O
Oszty
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2020
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry,
1 lipca 2019 roku, podpisałem umowę trójstronną o staż UE - program "Udany start na rynku pracy" realizowany w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja rozwój 2014-2020. Staż był organizowany przez firmę JC Group.
Z mojej strony, cała procedura projektu przebiegała całkowicie normalnie - pracowałem tyle godzin ile godzin miałem, nie spóźniałem się, wypełniałem listy obecności na bieżąco, przynosiłem je i tak dalej. Okres trwania stażu sięgał końca Października, czyli 4 miesiące od 1 lipca. Już po pierwszym miesiącu, dowiedziałem się od kierownika projektem, że niestety ale dostanę pieniądze dopiero za kilka tygodni, prawdopodobnie razem dostanę drugi za drugi miesiąc i za pierwszy ponieważ mają jakieś opóźnienia. Przełknąłem to jakoś, miałem trochę gotówki a pracowałem w gastronomii, więc z głodu nie umarłem. Sprzedałem konsolę, żeby mieć pieniądze na jako takie spędzenie paru dni wolnych w te wakacje. Był już wrzesień, i znowu dostałem informację, że nie dostanę jeszcze pieniędzy i muszę czekać dalej. Dodam również, że nie mogłem się dodzwonić do operatora całym projektem, tylko musiałem przychodzić bezpośrednio do biura, gdzie zastałem Panią "opiekunke", dopiero za trzecim razem (w godzinach jej rzekomego urzędowania). Biuro było oczywiście brudne, wszędzie latał kurz, a na szafie leżały puste pudełka po pizzy. Pani z z żalem powiedziała, że niestety nie dostanę jeszcze pieniędzy ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dostanę te pieniądze na samo zakończenie stażu a cztery razy stażowe to przecież nie jeden raz stażowy, więc skoro tak długo już czekałem to na pewno jeszcze trochę wytrzymam. Istnie szarlatańskie podejście, ale to nie koniec. Będąc wodzony wciąż za nos i informowany o tym, że to wina tylko i wyłącznie urzędów przeminął kolejny miesiąc. Koniec października - teoretyczny koniec stażu. Spytałem się Pani Anny jeszcze raz, kiedy dostanę pieniądze - oczywiście dodzwonić się było okrutnie trudno, a więc pomaszerowałem tam osobiście i Pani Anna, poinformowała mnie, że wszystko jest na dobrej drodze. Przez cały ten okres stażu nic nie zarobiłem i sporo się zadłużyłem. Czekałem i czekałem, zatrudniłem się w firmie, w której miałem staż. Zacząłem coś tam zarabiać, więc przeczekałem listopad, gdzie pod koniec tego miesiąca, gdy zadzwoniłem, została mi udzielona informacja, że "na sto tysięcy procent" otrzymam pieniądze na święta, przed końcem roku. (czas realizacji projektu do końca grudnia)
Równie szalenie ekspresywnie, byłem informowany, że super bo tyle pieniędzy dostanę naraz, więc nie powinienem się martwić a nawet cieszyć!
No dobra, uwierzyłem raz jeszcze, że to może być prawdą i czekałem. Jeszcze przed świętami, gdy próbowałem zadzwonić to nie mogłem się dodzwonić a gdy poszedłem do biura, to okazało się, że jest zamknięte.
Do świat i do końca roku nie dostałem żadnych pieniędzy. Dowiedziałem się, że Pani Ania, opiekun stażu, już tam nie pracuje. W styczniu próbowałem się dowiedzieć czegokolwiek, nie mogłem w żaden sposób nawiązać kontaktu z Panią Karoliną, właścicielką firmy. Jedyne informacje otrzymałem od Pani Marty, która była doradcą pracy, współpracującym niegdyś z tą firmą.
Nie były to informacje rokujące cokolwiek, bo znowu tylko słyszałem, że trzeba czekać, tym razem bo termin realizacji stażu wydłużył się do końca stycznia. 20 stycznia zacząłem szukać kontaktu z właścicielką firmy. Za pomocą internetu (gdzie nie ma do niej numeru telefonu) dodzwoniłem się do Gdyńskiego oddziału firmy, gdzie podobno owa "prezes" funkcjonuje na codzień. Dodzwoniłem się, oczywiście Pani prezes nie było bo "akurat wyjechała na narty". Ale wróci za tydzień tj. dzisiaj i niby do mnie oddzwoni.
Dwa dni później, poszedłem jeszcze do Pani Marty, od której dowiedziałem się, że Pani Karolina już przecież wróciła. Nooo okej, poczekałem do poniedziałku i zadzwoniłem raz jeszcze. Dowiedziałem się, że trzeba czekać jeszcze z 1,5 miesiąca albo niewiadomo ile na realizację ponieważ osoba zarządzająca projektem, zaszczyciła firmę obecnością w swoim biurze, po czym ten wysnuł wrażenie, że projekt jest źle zarządzany i że pieniędzy nie przekaże. Ale... na pewno te pieniądze dostanę i muszę czekać, czekać i czekać. No nie zamierzam już czekać dłużej bezczynnie ponieważ to definitywnie z kilku powodów, m.in. tego, że wszystko musiałem robić sam;
gdy opiekun się zwolnił to nikt go nie zastąpił i mi nie pomógł,
nie dostawałem pieniędzy za staż, byłem oszukiwany i szarlatańsko mamiony, że otrzymam pieniądze już zaraz i że Pani prezes nie może ze mną porozmawiać osobiście, mimo że stoi tuż obok Pani, która miała mnie zbyć.
Proszę o pomoc! Te ponad 4 tysiące złotych są mi niezbędne do tego bym stanął na nogi i spłacił zadłużenia.
Edit: Posiadam również opinię, zaświadczenie o zakończeniu stażu i skany list obecności.
1 lipca 2019 roku, podpisałem umowę trójstronną o staż UE - program "Udany start na rynku pracy" realizowany w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja rozwój 2014-2020. Staż był organizowany przez firmę JC Group.
Z mojej strony, cała procedura projektu przebiegała całkowicie normalnie - pracowałem tyle godzin ile godzin miałem, nie spóźniałem się, wypełniałem listy obecności na bieżąco, przynosiłem je i tak dalej. Okres trwania stażu sięgał końca Października, czyli 4 miesiące od 1 lipca. Już po pierwszym miesiącu, dowiedziałem się od kierownika projektem, że niestety ale dostanę pieniądze dopiero za kilka tygodni, prawdopodobnie razem dostanę drugi za drugi miesiąc i za pierwszy ponieważ mają jakieś opóźnienia. Przełknąłem to jakoś, miałem trochę gotówki a pracowałem w gastronomii, więc z głodu nie umarłem. Sprzedałem konsolę, żeby mieć pieniądze na jako takie spędzenie paru dni wolnych w te wakacje. Był już wrzesień, i znowu dostałem informację, że nie dostanę jeszcze pieniędzy i muszę czekać dalej. Dodam również, że nie mogłem się dodzwonić do operatora całym projektem, tylko musiałem przychodzić bezpośrednio do biura, gdzie zastałem Panią "opiekunke", dopiero za trzecim razem (w godzinach jej rzekomego urzędowania). Biuro było oczywiście brudne, wszędzie latał kurz, a na szafie leżały puste pudełka po pizzy. Pani z z żalem powiedziała, że niestety nie dostanę jeszcze pieniędzy ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dostanę te pieniądze na samo zakończenie stażu a cztery razy stażowe to przecież nie jeden raz stażowy, więc skoro tak długo już czekałem to na pewno jeszcze trochę wytrzymam. Istnie szarlatańskie podejście, ale to nie koniec. Będąc wodzony wciąż za nos i informowany o tym, że to wina tylko i wyłącznie urzędów przeminął kolejny miesiąc. Koniec października - teoretyczny koniec stażu. Spytałem się Pani Anny jeszcze raz, kiedy dostanę pieniądze - oczywiście dodzwonić się było okrutnie trudno, a więc pomaszerowałem tam osobiście i Pani Anna, poinformowała mnie, że wszystko jest na dobrej drodze. Przez cały ten okres stażu nic nie zarobiłem i sporo się zadłużyłem. Czekałem i czekałem, zatrudniłem się w firmie, w której miałem staż. Zacząłem coś tam zarabiać, więc przeczekałem listopad, gdzie pod koniec tego miesiąca, gdy zadzwoniłem, została mi udzielona informacja, że "na sto tysięcy procent" otrzymam pieniądze na święta, przed końcem roku. (czas realizacji projektu do końca grudnia)
Równie szalenie ekspresywnie, byłem informowany, że super bo tyle pieniędzy dostanę naraz, więc nie powinienem się martwić a nawet cieszyć!
No dobra, uwierzyłem raz jeszcze, że to może być prawdą i czekałem. Jeszcze przed świętami, gdy próbowałem zadzwonić to nie mogłem się dodzwonić a gdy poszedłem do biura, to okazało się, że jest zamknięte.
Do świat i do końca roku nie dostałem żadnych pieniędzy. Dowiedziałem się, że Pani Ania, opiekun stażu, już tam nie pracuje. W styczniu próbowałem się dowiedzieć czegokolwiek, nie mogłem w żaden sposób nawiązać kontaktu z Panią Karoliną, właścicielką firmy. Jedyne informacje otrzymałem od Pani Marty, która była doradcą pracy, współpracującym niegdyś z tą firmą.
Nie były to informacje rokujące cokolwiek, bo znowu tylko słyszałem, że trzeba czekać, tym razem bo termin realizacji stażu wydłużył się do końca stycznia. 20 stycznia zacząłem szukać kontaktu z właścicielką firmy. Za pomocą internetu (gdzie nie ma do niej numeru telefonu) dodzwoniłem się do Gdyńskiego oddziału firmy, gdzie podobno owa "prezes" funkcjonuje na codzień. Dodzwoniłem się, oczywiście Pani prezes nie było bo "akurat wyjechała na narty". Ale wróci za tydzień tj. dzisiaj i niby do mnie oddzwoni.
Dwa dni później, poszedłem jeszcze do Pani Marty, od której dowiedziałem się, że Pani Karolina już przecież wróciła. Nooo okej, poczekałem do poniedziałku i zadzwoniłem raz jeszcze. Dowiedziałem się, że trzeba czekać jeszcze z 1,5 miesiąca albo niewiadomo ile na realizację ponieważ osoba zarządzająca projektem, zaszczyciła firmę obecnością w swoim biurze, po czym ten wysnuł wrażenie, że projekt jest źle zarządzany i że pieniędzy nie przekaże. Ale... na pewno te pieniądze dostanę i muszę czekać, czekać i czekać. No nie zamierzam już czekać dłużej bezczynnie ponieważ to definitywnie z kilku powodów, m.in. tego, że wszystko musiałem robić sam;
gdy opiekun się zwolnił to nikt go nie zastąpił i mi nie pomógł,
nie dostawałem pieniędzy za staż, byłem oszukiwany i szarlatańsko mamiony, że otrzymam pieniądze już zaraz i że Pani prezes nie może ze mną porozmawiać osobiście, mimo że stoi tuż obok Pani, która miała mnie zbyć.
Proszę o pomoc! Te ponad 4 tysiące złotych są mi niezbędne do tego bym stanął na nogi i spłacił zadłużenia.
Edit: Posiadam również opinię, zaświadczenie o zakończeniu stażu i skany list obecności.
Ostatnia edycja: