N
no__name
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2016
- Odpowiedzi
- 1
Dzień dobry wszystkim!
Piszę z dość nietypową sprawą. Osoba z mojego otoczenia, nazwijmy ją Kasią, studiuje kosmetologię na prywatnej uczelni w Warszawie. Nie będę pisała wprost nazwy, ale jest to podobno najlepsza szkoła kosmetologii w Polsce. Uczelnia z tego co widziałam ma wystrój 'na bogato' i jest dość dobrze wyposażona. Kasia ma w planie zajęcia z wizażu z mistrzynią Polski w tej dziedzinie (nie znam, nie wnikam, czy tak faktycznie jest). Wszystko było dobrze, aż do dzisiaj, kiedy to były zajęcia praktyczne z wizażu. Wszyscy mieli się dobrać w pary i malować się nawzajem, a wizażystka oceniała efekty pracy. Ok 5h później po powrocie do domu Kasia zmyła makijaż i okazało się, że jej twarz jest cała usiana czerwonymi krostkami, których są setki. Wygląda to tak, jakby przez te 5h wyskoczył jej trądzik (co jest chyba mało prawdopodobne). Kasia mówi, że kosmetyki miały wątpliwy termin ważności. Były wybrudzone i porozwalane. Po skończonej pracy nie było nakazu mycia pędzli, którymi był wykonywany makijaż. Pani prowadząca zajęcia zaleciła tylko, aby pędzle psiknąć jakąś mgiełką dezynfekującą. Czy można coś zrobić z tą sprawą? Czy jest możliwość zaskarżenia uczelni i żądania odszkodowania? Twarz wygląda naprawdę źle, a mi się w głowie nie mieści, jak setki studentek mogą malować sobie twarze tymi samymi, umorusanymi pędzlami?...
Piszę z dość nietypową sprawą. Osoba z mojego otoczenia, nazwijmy ją Kasią, studiuje kosmetologię na prywatnej uczelni w Warszawie. Nie będę pisała wprost nazwy, ale jest to podobno najlepsza szkoła kosmetologii w Polsce. Uczelnia z tego co widziałam ma wystrój 'na bogato' i jest dość dobrze wyposażona. Kasia ma w planie zajęcia z wizażu z mistrzynią Polski w tej dziedzinie (nie znam, nie wnikam, czy tak faktycznie jest). Wszystko było dobrze, aż do dzisiaj, kiedy to były zajęcia praktyczne z wizażu. Wszyscy mieli się dobrać w pary i malować się nawzajem, a wizażystka oceniała efekty pracy. Ok 5h później po powrocie do domu Kasia zmyła makijaż i okazało się, że jej twarz jest cała usiana czerwonymi krostkami, których są setki. Wygląda to tak, jakby przez te 5h wyskoczył jej trądzik (co jest chyba mało prawdopodobne). Kasia mówi, że kosmetyki miały wątpliwy termin ważności. Były wybrudzone i porozwalane. Po skończonej pracy nie było nakazu mycia pędzli, którymi był wykonywany makijaż. Pani prowadząca zajęcia zaleciła tylko, aby pędzle psiknąć jakąś mgiełką dezynfekującą. Czy można coś zrobić z tą sprawą? Czy jest możliwość zaskarżenia uczelni i żądania odszkodowania? Twarz wygląda naprawdę źle, a mi się w głowie nie mieści, jak setki studentek mogą malować sobie twarze tymi samymi, umorusanymi pędzlami?...