( nie było mnie juz w pracy, a zamówienie ponoć było na kartce długopisem spisane ), i po paru dniach znów przyszedł po to samo, także 100 szt. ( także mnie nie było) zamówienie ktoś przyjął.
za trzecim razem był ponownie, ale ja już wtedy byłam. spisałam jego zamówienie na plakaty wyborcze, podpisał mi je, oraz zapytałam sie jego, czy będzie brać ulotki wyborcze. powiedział mi, że brał już 200sztuk.
zdziwiło mnie to, bo nie było żadnych zamówień na to. wiec spisałam od razu to zaległe zamówienie przy nim, które mi też podpisał.
mija tydzień od tej sytuacji, i dziś wzywa mnie na dywanik szef.
pierwsze pytania : gdzie są zamówienia tego Wyborcy, wiec wzięłam teczkę i pokazałam.
zaczął się mnie pytać dlaczego zmieniłam zamówienie, bo wyborca brał dwa razy po 100 ulotek, a nie raz po 200.
dla sensu tej wypowiedzi: 100 ulotek koszt 90 zł , więc gdy dwa razy brał tyle samo to koszt 180 zł. gdy na zamówieniu jest od razu wpisane 200sztuk,l to kwota jest 100 zł. więc szef twierdzi, że go oszukałam o 90 zł netto. i zrobiłam to specjalnie.
bardzo się zdenerwowałam, zaczęłam szukać tamtych zleceń, aż po godzinie w papierach je odnalazłam. faktycznie ten wyborca brał dwa razy po 100 sztuk. popełniłam nieumyślnie błąd. pierwszy w tej pracy.
jestem na siebie zła, ale nie zrobiłam tego specjalnie. przeprosiłam za pomyłkę szefa, powiedziałam, że jeśli trzeba pokryję koszty mojego błędu.
Nie chciał tego słuchać.zapytał się, czy ten wyborca to mój znajomy? odpowiedział, ze mój były nauczyciel, że kojarze go ze szkoły. powiedział, że nie ma do mnie zaufania, i musi wszystkie zlecenia sprawdzić. że daje mi wolne do środy i w czwartek mam przyjść do pracy i podejmie decyzje co ze mną. poprostu płakać mi sie chce. bo bardzo liczyłam na ten staż, a tu byle pomyłka, i chce mnie się pozbyć.
nie wiem co robić.
dawałam z siebie wszystko. wszystko się zawsze zgadzało, a tu takie coś.
Czy taka moja pomyłka jest podstawą do tego, by pracodawca mnie zwolnił ze stażu? pracuje na nim 1,5 miesiąca. jest to staż na 5 miesięcy. pomóżcie.
a może chciał tylko stażystę na czas wyborów i teraz mu na rękę by mnie się pozbyć. co mam robić.
Isc do PUP porozmawiać z dyrekcją o tym, zanim on złoży jakieś dokumenty ?
Czytałam na innych stronach o tym, że osoby odbywające staż mają gdzieś wypisane swoje obowiązki do wykonywania na nim. Ja odbywam staż od miesiąca czasu, widziałam, mój pracodawca wypisywał umowę z PUP w sprawie mojego stażu, podpisał sie na niej, i zaniósł im. Ja takiej umowy nie widziałam, nie czytałam, aczkolwiek zastanawia mnie to, że nie miałam nigdy podanych obowiązków na moim stanowisku pracy./ Znam tylko stanowisko- doradca ds. reklamy.
pytanie nr 1- czy ktoś wie coś na ten temat? czy ja jako osoba odbywająca staż powinnam mieć gdzieś wypisane swoje obowiązki dotyczące mojego stanowiska pracy?
oraz sytuacja z która mam do czynienia aktualnie
pracuje na stanowisku "doradca ds reklamy" . w związku z tym , że mamy sezon na Wybory, mam bardzo dużo zamówień na materiały wyborcze. średnio na codzień przychodzi do mnie z 30 osób, gdzie rozmowa z każdą z nich to przekracza mój ośmio godz czas pracy. zostawałam więc po godzinach, ale z własnej woli. ostatnio jednak, wychodzę punktualnie, gdyż to jest tylko staż, a za nadgodziny mi nikt nie zapłaci, ani nie podziękuje.
Często są spisywane zamówienia, na komputerze, drukowane, do podpisania przez zamawiającego ( czyli przez wyborce), a często też na kartce ( w pośpiechu, tak robi mój szef, gdy mnie już nie ma w pracy, bo kończę o 15stej, a on zostaje do 21 ) zazwyczaj na drugi dzień , jego na brudno spisane zamówienie przepisuje na komputerze, wypełniam i chowam do teczki.
no i okazuje się, że tydzień temu był Wyborca, który odebrał ulotki wyborcze 100 sztuk, ( nie było mnie juz w pracy, a zamówienie ponoć było na kartce długopisem spisane ), i po paru dniach znów przyszedł po to samo, także 100 szt. ( także mnie nie było) zamówienie ktoś przyjął.
za trzecim razem był ponownie, ale ja już wtedy byłam. spisałam jego zamówienie na plakaty wyborcze, podpisał mi je, oraz zapytałam sie jego, czy będzie brać ulotki wyborcze. powiedział mi, że brał już 200sztuk.
zdziwiło mnie to, bo nie było żadnych zamówień na to. wiec spisałam od razu to zaległe zamówienie przy nim, które mi też podpisał.
mija tydzień od tej sytuacji, i dziś wzywa mnie na dywanik szef.
pierwsze pytania : gdzie są zamówienia tego Wyborcy, wiec wzięłam teczkę i pokazałam.
zaczął się mnie pytać dlaczego zmieniłam zamówienie, bo wyborca brał dwa razy po 100 ulotek, a nie raz po 200.
dla sensu tej wypowiedzi: 100 ulotek koszt 90 zł , więc gdy dwa razy brał tyle samo to koszt 180 zł. gdy na zamówieniu jest od razu wpisane 200sztuk,l to kwota jest 100 zł. więc szef twierdzi, że go oszukałam o 90 zł netto. i zrobiłam to specjalnie.
bardzo się zdenerwowałam, zaczęłam szukać tamtych zleceń, aż po godzinie w papierach je odnalazłam. faktycznie ten wyborca brał dwa razy po 100 sztuk. popełniłam nieumyślnie błąd. pierwszy w tej pracy.
jestem na siebie zła, ale nie zrobiłam tego specjalnie. przeprosiłam za pomyłkę szefa, powiedziałam, że jeśli trzeba pokryję koszty mojego błędu.
Nie chciał tego słuchać.zapytał się, czy ten wyborca to mój znajomy? odpowiedział, ze mój były nauczyciel, że kojarze go ze szkoły. powiedział, że nie ma do mnie zaufania, i musi wszystkie zlecenia sprawdzić. że daje mi wolne do środy i w czwartek mam przyjść do pracy i podejmie decyzje co ze mną. poprostu płakać mi sie chce. bo bardzo liczyłam na ten staż, a tu byle pomyłka, i chce mnie się pozbyć.
nie wiem co robić.
dawałam z siebie wszystko. wszystko się zawsze zgadzało, a tu takie coś.
Czy taka moja pomyłka jest podstawą do tego, by pracodawca mnie zwolnił ze stażu? pracuje na nim 1,5 miesiąca. jest to staż na 5 miesięcy. pomóżcie.
a może chciał tylko stażystę na czas wyborów i teraz mu na rękę by mnie się pozbyć. co mam robić.
Isc do PUP porozmawiać z dyrekcją o tym, zanim on złoży jakieś dokumenty ?