Stres w pracy w sądzie - praca protokolanta/sekretarza a asystenta

  • Autor wątku Autor wątku avangardaaa
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
A

avangardaaa

Witam serdeczenie. Założyłam ten wątek licząc że może trafię na osobę która miała okazję pracować w sądzie w charakterze protokolanta lub sekretarza sądowego, zanim została pracownikiem merytorycznym - asystentem sędziego. Chodzi mi o porównanie odczuć w stosunku do pracy na tych dwóch stanowiskach, wiem oczywiście czym one się różnią i jakie są zakresy obowiązków, chodzi mi jednak o coś innego...
Jestem studentką prawa, kończę właśnie IV rok studiów. Wybór kierunku studiów podjęłam świadomie (rzucając po dwóch skończonych latach inne studia i nie robiąc z nich licencjatu) chociaż miałam świadomość jak wyglądają realia na rynku pracy, jak bardzo trzeba się starać żeby się przebić i nie zostać szarą masą. Nie widzę dla siebie po prostu innej drogi, nie wiem co innego mogłabym robić w życiu.
Ale do rzeczy - pół roku temu podjęłam pracę w sądzie jako protokolantka. W jednym z sądów rejonowych w bardzo dużym mieście. Chciałam nabrać doświadczenia, otrzaskać się trochę. Zdawałam sobie sprawę z tego, że praca w sądzie to nie jest lekki kawałek chleba, picie kawki i podczytywanie akt żeby się czegoś poduczyć ale nie spodziewałam się, że tak znienawidzę tą pracę i tak będzie mnie ona stresować...
Ilość pracy jest po prostu niemożliwa do przerobienia. 2x w tygodniu sala, do tego bardzo często zastępowanie innych osób i robienie za nich ich roboty ( oprócz tego oczywiście odpowiedzialność za własny referat), tona korespondencji, cała góra zarządzeń do wykonania, oprócz tego organizacyjny bajzel - często kupa czasu schodzi na to żeby znaleźć jakieś akta, bo tak i już, a że nie ma ich tam gdzie powinny być - to już mój problem (mimo że nie ja zawiniłam). Z jednej strony ogromne tempo a z drugiej strony wiele rzeczy powinno być zrobionych dokładnie. Zdaje sobie sprawę, że wszystko jest ważne - żeby terminy nie spadały, żeby ważna korespondencja była podłożona na czas a nie leżała na wielkiej kupie od 3 miesięcy, że na klauzule są 3 dni (ha ha ha tu się mogę tylko gorzko zaśmiać jak to wygląda). Mam bardzo dobrą pamięć - o wielu rzeczach pamiętam - np. że powinnam zrobić polecenie wypłaty już półtora miesiąca temu a go nie zrobiłam bo nie było kiedy - bo a to sala, następnego dnia dyżur za kogoś innego, następnego pilna robota zlecona przez kierowniczkę, kolejnego dnia szukanie akt bo mają się znaleźć na już. Nieważne ile bym się starała i że czasem siedzę po godzinach ( do 18:30 np. licząc że w końcu uda mi się choć trochę wyprostować własny referat żeby nie musieć już tak się stresować, co i tak nigdy mi się nie udaje, inni też zostają po godzinach) - zdarzy mi się coś zawalić bo przy takiej liczbie roboty to nieuniknione. Jak głupek tłumaczę się a to sędziemu, a to kierowniczce, często zostaje za coś ochrzan. Niektórzy sędziowie żyją w swoim świecie, nie mają pojęcia ile zajmuje to wszystko od strony wykonania i wydaje im się że po prostu trafił im się kolejny nierozgarnięty urzędnik z ulicy, kierownictwo z kolei ma świadomość ile my mamy roboty - ale wszystko spychane jest w dół, organizacja zerowa, dla nich liczy się żeby oni nie mieli za dużo roboty i mogli sobie statystykę policzyć.
Ciągle stresuje się pracą, już w niedzielę zaczynam się denerwować. Boje się iść na urlop, na chorobowe - myślę co mnie czeka po powrocie i że na dzień dobry pójdę za coś "na dywanik". Nie mam już siły. Zaczęłam się zastanawiać czy to ze mną jest coś nie tak czy z pracą w tym oto konkretnym charakterze.
Czasem łudzę się, że to kwestia tej konkretnej pracy - protokolantów, sekretarzy, a zwłaszcza protokolantów i że mimo wszystko np. asystenci mają inaczej - ich praca ma inne minusy niewątpliwie i każdy z nich na coś ponarzeka ale że to jednak inna bajka.
A czasem myślę, że to ze mną jest coś nie tak, skoro sobie nie radzę psychicznie, denerwuje się, stresuję. Przecież odpowiedzialność, presja czasu itp. z pewnością nieodłącznie wiążą się z pracą prawnika - a zarabianie większych pieniędzy to już z całkowitą pewnością. A ta praca to dla mnie koszmar więc może ja powinnam skupić się na rozwiązaniu problemu ze sobą albo kurcze nie wiem...znaleźć pracę w małym sklepie z ciuchami? Trochę ironizuję ale naprawdę nie wiem już sama.
Mam koleżankę która kiedyś pracowała jako koordynator w SO przez agencję pracy ( kończyła już prawie studia ale jeszcze się nie obroniła), potem po likwidacji agencji a jeszcze przed obroną zmuszona była poszukać pracy i została protokolantem - źle to wspomina a porównując pracę gdzie robiła to co asystent do tego całego bajzlu mówi że to niebo a ziemia...
Ciekawi mnie czy ktoś ma podobne doświadczenia i jak mógłby się do tego odnieść.
A jeżeli nie to może osoby które zaczęły pracować jako asystent od razu po studiach (najlepiej bez większego doświadczenia) wypowiedzą się jak sobie radziły? Czy praca jest bardzo stresująca? Czy lubicie swoją pracę? Dobrze sobie w niej radzicie? Macie czasem poczucie że jesteście doceniani lub chwaleni? Jak duże mieliście doświadczenie zanim przyszliście do sądu?
Ja specjalnie dużego doświadczenia nie mam, w porównaniu do tego czym zapewne mogliby się pochwalić niektórzy studenci dzienni lepszych uczelni (choć moja nie należy do słabych). Zdarzało mi się z dobrym skutkiem napisać parę pism procesowych działając w pewnym miejscu, w tym w sprawach dość nawet skomplikowanych. Jednak napisanie uzasadnienia to czasem może być ciężki orzech do zgryzienia - jak to u Was było na początku?
Za pół roku planuje się zwolnić, mam stypendium naukowe i pójdę na zasiłek dla bezrobotnych chcąc się terminowo obronić i spróbować podchodzić do aplikacji w KSSIP (kto wie czy w 2017 będzie to ogólna, nabór bezpośredni czy w ogóle nic nie będzie, nie nadążam za zmianami z prędkością światła) zrobię co mogę ale zdaje sobie sprawę że to ciężkie zadanie i wówczas pozostaje tylko as.
Żadnej innej drogi nie widzę, nie stać mnie na aplikacje korporacyjną z żadnej strony i wiem jak tam wygląda sytuacja...Ciągle myślę o tym jak wygląda praca asystenta i że chciałabym lubić swoją pracę - w końcu spędzamy tam połowę życia - a nie wstawać ze ściśniętym żołądkiem rano.
Z góry dziękuję za wszelkie komentarze i bardzo taka mała prośba o powstrzymanie się od uszczypliwości :)
 
Ja bym na Twoim miejscu zmienił pracę :)
Jeżeli to co przedstawiasz to prawda, to w kancelarii powinnaś sobie dać radę.

Nie cytuj całych postów pod którymi bezpośrednio się wypowiadasz. mod
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Ale ona nic nie pisze,że chce w kancelarii pracować. A z punktu widzenia wysokości pensji i przywilejów pracowniczych dla studenta sąd to znacznie lepsza opcja,w kancelarii pewnie ją odesla do kserowania za parę stówek i tyle z tego będzie miała.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Zacisnęłabym zęby. Sama mówisz, że za pół roku się zwalniasz, wytrzymaj jeszcze trochę, razem możemy odliczać, ja też planuję wytrzymać w obecnym miejscu pracy tak plus minus do listopada ;)

Na Twoje pytania dot. pracy asystenta niestety uważam, że można odpowiedzieć tylko wkurzającym "to zależy" :cool: myślę, że startując na asystenta z doświadczeniem dot. pracy w sądzie i tak jesteś już dużo do przodu, bo (nie łudźmy się) asystenci to w większości świeżaki po studiach, którzy idą z jakąś tam wiedzą teoretyczną, która nie wystarcza. Każdy się uczy niemal od zera, spoko. Natomiast co do samej jakości pracy - WSZYSTKO zależy od tego gdzie i na kogo trafisz. Możesz być asystentem traktowanym niemal jak kolejny pracownik administracyjny, czyli beznamiętnie trzaskający jakieś prawomocności i latający na salę wg. potrzeb, a możesz dostać sędziego, który Ci zleci konkretną robotę i będziesz go/ją naprawdę odciążać w pracy sędziego i dużo się przy tym uczyć. Może być też coś pośrodku :) Odnośnie natłoku pracy też wszystko zależy od tego jak trafisz.


I na pewno nie nastawiaj się na to, że praca asystenta to jakaś super rozwijająca, ambitna fucha, bo się rozczarujesz już na wstępie. Z tego co widzę każdy zaczyna tę pracę po to, żeby się zaczepić na chwilę, ogarnąć z życiem, a potem i tak rusza dalej. To nie jest praca docelowa
 
w kancelarii da radę? jeżeli w takiej, w której mają 3 sprawy w miesiacu to tak. w kancelarii dużej, gdzie masz mnóstwo spraw, jest dużo trudniej niż w sądzie, bo odpowiadasz merytorycznie za sprawy, a nie tylko organizacyjnie - za przełożenie korespondencji czy poszukanie akt. w sądzie wybija godz. 15.30 i lecisz do domu. w kancelarii - bez szans.
jeżeli autorka stresuje się pracą w sekretariacie w sądzie to wybrała zły zawód - bycie jakimkolwiek prawnikiem to masa stresu i ogromna odpowiedzialność. a jeżeli stresuje ją protokołowanie i przyjęcie korespondencji to sorry - trzeba było pracować w sklepie.
 
Ala.Kami napisał:
w kancelarii da radę? jeżeli w takiej, w której mają 3 sprawy w miesiacu to tak. w kancelarii dużej, gdzie masz mnóstwo spraw, jest dużo trudniej niż w sądzie, bo odpowiadasz merytorycznie za sprawy, a nie tylko organizacyjnie - za przełożenie korespondencji czy poszukanie akt. w sądzie wybija godz. 15.30 i lecisz do domu. w kancelarii - bez szans.
jeżeli autorka stresuje się pracą w sekretariacie w sądzie to wybrała zły zawód - bycie jakimkolwiek prawnikiem to masa stresu i ogromna odpowiedzialność. a jeżeli stresuje ją protokołowanie i przyjęcie korespondencji to sorry - trzeba było pracować w sklepie.

Mam wrażenie, że nie przeczytałaś wcale postu autorki, albo wyczytałaś coś, co sama chciałaś.Ona jest studentką IV roku, w jakiej kancelarii dają takiemu świeżakowi sprawy merytoryczne i (o zgrozo!) każą za nie samodzielnie odpowiadać? Bardzo często nawet po aplikantach trzeba sprawdzać, a co dopiero po studentach. W kancelarii dostałaby pewnie do roboty jakieś pozwy w uproszczonym, wezwania, wnioski egzekucyjne czy proste sprzeciwy ( plus oczywiście ksero i poczta) a nie skargi kasacyjne, litości. Autorka sama pisze, że siedzi do 18.30- plus taki, że w sądzie pewnie płacą za nadgodziny, więc nie wiem o jakim wyjściu o 15.30 piszesz. Po trzecie wreszcie- nie napisała nigdzie, że stresuje ją praca w sekretariacie i protokołowanie, tylko nadmiar pracy, notoryczne tyły i praca za trzech. Jeśli ktoś takiej pracy nie ogarnia, to wcale nie znaczy, że się nie nadaje, tylko że organizacja pracy leży, a przełożony nadaje się do zwolnienia, bez względu na to, czy jest to sąd, kancelaria czy sklep. Normalny szef w tej sytuacji po prostu zatrudnia nowe osoby, jednak jak się można domyślić, w sądzie nie ma na to pieniędzy.
 
Ala.Kami napisał:
w kancelarii da radę? jeżeli w takiej, w której mają 3 sprawy w miesiacu to tak. w kancelarii dużej, gdzie masz mnóstwo spraw, jest dużo trudniej niż w sądzie, bo odpowiadasz merytorycznie za sprawy, a nie tylko organizacyjnie - za przełożenie korespondencji czy poszukanie akt. w sądzie wybija godz. 15.30 i lecisz do domu. w kancelarii - bez szans.
jeżeli autorka stresuje się pracą w sekretariacie w sądzie to wybrała zły zawód - bycie jakimkolwiek prawnikiem to masa stresu i ogromna odpowiedzialność. a jeżeli stresuje ją protokołowanie i przyjęcie korespondencji to sorry - trzeba było pracować w sklepie.


U nas na wydziale pier.d.olnik jest taki, że sami sędziowie przyznają, że oni to mają luzik w porównaniu do tego co dzieje się w sekretariacie. Ja jako asystent też patrzę z przerażeniem na to co się tam dzieje. Fajnie sprowadzić czyjeś obowiązki do śmieszkowego "robienia poczty", tylko gorzej jak musisz tę pocztę zrobić z prędkością światła, a potem ty dostajesz opiernicz, bo coś się pomyliło i ktoś nie był zawiadomiony. Prawda jest taka, że często sędzia nawali, ale to pracownik sekretariatu niejako w zastępstwie dostaje po ryju, taka praca. Dochodzi do takich patologii, że pracownicy sekretariatu wydają sędziom akta do domu po podpisaniu przez nich protokołu (!). Sędzia wypisuje kiedy bierze akta, w jakim są stanie, ile mają stron. Bo bywało i tak, że wracały w stanie uszczuplonym, albo w ogóle ginęły i zgadnij kto za to dostawał. Tak, pracownik sekretariatu.

Nienawidzę niedoceniania czyjejś pracy. Wrzuciłby cię ktoś na wokandę 5x w tygodniu i kazał ogarnąć milion rzeczy oprócz tego, ciekawe jaka byłabyś niezestresowana i wyluzowana w tak lajtowej robocie. Za tysiąc z hakiem na rękę, dodajmy
 
W kancelariach też tak jest że się siedzi - za darmo- po godzinach, pracy jest multum, wszystko ma być na wczoraj, tysiąc spraw na raz itp.. Uważam, że wybrałaś zły zawód z takim charakterem .. Nasza praca dopóki nie będziesz po aplikacji / ewentualnie asesurze i nie przejdziesz na swoje - tak wygląda wszędzie ! Zastanów się.. Bo wykończysz się psychicznie.
Od: Radca prawny z 10 letnim stażem pracy. W rożnych miejscach i instytucjach.
 
amsta77 napisał:
W kancelariach też tak jest że się siedzi - za darmo- po godzinach, pracy jest multum, wszystko ma być na wczoraj, tysiąc spraw na raz itp.. Uważam, że wybrałaś zły zawód z takim charakterem .. Nasza praca dopóki nie będziesz po aplikacji / ewentualnie asesurze i nie przejdziesz na swoje - tak wygląda wszędzie ! Zastanów się.. Bo wykończysz się psychicznie.
Od: Radca prawny z 10 letnim stażem pracy. W rożnych miejscach i instytucjach.

otóż to! i wcale nie chodzi mi o to, żeby teraz się kłócić, kto ma cięższą pracę. prawda jest taka, że jak ktoś chce pracować w prawie to musi mieć twardy tyłek. a jak autorka się stresuje, że ktos na nią nakrzyczał to naprawdę obrała niewłaściwą ścieżkę kariery. czy będzie asesorem, aplikantem czy sekretarką w sądzie - to ciężki kawałek chleba, a z jej charakterem, duże prawdopodobieństwo, że sobie nie poradzi.

dodam jeszcze, że często aplikanci w ogóle siedzą w kancelariach za darmo.
 
Wszystko zależy od konkretnego nawet nie tyle sądu co wydziału i ludzi z jakimi będziesz pracować, ale jeśli już teraz Ci to tak siada na psychę to może szkoda życia. Ten bajzel po prostu trzeba lubić i mieć do niego odpowiedni dystans, w tym i do bycia opierdalanym i zgarniania batów za nic, bo wierz mi, nie skończy się to nawet jak zostaniesz sędzią.
 
Ja jestem asystentem w cywilnym i u mnie wygląda to tak:

Maad napisał:
możesz dostać sędziego, który Ci zleci konkretną robotę i będziesz go/ją naprawdę odciążać w pracy sędziego i dużo się przy tym uczyć

Bardziej przypomina to aplikację sędziowską w poprzednim kształcie, sędziowie lubią wdawać się w dyskusje nt powierzanych nam spraw, lubią pytać o nasze zdanie, argumenty za konkretnym rozstrzygnięciem itd. Nieraz dostaje się na twarz akta, sędzia daje np. godzinę czasu na zapoznanie się z nimi, napisanie projektu orzeczenia i motywów rozstrzygnięcia.

Ale nie wszędzie tak jest, mam też znajomych którzy zajmują się głównie trzaskaniem nakazów, nadawaniem klauzul na nowych wierzycieli itp, co na dłuższą metę jest po prostu nudne.

Chyba każdy ze spotkanych przeze mnie asystentów nie traktował tej pracy jako pracy docelowej. Każdy się zaczepia na chwilę, tak żeby się ogarnąć po studiach, pomyśleć co dalej.


Co do stresu - poziom jest różny, dużo zależy od konkretnej osoby. Ja się nie stresuje, czasami rzeczywiście zostaję po godzinach/ przychodzę do roboty na 6 a nie na 8/ biorę coś na weekend (ci co tu piszą, że przynajmniej nam nadgodziny liczą nawet nie wiedzą jak bardzo się mylą). Ale są (były) u nas osoby, które ta praca koszmarnie stresowała. 2 osoby zrezygnowały same, bo kompletnie nie mogły załapać trybu pracy i wspólnego języka z sędziami, jednego kolegę wyrzucili....
Wiem, że dziewczyny ( i faceci) u nas w sekretariacie mają niezły zapieprz. U nas na szczęście kierownik sekretariatu to bardzo konkretny facet, który wszystko w miarę trzyma w ryzach i nie drze się bez sensu, więc ludzie nie chodzą zestresowani samym faktem posiadania pracy ;)

Prawda jest taka, że praca prawnika wiąże się ze stresem. Myślę zresztą, że nie tylko praca prawnika - ta tak z pogardą traktowana przez was praca sprzedawcy w sklepie też często wymaga ogromnej odporności na stres. A to szef się wkurza, a to jakieś problemy w dostawie, ileś sztuk towaru wyparowało (ktoś ukradł - zgadnijcie kto płaci...), nie zgadza się stan kasy, a to problemowy klient itd.

Jedyny plus pracy w tzw. budżecie to stałe pieniądze. Mnie właściwie tylko to trzyma w tej pracy, jeśli nie dostanę się na aplikację ogólną to mam zamiar dalej siedzieć w sądzie. Co prawda nie zarabiam dużo (ok. 2.600 na rękę aktualnie), ale jak widzę znajomych, którzy tyrają za o wiele gorsze pieniądze w kancelariach, do tego muszą opłacić aplikację i prosić o pomoc rodziców to doceniam pracę jako as.
 
Ostatnia edycja:
roedel napisał:
czasami rzeczywiście zostaję po godzinach/ przychodzę do roboty na 6 a nie na 8/ biorę coś na weekend

I robisz to za 2600 netto? Kiedy Polacy wreszcie wyzbędą się mentalności chłopa pańszczyźnianego, który dziękuje swojemu panu, że dostał batem przez plecy? Kiedy?
 
avangardaaa napisał:
A czasem myślę, że to ze mną jest coś nie tak, skoro sobie nie radzę psychicznie, denerwuje się, stresuję.
Nie obstawiałbym, że problem tkwi w Tobie. Mój kolega, absolwent dwóch kierunków studiów, pracował przez jakieś dwa lata jako protokolant w wydziale karnym jednego z Sądów Rejonowych w Krakowie i miał podobną harówę. Narzuconej pracy w żaden sposób nie dało się wykonać nie zostając po godzinach albo nie biorąc części papierów do domu. Najzabawniejsza sytuacja miała miejsce, kiedy dowiedział się, że jest najbardziej wydajny z całego zespołu, po czym dostał najniższą nagrodę. I zrezygnował.
 
wierzę ci że tak jest bo sama przeszłam przez takie piekło ponad 10 lat temu (byłam już po studiach i chciałam nabrać jakiegoś doświadczenia). Też myślałam, że to ja sobie nie radzę i że ze mną coś nie tak. Nabawiłam się tylko kompleksów i nerwicy. Sędziowie żyją w innym wymiarze, traktują cię jak przygłupa i zło konieczne. Są ponad poziomy. dużo się w tej pracy nauczyłam o ludziach i relacjach między nimi. Prawdziwa szkoła życia. I jedno mogę stwierdzić: najciemniej pod latarnią.

A autorce wątku doradzam jak najszybsze złożenie wypowiedzenia. Skoro już się zapoznała z praca w sekretariacie, dokumentacją itp., to niczego więcej się tam nie nauczy. Takie doswiadczenie zawsze się przyda, jest to niewątpliwie karta przetargowa. Natomiast dla własnego dobra pora zakończyć ten etap i poszukać innej pracy.

A czy pracując jako asystent będzie lepiej? to zależy- jak ktoś wyżej napisał - gdzie trafisz. Znam osoby, które są zadowolone i znam takich, które przeszły gehennę ze strony sędziów i leczą się psychiatrycznie.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra