G
grzes212225
Użytkownik
- Dołączył
- 06.2010
- Odpowiedzi
- 143
Witam,
Wszystkich to czytających proszę o radę jak mogę rozwiązać mój problem:
Dziś na mojej uczelni miałem spotkanie organizacyjne, podczas którego rozdawano do wypełnienia formularze dot. stypendium socjalnego plus wnioski o miejsce w akademiku. Ja jak zwykle, mimo, że w środku aż mnie ściska, musiałem odmówić. Wiele koleżanek i kolegów z grupy chętnie je wypełniło.
Na mojej uczelni mogę otrzymać:
- stypendium socjalne 650 zł/m-c płatne przez 10 m-cy
- miejsce w akademiku uczelni
- stypendium mieszkaniowe 300 zł/mc przez 10 m-cy
- stypendium wyżywieniowe 200 zł/m-c przez 10 m-cy
razem nawet 1150 zł/m-c, co jest dla mnie bardzo dużą kwotą pozwalającą spokojnie studiować.
Jednak! Dochód nie może przekraczać 602 zł netto na jedną osobę w rodzinie. I tutaj zaczynają się schody. Pochodzę z wielodzietnej rodziny i na pewno nie przekraczałbym tego progu gdyby nie firma założona przez moją siostrę na spółkę z mamą. Ja z tego nie mam absolutnie ani grosza, nigdy nie miałem i mieć nie będę. Gdy dziś przesłałem siostrze papiery z uczelni w sprawie tych stypendiów, to ona stwierdziła, że: "jesli juz taki dobry jestes w tej nauce to sie postaraj o stypendium naukowe" - odpowiedź na mojego emaila do siostry. Ogólnie rodzice uznali, że moja przeprowadzka 300 km od domu do Warszawy i rozpoczęcie studiów to bynajmniej głupi pomysł i lepiej byłoby gdybym w domu siedział...
Moje pytanie do Państwa:
Co muszę zrobić, aby nikt nigdzie w dokumentach nie mówił mi, że jestem związany finansowo z rodziną. Krótko mówiąc ja nie chce mieć nic wspólnego z rodzinką, z którą dobrze to ja może wychodzę ale tylko na fotografii.
Jestem pełnoletni i nie rozumiem na co i po co ja mam mieć coś wspólnego z całą rodzinką, skoro żyję zupełnie na własną rękę i sam się utrzymuję.
Już trzeci rok studiuję, jednak początkowo nie narzekałem na finanse. Jakoś dawałem sobie radę. Wszystko pogorszyło się w ubiegłym roku, gdy z powodu światowego kryzysu i ja zostałem bez roboty. Ogólnie rzecz biorąc za 2009 rok miałem 90 zł dochodu. Łapałem się dorywczych prac, aby cokolwiek dorobić. Bez problemu dostałbym w tym roku stypendium na uczelnie. W przyszłym raczej już nie ponieważ obecnie udało mi się zdobyć nową pracę i staram się jakoś wyjść ze wszystkich długów jakie pozostały po ubiegłym roku. I mam nadzieję, że mi się to uda, bo jak nie, będę musiał zawiesić od przyszłego semestru moje studia i wrócić do wspaniałomyślnej rodzinki.
Jednak tak wysokie stypendium jest dla mnie jak zbawienie, każdy teraz grosz się liczy i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiś przepis, który w końcu definitywnie oddzieli mnie od rodzinki.
Z góry dziękuję za wszelką podpowiedź.
Wszystkich to czytających proszę o radę jak mogę rozwiązać mój problem:
Dziś na mojej uczelni miałem spotkanie organizacyjne, podczas którego rozdawano do wypełnienia formularze dot. stypendium socjalnego plus wnioski o miejsce w akademiku. Ja jak zwykle, mimo, że w środku aż mnie ściska, musiałem odmówić. Wiele koleżanek i kolegów z grupy chętnie je wypełniło.
Na mojej uczelni mogę otrzymać:
- stypendium socjalne 650 zł/m-c płatne przez 10 m-cy
- miejsce w akademiku uczelni
- stypendium mieszkaniowe 300 zł/mc przez 10 m-cy
- stypendium wyżywieniowe 200 zł/m-c przez 10 m-cy
razem nawet 1150 zł/m-c, co jest dla mnie bardzo dużą kwotą pozwalającą spokojnie studiować.
Jednak! Dochód nie może przekraczać 602 zł netto na jedną osobę w rodzinie. I tutaj zaczynają się schody. Pochodzę z wielodzietnej rodziny i na pewno nie przekraczałbym tego progu gdyby nie firma założona przez moją siostrę na spółkę z mamą. Ja z tego nie mam absolutnie ani grosza, nigdy nie miałem i mieć nie będę. Gdy dziś przesłałem siostrze papiery z uczelni w sprawie tych stypendiów, to ona stwierdziła, że: "jesli juz taki dobry jestes w tej nauce to sie postaraj o stypendium naukowe" - odpowiedź na mojego emaila do siostry. Ogólnie rodzice uznali, że moja przeprowadzka 300 km od domu do Warszawy i rozpoczęcie studiów to bynajmniej głupi pomysł i lepiej byłoby gdybym w domu siedział...
Moje pytanie do Państwa:
Co muszę zrobić, aby nikt nigdzie w dokumentach nie mówił mi, że jestem związany finansowo z rodziną. Krótko mówiąc ja nie chce mieć nic wspólnego z rodzinką, z którą dobrze to ja może wychodzę ale tylko na fotografii.
Jestem pełnoletni i nie rozumiem na co i po co ja mam mieć coś wspólnego z całą rodzinką, skoro żyję zupełnie na własną rękę i sam się utrzymuję.
Już trzeci rok studiuję, jednak początkowo nie narzekałem na finanse. Jakoś dawałem sobie radę. Wszystko pogorszyło się w ubiegłym roku, gdy z powodu światowego kryzysu i ja zostałem bez roboty. Ogólnie rzecz biorąc za 2009 rok miałem 90 zł dochodu. Łapałem się dorywczych prac, aby cokolwiek dorobić. Bez problemu dostałbym w tym roku stypendium na uczelnie. W przyszłym raczej już nie ponieważ obecnie udało mi się zdobyć nową pracę i staram się jakoś wyjść ze wszystkich długów jakie pozostały po ubiegłym roku. I mam nadzieję, że mi się to uda, bo jak nie, będę musiał zawiesić od przyszłego semestru moje studia i wrócić do wspaniałomyślnej rodzinki.
Jednak tak wysokie stypendium jest dla mnie jak zbawienie, każdy teraz grosz się liczy i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiś przepis, który w końcu definitywnie oddzieli mnie od rodzinki.
Z góry dziękuję za wszelką podpowiedź.