L
lancellot
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2008
- Odpowiedzi
- 1
Witam.
Mam taką nietypową historię do opowiedzenia i kilka pytań.
A więc dawno dawno temu, 2 lipca bierzącego roku około godziny 19:30 miała miejsce stłuczka. Droga na wsi między polami, nawierzchni szutrowej, szerokości 4m bez poboczy, z prawej pole z lewej pole w oddali widać 3 domostwa z których dobiegają wąskie dróżki do tej drogi 4metrowej, z jednej z nich wyjeżdza pojazd z mojej prawej strony, zajeżdza mi drogę, wskutek czego dochodzi do kolizji, pojazd był niewidoczny gdyż drogę zasłaniało wysokie zborze, ucieczką nie mogłem się ratować ponieważ z mojej lewej strony stał słup wysokiego napięcia a pojazd pojawił się w ostatniej chwili. Właściciel pojazdu który wyjechał z drogi prowadzącej do zabudowań twierdzi iż droga którą się poruszałem jest jego prywatna własnością i jest to skrzyrzowanie równorzędne, i moge sobie iść to sprawdzić w UM w wydziale geodezji (przypominam godzina około 19:30 gdzie wszelkie urzędy pracują do 15) mówie ze teraz to raczej niemożliwe jest aby zastać czynny urząd. Mówie mu ze dla mnie to wygląda na wyjazd z posesji do drogi głównej i wyjeżdzający z posesji tak samo jak włączający sie do ruchu jest obowiązany zachować szczególną ostrożnośc i ustąpić pierwszeństwa przejazdu, pojazdom i osobom poruszającym się drogą na którą ma zamiar wjechać. Na co człowiek stwierdza, ze jest to jego droga, zapłacił za nią jakąs tam kwotę pieniędzy i krowę i ze to jest jego własność koniec kropka. Na moje pytanie czy ma na to jakieś dokumenty pokazał kawałek mapki gdzie była zaznaczona tylko droga główna, wyjazdu nie było, i dodał ze i tak jak przez okres 5 lat nie użytkujesz kawałka pola to staje się on drogą/dojazdem do posesji. Nie chciałem podejmoać dyskusji na ten temat bo wydało mi się to absurdalne, na temat wezwania policji usłyszałem tekst, "jak chcesz wzywaj policję ale nie ma sensu bo jest w domu" w domysle brat jest policjantem (BTW można to podciągnąć pod zastraszanie?). I teraz zrobiłem największy bład swojego życia, nie wezwałem policji, co gorsza podpisałem oświadczenie ze to ja byłem sprawcą, wtedy myślałem ze faktycznie może to być skrzyżowanie równorzędne i może on być właścicielem tej drogi i to faktycznie mogłem być ja sprawcą tego zdarzenia. Następnego dnia udałem się do UM do wydziału geodezji z prośbą o udostępnienie map administracyjnych obszaru na którym doszło do kolizji. Okazało się ze droga którą się poruszałem jest to droga gminna, niepubliczna oznaczona linią ciągłą i numerem 124 i w żadnym wypadku nie może być ona drogą prywatną, natomiast droga którą poruszał się "przeciwnik" jest oznaczoną przerywaną linią tak samo jak cała działka budowlana co oznacza ze jest to poprostu nieużytek rolny będący dojazdem do posesji.
Człowiek mając moje oświadczenie, złożył roszczenie o odszkodowanie do firmy w której mam OC (HDI) po przybyciu rzeczoanzwcy powiedziałem ze miała miejsce sytuacja opisana jak powyżej i ze absolutnie nie poczuwam się do winy. Po okresie 30 dni dostał decyzję odmowną w której widniało uzasadznienie ze to on wyjeżdzając z posesji winien ustąpić pierwszeństwa przejazdu. W między czasie ja złożyłem roszczenie o odszkodowanie do jego firmy (UNIQA), też dostałem decyzję odmowną. Na odwołanie od decyzji HDI człowiek też dostał decyzje odmowną.
I teraz kilka pytań.
Jakie mam szanse wygrać tą sprawę, no chyba ze to ja jestem faktycznie winny.
Gdzie mogę znaleźć jakiś wzór odwołania?
Jeśli po odwołaniu dostanę podtrzymanie negatywnej decyzji, jakie kroki podjąć? Czekać aż nieugięty "przeciwnik" wstąpi na drogę sądową czy lepiej samemu zakładać takową.
W wypadku nie doszło do uszkodzenia zdrowia jedynie uszkodzone zostały pojazdy.
Pozdrawiam i proszę o pomoc, bo sprawa jest naprawdę "i śmieszna i straszna"
Mam taką nietypową historię do opowiedzenia i kilka pytań.
A więc dawno dawno temu, 2 lipca bierzącego roku około godziny 19:30 miała miejsce stłuczka. Droga na wsi między polami, nawierzchni szutrowej, szerokości 4m bez poboczy, z prawej pole z lewej pole w oddali widać 3 domostwa z których dobiegają wąskie dróżki do tej drogi 4metrowej, z jednej z nich wyjeżdza pojazd z mojej prawej strony, zajeżdza mi drogę, wskutek czego dochodzi do kolizji, pojazd był niewidoczny gdyż drogę zasłaniało wysokie zborze, ucieczką nie mogłem się ratować ponieważ z mojej lewej strony stał słup wysokiego napięcia a pojazd pojawił się w ostatniej chwili. Właściciel pojazdu który wyjechał z drogi prowadzącej do zabudowań twierdzi iż droga którą się poruszałem jest jego prywatna własnością i jest to skrzyrzowanie równorzędne, i moge sobie iść to sprawdzić w UM w wydziale geodezji (przypominam godzina około 19:30 gdzie wszelkie urzędy pracują do 15) mówie ze teraz to raczej niemożliwe jest aby zastać czynny urząd. Mówie mu ze dla mnie to wygląda na wyjazd z posesji do drogi głównej i wyjeżdzający z posesji tak samo jak włączający sie do ruchu jest obowiązany zachować szczególną ostrożnośc i ustąpić pierwszeństwa przejazdu, pojazdom i osobom poruszającym się drogą na którą ma zamiar wjechać. Na co człowiek stwierdza, ze jest to jego droga, zapłacił za nią jakąs tam kwotę pieniędzy i krowę i ze to jest jego własność koniec kropka. Na moje pytanie czy ma na to jakieś dokumenty pokazał kawałek mapki gdzie była zaznaczona tylko droga główna, wyjazdu nie było, i dodał ze i tak jak przez okres 5 lat nie użytkujesz kawałka pola to staje się on drogą/dojazdem do posesji. Nie chciałem podejmoać dyskusji na ten temat bo wydało mi się to absurdalne, na temat wezwania policji usłyszałem tekst, "jak chcesz wzywaj policję ale nie ma sensu bo jest w domu" w domysle brat jest policjantem (BTW można to podciągnąć pod zastraszanie?). I teraz zrobiłem największy bład swojego życia, nie wezwałem policji, co gorsza podpisałem oświadczenie ze to ja byłem sprawcą, wtedy myślałem ze faktycznie może to być skrzyżowanie równorzędne i może on być właścicielem tej drogi i to faktycznie mogłem być ja sprawcą tego zdarzenia. Następnego dnia udałem się do UM do wydziału geodezji z prośbą o udostępnienie map administracyjnych obszaru na którym doszło do kolizji. Okazało się ze droga którą się poruszałem jest to droga gminna, niepubliczna oznaczona linią ciągłą i numerem 124 i w żadnym wypadku nie może być ona drogą prywatną, natomiast droga którą poruszał się "przeciwnik" jest oznaczoną przerywaną linią tak samo jak cała działka budowlana co oznacza ze jest to poprostu nieużytek rolny będący dojazdem do posesji.
Człowiek mając moje oświadczenie, złożył roszczenie o odszkodowanie do firmy w której mam OC (HDI) po przybyciu rzeczoanzwcy powiedziałem ze miała miejsce sytuacja opisana jak powyżej i ze absolutnie nie poczuwam się do winy. Po okresie 30 dni dostał decyzję odmowną w której widniało uzasadznienie ze to on wyjeżdzając z posesji winien ustąpić pierwszeństwa przejazdu. W między czasie ja złożyłem roszczenie o odszkodowanie do jego firmy (UNIQA), też dostałem decyzję odmowną. Na odwołanie od decyzji HDI człowiek też dostał decyzje odmowną.
I teraz kilka pytań.
Jakie mam szanse wygrać tą sprawę, no chyba ze to ja jestem faktycznie winny.
Gdzie mogę znaleźć jakiś wzór odwołania?
Jeśli po odwołaniu dostanę podtrzymanie negatywnej decyzji, jakie kroki podjąć? Czekać aż nieugięty "przeciwnik" wstąpi na drogę sądową czy lepiej samemu zakładać takową.
W wypadku nie doszło do uszkodzenia zdrowia jedynie uszkodzone zostały pojazdy.
Pozdrawiam i proszę o pomoc, bo sprawa jest naprawdę "i śmieszna i straszna"