T
tojaadam
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2012
- Odpowiedzi
- 6
Chcemy opisać sytuację naszego syna K. jak i naszą. Wszystko zaczęło się od posłania syna (6 latka) do pierwszej klasy SP xx w Xxx. U dziecka zaczęły przejawiać się zachowania niepożądane, gdzie My jako rodzice byliśmy w szoku, gdyż myśleliśmy, że dziecko nie poradzi sobie w szkole (tzw. maminsynek). Ze wsparciem PPP nr x w Xxx postanowiliśmy o cofnięciu K. z powrotem do przedszkola z uwagi na brak dojrzałości emocjonalnej, przy czym daliśmy sobie czas na poznanie przyczyn owego zachowania. Po rozmowie z dyrektorką przedszkola i paniami, które się synem zajmowały została wyrażona zgoda na ponowne jego przyjęcie. Kadra w przedszkolu była zaskoczona takimi zmianami jakie opisaliśmy. Zdziwieni zapytali czy na pewno mowa o tym samym dziecku. W przedszkolu panie miały ciężkie 2 tygodnie ażeby opanować dziecko. Dzięki ich ciężkiej pracy (umiejętnościom) nastąpiła poprawa zachowania. A w okresie wakacyjnym kiedy także uczęszczał do przedszkola panie były pozytywnie zaskoczone zmianą w zachowaniu K.. Kiedy uczęszczał do w/w szkoły i przedszkola (po cofnięciu) zaczęliśmy szukać przyczyn takiej zmiany zachowania. Zrobiliśmy szereg badań w tym między innym badanie krwi, EEG głowy, rezonans magnetyczny, audiogram, konsultacje z psychiatrą, psychologami, neurologami, terapeutami. Pani w przedszkolu zaproponowała badanie na ADHD, a pani ze świetlicy szkolnej pod kątem zespołu aspergera. Oczywiście wykonaliśmy zalecane badania i w obu przypadkach (PPP nr x i Centrum Diagnozy i Terapii ADHD) zostało wykluczone ADHD i zespół aspergera. Aczkolwiek zostało stwierdzone: zaburzenia koncentracji uwagi i impulsywność, która utrudnia rozwój poznawczy. W PPP zaproponowano Nam szkołę z klasami integracyjnymi zaś w drugim przypadku p. dr. xxx zaproponowała nam dosyć kosztowną terapię poznawczo-behawioralną a w razie braku efektów rozważenie podania leków. Zgodnie z zaleceniem pani z PPP nr x Nasz syn K. został zapisany do SP nr. xx w Xxx. Myśleliśmy, że będzie to doskonały wybór dla dobra Naszego syna. Mała klasa, bo 10-osobowa, 2 nauczycieli. Wydawało Nam się, ze tak bedzie najlepiej dla Naszego syna, bo mniej dzieci-lepsza opieka. Szkoła niby chce mi pomóc, ale tylko wtedy jak syn nie sprawia problemów (ponieważ syn jest bardzo mądry i odnosi sukcesy w nauce), ale jak zaczęły się problemy z emocjami to się odsunęli.
Na początku były dni lepsze i gorsze. Szkoła współpracowała z Nami a My z nią. Niestety po miesiącu nastąpiło znaczące pogorszenie stanu dziecka. Kiedy My jako rodzice dawaliśmy wskazówki kadrze pedagogicznej jak można pracować z takim dzieckiem to na początku były takie próby podejmowane. Później było coraz większe zniechęcenie ze strony nauczycieli jak i dyrektorki w pracy z Naszym dzieckiem.
Szkoła nie mogąc poradzić sobie z 7-latkiem wręcz wymusiła obecność rodzica na zajęciach w ramach obserwacji. Wychowawczyni nie potrafiąc odpowiednio zareagować w danej sytuacji (dziecko mówiło samo do siebie) rozłożyła ręce i powiedziała „Niech pani coś z tym zrobi”. Skończyło się to tak, iż zamiast obserwatora mama stała się kolejnym pedagogiem. Na jednym z zajęć mama pierwszy raz w życiu widziała dziecko w takim stanie (amoku/szału). Wtedy K. został „nakręcony” przez kolegę a panie nic nie robiły z tego względu syn wybuchł, wpadł w szał. Po moim 5-cio minutowym przytrzymaniu dziecko wróciło do ławki i zaczęło normalnie pracować. Pedagodzy wiedząc o impulsywności dziecka powinni dużo szybciej reagować na takie sytuacje, tutaj brak reakcji. Z Centrum Diagnozy i Terapii ADHD dostaliśmy wytyczne jak szkoła powinna pracować z dzieckiem. Zalecane częste pochwały dziecka, możliwość ruchu np. na końcu klasy itp. Pedagodzy nie stosowali się do zaleceń. Dyrektorka szkoły zapytała czy przy Naszych rozmowach (rodzic-kadra pedagogiczna) może uczestniczyć pani psycholog z PPP nr x. Oczywiście żadnych zastrzeżeń z Naszej strony. Nawet nam to na rękę, gdyż przy rozmowach z panią z PPP pedagodzy i dyrektorka nagle przestała tak naskakiwać na Nas. Powiedzieli nawet, że będą stosować się do zaleceń z PPP nr x. Dodam, że wcześniej takie same porady przyniosłam z Centrum Diagnozy i Terapii ADHD. Pewnego dnia gdy K. wrócił ze szkoły powiedział, że pani G. (wychowawczyni) popchnęła go na tablice i syn zadrapał rękę. Dziecko wciąż to pamięta i czasem o tym przypomina.
Szkoła wciąż nie wiedząc jak sobie poradzić wymusiła nauczanie indywidualne. Zgodziliśmy się na częściowe nauczanie indywidualne-włączające, żeby dziecka nie odsuwać całkowicie od grupy. Szkoła doszukała się też pisma od p. dr. xxx o rozważeniu podania leków. Naciskali na to strasznie. My wiedząc o leku zalecanym (rispolept), że ma wiele skutków ubocznych i, że nie leczy lecz hamuje pewne zachowania nie zgadzamy się na podanie neuroleptyków. Rozważylibyśmy to gdyby podobne zachowania występowały w domu, na podwórku, czy innych miejscach publicznych. Zamiast podania dziecku szkodzących leków od psychiatry postanowiliśmy zasięgnąć porady homeopatki z polecenia, która posiada wykształcenie medyczne. Ona także jest przeciwna podawania takich leków dzieciom. Na ten moment podajemy leki homeopatyczne, które nie są szkodliwe lecz szkoły w ogóle to nie interesuje. Pierwsze pytanie w szkole po przerwie świątecznej to „Czy podali Państwo leki?” Szkoła nawet nie dając czasu i możliwości wykonania wszystkich badań w tym rezonansu magnetycznego. RM robimy z powodu, iż kadra pedagogiczna uznała, że to nie jest zwykłe ADHD, że coś jeszcze jest nie tak, bo gdyby to było samo ADHD to byśmy sobie z tym poradzili. To są słowa kadry z SP nr xx w Xxx. Później zaczęły się telefony ze szkoły o wcześniejszym odebraniu dziecka z placówki (godz. 10-11), gdyż „nie radzimy sobie z jego agresją”. Zastraszali, iż w przypadku nie odebrania dziecka w trybie prawie natychmiastowym zadzwonią na policję lub po karetkę. W grudniu dowiedzieliśmy się o możliwości zatrudnienia asystenta ucznia. Gdy powiedzieliśmy to pani dyrektor. Ta z góry założyła, że to niemożliwe. Zgodziliśmy się też aby pani z PPP przyszła na obserwacje na lekcje. Szkoła również nie chciała takiego rozwiązania. W PPP dowiedzieliśmy się, że z taką prośbą (psycholog na lekcji) może wystąpić tylko szkoła, nie rodzic. Trochę to smutne. W sumie to niewiemy czy taka próba była podejmowana. Naszym zdaniem szkoła po prostu boi się, że wyjdą na jaw ich niedoskonałości lub brak przygotowania kadry do pracy z dziećmi z orzeczeniem o nauczaniu integracyjnym.
2 stycznia nie wiedząc co robić wybraliśmy się do UM Xxx. Rozmawialiśmy z p. Xxx, wicedyrektorem ds. Edukacji i opieki. Przedstawiliśmy sytuację. Okazało się, że asystent ucznia jest jak najbardziej możliwy i że urząd zbada sprawę. Ponoć podobny przypadek był w szkole podajże SP nr. xx w Xxx. P. Xxx stwierdził, że w tamtej szkole kadra źle wykonywała swoje obowiązki, że nie jesteśmy pierwsi. Uspokoiło nas to. W końcu ktoś kto może pomóc. Pani dyrektor sp xx w Xxx powiedziała nawet, że uważa ten przypadek za swoją porażkę, że wykorzystała wszystkie możliwości (jak widać nie jeśli chodzi o asystenta ucznia lub o wizytę pani z PPP na zajęciach) oraz, że zgłasza sprawę do mopr-u z uwagi na to iż nie wierzy, że Nasz syn w domu, na podwórku, na placach zabawach jest grzeczny a tylko w szkole są problemy, a także do sądu rodzinnego o nieodpowiednie sprawowanie władzy rodzicielskiej, ponieważ nie chcemy dziecku podać leków od psychiatry.
Po okresie świątecznym gdy K. wrócił do szkoły panie ze świetlicy stwierdziły poprawę zachowania dziecka. Problem pojawia się tylko na zajęciach w klasie. Mimo zawiadomienia urzędu wciąż szukając pomocy trafiliśmy do Stowarzyszenia Wsparcia Rozwoju xxx w Xxx, które zostało zaopiniowane przez same kuratorium oświaty. Tam p. Xxx uświadomiła nas, że Nasze dziecko nie potrzebuje leków. Diagnoza z w/w placówki mówi o tym że syn w skrócie ma odruchy pierwotne które powinny zanikać we wcześniejszych stadiach rozwoju i to właśnie mu przeszkadza przy prawidłowym funkcjonowaniu. Skierowała nas też do okulisty i optometrysty gdzie wyszły pewne zachwiania w związku z tym dziecko zostały zakupione okulary. Pani Xxx powiedziała, żeby pomóc Naszemu dziecku trzeba działać jak najszybciej. Niestety te zajęcia są bardzo kosztowne 1 godz to koszt ponad 100 zł. Zalecane mamy 3 godz. w tygodniu, lecz z uwagi na niskie dochody jesteśmy tam 2 razy w tygodniu. Po opowiedzeniu sytuacji w szkole p. Xxx pozostawiła to bez komentarza. 12 styczeń - kiedy tata jechał z synem na pierwsze zajęcia w Xxx przez pół drogi był w aucie temat policji. Dziecko powiedziało tacie, że ostatnio w szkole bardzo się bał, że nie chce być zabrany. Dopytywałem dlaczego ktoś miałby Cię zabrać syn powiedział „p. Xxx powiedziała, że zaraz zadzwoni na policje i chyba Mnie zabiorą” dla Nas jest to ewidentne zastraszanie a dla większości psychologów jest to też uświadamianie dziecka w tym, że jest złe. Od około miesiąca zauważamy u dziecka tiki nerwowe najprawdopodobniej spowodowane stresem w szkole. U nas pojawia się zapytanie, kto tu kłamie (chyba nie 7-letnie dziecko, które przyznaje się do winy). W dzienniczku K. dostaliśmy notatkę, że dziecko rzuciło krzesłem (ciężkim) w panią Xxx, syn mówi inaczej, że popchnął krzesło i nie chciał by spadło pani Xxx na stopę jak również o uderzeniu kolegi, który się przewrócił. Nasze dziecko mówi, że go popchnęło.
Tego samego dnia również odbyła się wywiadówka w szkole gdzie na forum przy innych rodzicach poruszony został temat K.. Nam się wydaje, że pewne tematy powinny by omawiane na osobności.
Pani Xxx przy wszystkich zgromadzonych powiedziała, że była na policji, że się nie cofnie i , że zgłasza sprawę do sądu.
Mineły ferie. Dziecko przez 3 tygodnie nie uczęszczało do placówki. Syn się wyciszył, zanikły tiki nerwowe. Po feriach gdy syn został zaprowadzony do szkoły tj 6 luty 2017. Po około godzinie mama dostała telefon od p. Dyrektor z zapytaniem "co dziecko robi w szkole?". Zdecydowaliśmy się na przeniesienie syna do innej placówki, którą polecił p. Xxx; tj SP xx w Xxx. Niestety na chwile obecną brakuje tam miejsc. Musimy jakoś dociągnąć w SP xx do czerwca aby nie zrobić dziecku krzywdy przeniosząć go z placówki do placówki. W klasie 1 w SP xx w Xxx po feriach pojawił się nowy uczeń. Nam rodzicom wydaje się, że jest to uczeń z orzeczeniem o kształceniu specjalnym/intergracyjnym. K. będąc jeszcze na liście uczniów był 5 dzieckiem z orzeczeniem w w/w klasie. Jeśli nowy uczeń posiada orzeczenie to jakim prawem klasa integracyjna ma 6 dzieci z orzeczeniem?
Wg Naszego mniemania wygląda to tak jakby p. Dyrektor Xxx chciała za wszelką cenę pozbyć się Naszego syna ze szkoły.
Piątek 17-02-2017
Mama odbierając dziecko z sekretariatu o godz około 10:10 (o 8:55 zaczęły się zajęcia indywidualne) obecne były: pani sekretarka, neurologopeda, Xxx, p. Dyrektor SP xx i K.. Poruszona tym, że temat rozmowy zmierza w kierunku zachowania syna w jego obecności (uświadamia go to, że jest niegrzeczny, zły) Chciała opuścić szkołe. Pani Dyrektor za wszelką cene próbowała zatrzymać mamę z synem, w celu dalszej rozmowy o dziecku, przy synu. Wiele osób w tym terapeutów, pedagogów odradza takie rozmowy w obecności dziecka.
Dziecku za nieposłuszeństwo i niepożądane zachowanie; zamiast konsekwencji dano mu tzw nagrode, przywilej w postaci komputera, aby "mieć święty spokój".
Dziwi Nas też fakt, iż nauczyciele dają się stukać po głowie podczas zajęć. Na zajęciach nie jeast przerabiany materiał nawet w minimalnym stopniu. Czasem nawet jednej strony nie są w stanie opracować. W domu K. potrafi jednego dnia rozwiązać nawet 14 kartek.
Przez sytuacje w szkole: Piątek 17 luty 2017: po powrocie ze szkoły dziecko oznajmiło, że nie pójdzie więcej do szkoły. Posiadamy nagranie jak dziecko mówi, że p. Dyrektor straszyła go wezwaniem pogotowia. Druga sytuacja około północy dziecko zsiusiało się w majtki, obudziło się przerażone.
Proszę Nam odpowiedzieć dlaczego dziecko, gdy przekracza próg szkoły staje się niespokojne, nadruchliwe?! Jesteśmy zdecydowani o zmianie szkoły, jednak martwi Nas fakt, jak możemy odpowiadać za zachowanie syna, kiedy Nas przy nim nie ma.
Przedstawiliśmy szkole rozwiązanie na okres 4 miesięcy do ukończdenia przez K. pierwszej klasy. Pani Dyrektor wyśmiała Nas, mówiąc, że placówki nie stać na takie rozwiązanie.
Jeżeli placówka oświatowa niewie jak rozlokować środki z subwencji. Prosimy o przyznanie Nam rodzicom należnych środków na indywidualną edukacje syna lub o przekazanie tej kwoty na odpowiedni Instytut Wsparcia Rozwoja; tj. "Xxx" z siedzibą w Xxx w celu opanowania i być może przeszkolenia kadry. Nasz syn potrzebuje wsparcia na które p. Xxx wyraził zgodę. Rozumiem, że kwota może wydawać się zbyt wysoka aczkolwiek korzyści z tego płynące dają rozwój w/w placówce i jej kadrze. Uważamy, że wparcie p. Xxx jak i jej współpracowników spowoduje pozytywną zmianę w środowisku szkolnym w jakim syn się otacza.
Naszym zdaniem p Xxx nie zasługuje na stanowisko dyrektora placówki oświatowej, jak i jej kadra Naszym zdaniem nie jest odpowiednio przeszkolona by posiadać oddział integracyjny. Chyba, że wystarczą kwalifikacje i dokument z uczelni bądź jakieś kursy czy szkolenia.
Nażucanie dziecku leków i odosobnienia w postaci kształcenia indywidualnego godzi chyba w samo pojęcia słowa integracja (SJP-stan lub proces łączenia się, scalania).
Nasz syn ma problemy ze snem, moczy się w nocy, boi się chodzić do szkoły, boi się policji, karetki pogotowia. K. uczęszczając do tej placówki dostał nową diagnoze z PPP nr. x o zagrożeniu niedostosowaniem społecznym.
Do tego wszystkiego doprowadziło postępowanie p. Dyrektor i grona pedagogicznego.
Co robić?
Na początku były dni lepsze i gorsze. Szkoła współpracowała z Nami a My z nią. Niestety po miesiącu nastąpiło znaczące pogorszenie stanu dziecka. Kiedy My jako rodzice dawaliśmy wskazówki kadrze pedagogicznej jak można pracować z takim dzieckiem to na początku były takie próby podejmowane. Później było coraz większe zniechęcenie ze strony nauczycieli jak i dyrektorki w pracy z Naszym dzieckiem.
Szkoła nie mogąc poradzić sobie z 7-latkiem wręcz wymusiła obecność rodzica na zajęciach w ramach obserwacji. Wychowawczyni nie potrafiąc odpowiednio zareagować w danej sytuacji (dziecko mówiło samo do siebie) rozłożyła ręce i powiedziała „Niech pani coś z tym zrobi”. Skończyło się to tak, iż zamiast obserwatora mama stała się kolejnym pedagogiem. Na jednym z zajęć mama pierwszy raz w życiu widziała dziecko w takim stanie (amoku/szału). Wtedy K. został „nakręcony” przez kolegę a panie nic nie robiły z tego względu syn wybuchł, wpadł w szał. Po moim 5-cio minutowym przytrzymaniu dziecko wróciło do ławki i zaczęło normalnie pracować. Pedagodzy wiedząc o impulsywności dziecka powinni dużo szybciej reagować na takie sytuacje, tutaj brak reakcji. Z Centrum Diagnozy i Terapii ADHD dostaliśmy wytyczne jak szkoła powinna pracować z dzieckiem. Zalecane częste pochwały dziecka, możliwość ruchu np. na końcu klasy itp. Pedagodzy nie stosowali się do zaleceń. Dyrektorka szkoły zapytała czy przy Naszych rozmowach (rodzic-kadra pedagogiczna) może uczestniczyć pani psycholog z PPP nr x. Oczywiście żadnych zastrzeżeń z Naszej strony. Nawet nam to na rękę, gdyż przy rozmowach z panią z PPP pedagodzy i dyrektorka nagle przestała tak naskakiwać na Nas. Powiedzieli nawet, że będą stosować się do zaleceń z PPP nr x. Dodam, że wcześniej takie same porady przyniosłam z Centrum Diagnozy i Terapii ADHD. Pewnego dnia gdy K. wrócił ze szkoły powiedział, że pani G. (wychowawczyni) popchnęła go na tablice i syn zadrapał rękę. Dziecko wciąż to pamięta i czasem o tym przypomina.
Szkoła wciąż nie wiedząc jak sobie poradzić wymusiła nauczanie indywidualne. Zgodziliśmy się na częściowe nauczanie indywidualne-włączające, żeby dziecka nie odsuwać całkowicie od grupy. Szkoła doszukała się też pisma od p. dr. xxx o rozważeniu podania leków. Naciskali na to strasznie. My wiedząc o leku zalecanym (rispolept), że ma wiele skutków ubocznych i, że nie leczy lecz hamuje pewne zachowania nie zgadzamy się na podanie neuroleptyków. Rozważylibyśmy to gdyby podobne zachowania występowały w domu, na podwórku, czy innych miejscach publicznych. Zamiast podania dziecku szkodzących leków od psychiatry postanowiliśmy zasięgnąć porady homeopatki z polecenia, która posiada wykształcenie medyczne. Ona także jest przeciwna podawania takich leków dzieciom. Na ten moment podajemy leki homeopatyczne, które nie są szkodliwe lecz szkoły w ogóle to nie interesuje. Pierwsze pytanie w szkole po przerwie świątecznej to „Czy podali Państwo leki?” Szkoła nawet nie dając czasu i możliwości wykonania wszystkich badań w tym rezonansu magnetycznego. RM robimy z powodu, iż kadra pedagogiczna uznała, że to nie jest zwykłe ADHD, że coś jeszcze jest nie tak, bo gdyby to było samo ADHD to byśmy sobie z tym poradzili. To są słowa kadry z SP nr xx w Xxx. Później zaczęły się telefony ze szkoły o wcześniejszym odebraniu dziecka z placówki (godz. 10-11), gdyż „nie radzimy sobie z jego agresją”. Zastraszali, iż w przypadku nie odebrania dziecka w trybie prawie natychmiastowym zadzwonią na policję lub po karetkę. W grudniu dowiedzieliśmy się o możliwości zatrudnienia asystenta ucznia. Gdy powiedzieliśmy to pani dyrektor. Ta z góry założyła, że to niemożliwe. Zgodziliśmy się też aby pani z PPP przyszła na obserwacje na lekcje. Szkoła również nie chciała takiego rozwiązania. W PPP dowiedzieliśmy się, że z taką prośbą (psycholog na lekcji) może wystąpić tylko szkoła, nie rodzic. Trochę to smutne. W sumie to niewiemy czy taka próba była podejmowana. Naszym zdaniem szkoła po prostu boi się, że wyjdą na jaw ich niedoskonałości lub brak przygotowania kadry do pracy z dziećmi z orzeczeniem o nauczaniu integracyjnym.
2 stycznia nie wiedząc co robić wybraliśmy się do UM Xxx. Rozmawialiśmy z p. Xxx, wicedyrektorem ds. Edukacji i opieki. Przedstawiliśmy sytuację. Okazało się, że asystent ucznia jest jak najbardziej możliwy i że urząd zbada sprawę. Ponoć podobny przypadek był w szkole podajże SP nr. xx w Xxx. P. Xxx stwierdził, że w tamtej szkole kadra źle wykonywała swoje obowiązki, że nie jesteśmy pierwsi. Uspokoiło nas to. W końcu ktoś kto może pomóc. Pani dyrektor sp xx w Xxx powiedziała nawet, że uważa ten przypadek za swoją porażkę, że wykorzystała wszystkie możliwości (jak widać nie jeśli chodzi o asystenta ucznia lub o wizytę pani z PPP na zajęciach) oraz, że zgłasza sprawę do mopr-u z uwagi na to iż nie wierzy, że Nasz syn w domu, na podwórku, na placach zabawach jest grzeczny a tylko w szkole są problemy, a także do sądu rodzinnego o nieodpowiednie sprawowanie władzy rodzicielskiej, ponieważ nie chcemy dziecku podać leków od psychiatry.
Po okresie świątecznym gdy K. wrócił do szkoły panie ze świetlicy stwierdziły poprawę zachowania dziecka. Problem pojawia się tylko na zajęciach w klasie. Mimo zawiadomienia urzędu wciąż szukając pomocy trafiliśmy do Stowarzyszenia Wsparcia Rozwoju xxx w Xxx, które zostało zaopiniowane przez same kuratorium oświaty. Tam p. Xxx uświadomiła nas, że Nasze dziecko nie potrzebuje leków. Diagnoza z w/w placówki mówi o tym że syn w skrócie ma odruchy pierwotne które powinny zanikać we wcześniejszych stadiach rozwoju i to właśnie mu przeszkadza przy prawidłowym funkcjonowaniu. Skierowała nas też do okulisty i optometrysty gdzie wyszły pewne zachwiania w związku z tym dziecko zostały zakupione okulary. Pani Xxx powiedziała, żeby pomóc Naszemu dziecku trzeba działać jak najszybciej. Niestety te zajęcia są bardzo kosztowne 1 godz to koszt ponad 100 zł. Zalecane mamy 3 godz. w tygodniu, lecz z uwagi na niskie dochody jesteśmy tam 2 razy w tygodniu. Po opowiedzeniu sytuacji w szkole p. Xxx pozostawiła to bez komentarza. 12 styczeń - kiedy tata jechał z synem na pierwsze zajęcia w Xxx przez pół drogi był w aucie temat policji. Dziecko powiedziało tacie, że ostatnio w szkole bardzo się bał, że nie chce być zabrany. Dopytywałem dlaczego ktoś miałby Cię zabrać syn powiedział „p. Xxx powiedziała, że zaraz zadzwoni na policje i chyba Mnie zabiorą” dla Nas jest to ewidentne zastraszanie a dla większości psychologów jest to też uświadamianie dziecka w tym, że jest złe. Od około miesiąca zauważamy u dziecka tiki nerwowe najprawdopodobniej spowodowane stresem w szkole. U nas pojawia się zapytanie, kto tu kłamie (chyba nie 7-letnie dziecko, które przyznaje się do winy). W dzienniczku K. dostaliśmy notatkę, że dziecko rzuciło krzesłem (ciężkim) w panią Xxx, syn mówi inaczej, że popchnął krzesło i nie chciał by spadło pani Xxx na stopę jak również o uderzeniu kolegi, który się przewrócił. Nasze dziecko mówi, że go popchnęło.
Tego samego dnia również odbyła się wywiadówka w szkole gdzie na forum przy innych rodzicach poruszony został temat K.. Nam się wydaje, że pewne tematy powinny by omawiane na osobności.
Pani Xxx przy wszystkich zgromadzonych powiedziała, że była na policji, że się nie cofnie i , że zgłasza sprawę do sądu.
Mineły ferie. Dziecko przez 3 tygodnie nie uczęszczało do placówki. Syn się wyciszył, zanikły tiki nerwowe. Po feriach gdy syn został zaprowadzony do szkoły tj 6 luty 2017. Po około godzinie mama dostała telefon od p. Dyrektor z zapytaniem "co dziecko robi w szkole?". Zdecydowaliśmy się na przeniesienie syna do innej placówki, którą polecił p. Xxx; tj SP xx w Xxx. Niestety na chwile obecną brakuje tam miejsc. Musimy jakoś dociągnąć w SP xx do czerwca aby nie zrobić dziecku krzywdy przeniosząć go z placówki do placówki. W klasie 1 w SP xx w Xxx po feriach pojawił się nowy uczeń. Nam rodzicom wydaje się, że jest to uczeń z orzeczeniem o kształceniu specjalnym/intergracyjnym. K. będąc jeszcze na liście uczniów był 5 dzieckiem z orzeczeniem w w/w klasie. Jeśli nowy uczeń posiada orzeczenie to jakim prawem klasa integracyjna ma 6 dzieci z orzeczeniem?
Wg Naszego mniemania wygląda to tak jakby p. Dyrektor Xxx chciała za wszelką cenę pozbyć się Naszego syna ze szkoły.
Piątek 17-02-2017
Mama odbierając dziecko z sekretariatu o godz około 10:10 (o 8:55 zaczęły się zajęcia indywidualne) obecne były: pani sekretarka, neurologopeda, Xxx, p. Dyrektor SP xx i K.. Poruszona tym, że temat rozmowy zmierza w kierunku zachowania syna w jego obecności (uświadamia go to, że jest niegrzeczny, zły) Chciała opuścić szkołe. Pani Dyrektor za wszelką cene próbowała zatrzymać mamę z synem, w celu dalszej rozmowy o dziecku, przy synu. Wiele osób w tym terapeutów, pedagogów odradza takie rozmowy w obecności dziecka.
Dziecku za nieposłuszeństwo i niepożądane zachowanie; zamiast konsekwencji dano mu tzw nagrode, przywilej w postaci komputera, aby "mieć święty spokój".
Dziwi Nas też fakt, iż nauczyciele dają się stukać po głowie podczas zajęć. Na zajęciach nie jeast przerabiany materiał nawet w minimalnym stopniu. Czasem nawet jednej strony nie są w stanie opracować. W domu K. potrafi jednego dnia rozwiązać nawet 14 kartek.
Przez sytuacje w szkole: Piątek 17 luty 2017: po powrocie ze szkoły dziecko oznajmiło, że nie pójdzie więcej do szkoły. Posiadamy nagranie jak dziecko mówi, że p. Dyrektor straszyła go wezwaniem pogotowia. Druga sytuacja około północy dziecko zsiusiało się w majtki, obudziło się przerażone.
Proszę Nam odpowiedzieć dlaczego dziecko, gdy przekracza próg szkoły staje się niespokojne, nadruchliwe?! Jesteśmy zdecydowani o zmianie szkoły, jednak martwi Nas fakt, jak możemy odpowiadać za zachowanie syna, kiedy Nas przy nim nie ma.
Przedstawiliśmy szkole rozwiązanie na okres 4 miesięcy do ukończdenia przez K. pierwszej klasy. Pani Dyrektor wyśmiała Nas, mówiąc, że placówki nie stać na takie rozwiązanie.
Jeżeli placówka oświatowa niewie jak rozlokować środki z subwencji. Prosimy o przyznanie Nam rodzicom należnych środków na indywidualną edukacje syna lub o przekazanie tej kwoty na odpowiedni Instytut Wsparcia Rozwoja; tj. "Xxx" z siedzibą w Xxx w celu opanowania i być może przeszkolenia kadry. Nasz syn potrzebuje wsparcia na które p. Xxx wyraził zgodę. Rozumiem, że kwota może wydawać się zbyt wysoka aczkolwiek korzyści z tego płynące dają rozwój w/w placówce i jej kadrze. Uważamy, że wparcie p. Xxx jak i jej współpracowników spowoduje pozytywną zmianę w środowisku szkolnym w jakim syn się otacza.
Naszym zdaniem p Xxx nie zasługuje na stanowisko dyrektora placówki oświatowej, jak i jej kadra Naszym zdaniem nie jest odpowiednio przeszkolona by posiadać oddział integracyjny. Chyba, że wystarczą kwalifikacje i dokument z uczelni bądź jakieś kursy czy szkolenia.
Nażucanie dziecku leków i odosobnienia w postaci kształcenia indywidualnego godzi chyba w samo pojęcia słowa integracja (SJP-stan lub proces łączenia się, scalania).
Nasz syn ma problemy ze snem, moczy się w nocy, boi się chodzić do szkoły, boi się policji, karetki pogotowia. K. uczęszczając do tej placówki dostał nową diagnoze z PPP nr. x o zagrożeniu niedostosowaniem społecznym.
Do tego wszystkiego doprowadziło postępowanie p. Dyrektor i grona pedagogicznego.
Co robić?