B
blade65
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2009
- Odpowiedzi
- 4
:!: Historia jak scenariusz do filmu.Tydzień temu zostaliśmy bez żadnego powodu wyrzuceni na ulicę.My czyli ja,moja przyjaciółka,jej 4 letnie dziecko i jej brat. Malo tego wyrzuceni to jeszcze okradzeni ze wszystkiego co mieliśmy.Zostaliśmy w tym co mieliśmy na sobie,bez pieniędzy,bez dokumentów i bez dachu nad głową.
Do Anglii przyjechaliśmy dwa lata temu.Pracę dostaliśmy prawie od razu.Po pół
roku mieszkania kątem u znajomych udało nam się wynająć pokój i przyjaciółka
ściągnęła z Polski swoje dziecko a kilka miesięcy później przyjechał także
jej brat.Szukaliśmy czegoś większego i w końcu udało się nam wynająć dwa pokoje w domu gdzie również mieszkali Polacy.Nasza landlordka miała kilka takich domów a jesienią zeszłego roku kupiła kolejny,położony obok tego w którym mieszkaliśmy. Zaproponowała że przeniesie nas i będziemy mieszkać osobn
biecała przyjaciółce pomoc w załatwieniu wszelkich dodatków,zarówno na dziecko jak i dopłatę do czynszu.
Dom wymagał drobnych remontów,które ja miałem robić a landlordka miała koszty odliczać od rentu.Na początku grudnia wprowadziliśmy się do nowego domu i podpisaliśmy kontrakt.
W/g kontraktu mieliśmy płacić 1150 funtów miesięcznie ale landlordka chciała do ręki tylko 600 funtów.Resztę miał dopłacić Councill po załatwieniu wszystkich formalności. W styczniu zamieszkała z nami dziewczyna z 5-letnią córką którą pobił jej chłopak i landlordka dlatego przeniosła ją do nas.Przez pierwszy miesiąc był spokój ale później zaczął ją nachodzić w nocy,pijany i robił awantury.Poinformowaliśmy o tym lanlordkę więc zaproponowała a właściwie to brzmiało jak by nam kazała żeby się stamtąd przeprowadzić do jej pustego dwupokojowego mieszkania.W sobotę 28 marca przyjechała do nas wieczorem i powiedziała żebyśmy spakowali jak najwięcej rzeczy
to następnego dnia przewiezie nam swoim samochodem.W niedzielę w południe zabrała przygotowane pakunki.W większości były to ubrania i wszystkie moje narzędzia.Pomyślałem sobie że zaproponuję jej pomoc i pojadę z nią żeby rozładować samochód ale kategorycznie odmówiła.Zdziwiło mnie to bo każda inna kobieta przyjęła by taką pomoc.Gdy przyjechała
drugi raz powiedziała że mamy być w poniedziałek rano na 8.30 w Councilu żeby zmienić adres i nawet zamówiła nam taksówkę i dała pieniądze żeby za nią zapłacić. Na dodatek zbrała klucze od domu pod pozorem dorobienia co również mnie zdziwiło. Gdy rano pojechaliśmy do Councilu okazało się że jej tam nie ma i nikt nie wie o co chodzi. Czym prędzej wróciliśmy do domu.Niestety było już za późno.Reszta naszych rzeczy leżała na wielkiej kupie przed domem a najcenniejsze rzeczy zginęły a raczej zostały skradzione.
Klamki z drzwi były wyjęte a cały dom zamknięty.Zadzwoniliśmy do niej a ona powiedziała że mamy rzekomo jej oddać jakieś pieniądze i tu podała sumę 5 tysięcy funtów.Płaciliśmy jej regularnie co dwa tygodnie z góry więc długu żadnego nie było.Domyślam się że że chodziło jej o tę różnicę
którą miał dopłacać Council ale z naszych wyliczeń wynika że jest to 2110 funtów minus koszt wykonanych przeze mnie prac w domu (ok 1000 funtów) więc tak naprawdę musielibyśmy jej dopłacić tylko ok 1200funtów.Podejrzewam że była w zmowie z sąsiadem i on jej we wszystkim pomagał a my zapewne nie jesteśmy pierwszymi jej ofiarami.Zgłosilibyśmy to odrazu na policję ale zagroziła że jeśli to zrobimy to ona wywiezie nasze rzeczy na pierwsze lepsze wysypisko. Poza tym wywiozła wszystko do jakiegoś swojego domu.Można się tylko domyślać ale dokładnie
nie wiadomo do którego.Wyciągnęliśmy z Councilu kopię kontraktu,tam jest podany jej adres ale zaznaczone że tylko do korespondencji.Wydaje mi się że jednak to jest jej adres zamieszkania. Mimo gróźb z jej strony wybieram się z tym na policję.Wczoraj do niej dzwoniliśmy.Nadal żąda 5 tysięcy funtów.Z obliczeń naszych wynika że nawet jakbyśmy płacili jej za każdy przez nas wynajęty pokój osobno to różnica którą jej niby jesteśmy winni nie przekracza 1800 funtów.W/g kontraktu mieszkaliśmy tam od 16 tygodni czyli 4 miesiące.Pomnożyć to przez kwotę uzgodnioną w umowie to jest
1150x4 daje 4600 z czego zostało jej zapłacone 4 x 600 czyli 2400.Dodatkowo landlordka stwierdziłaże jej nie płaciliśmy przez ostatnie 3 miesiące, co oczywiście jest nieprawdą.Całą rozmowę telefoniczną
nagrałem gdzie wyraźnie żąda 5 tys więc może to być jakiś dowód.Wiem że nie można nikogo tak wyrzucić z domu bez nakazu sądowego, tym bardziej matki z małym dzieckiem i na dodatek okraść z całego dobytku
a jeśli chodzi o pieniądze to chyba powinna założyć sprawę w sądzie a nie samowolnie okradać ludzi. Wiele by można jeszcze tutaj pisać ale już zaczynam się w tym wszystkim gubić.Nieprzespane noce,nerwica
i ogromny stres robią swoje.Dlatego też zwracam się o poradę żeby znaleźć jakieś wyjście z całej sytuacjii odzyskać skradzione mienie.
Do Anglii przyjechaliśmy dwa lata temu.Pracę dostaliśmy prawie od razu.Po pół
roku mieszkania kątem u znajomych udało nam się wynająć pokój i przyjaciółka
ściągnęła z Polski swoje dziecko a kilka miesięcy później przyjechał także
jej brat.Szukaliśmy czegoś większego i w końcu udało się nam wynająć dwa pokoje w domu gdzie również mieszkali Polacy.Nasza landlordka miała kilka takich domów a jesienią zeszłego roku kupiła kolejny,położony obok tego w którym mieszkaliśmy. Zaproponowała że przeniesie nas i będziemy mieszkać osobn
Dom wymagał drobnych remontów,które ja miałem robić a landlordka miała koszty odliczać od rentu.Na początku grudnia wprowadziliśmy się do nowego domu i podpisaliśmy kontrakt.
W/g kontraktu mieliśmy płacić 1150 funtów miesięcznie ale landlordka chciała do ręki tylko 600 funtów.Resztę miał dopłacić Councill po załatwieniu wszystkich formalności. W styczniu zamieszkała z nami dziewczyna z 5-letnią córką którą pobił jej chłopak i landlordka dlatego przeniosła ją do nas.Przez pierwszy miesiąc był spokój ale później zaczął ją nachodzić w nocy,pijany i robił awantury.Poinformowaliśmy o tym lanlordkę więc zaproponowała a właściwie to brzmiało jak by nam kazała żeby się stamtąd przeprowadzić do jej pustego dwupokojowego mieszkania.W sobotę 28 marca przyjechała do nas wieczorem i powiedziała żebyśmy spakowali jak najwięcej rzeczy
to następnego dnia przewiezie nam swoim samochodem.W niedzielę w południe zabrała przygotowane pakunki.W większości były to ubrania i wszystkie moje narzędzia.Pomyślałem sobie że zaproponuję jej pomoc i pojadę z nią żeby rozładować samochód ale kategorycznie odmówiła.Zdziwiło mnie to bo każda inna kobieta przyjęła by taką pomoc.Gdy przyjechała
drugi raz powiedziała że mamy być w poniedziałek rano na 8.30 w Councilu żeby zmienić adres i nawet zamówiła nam taksówkę i dała pieniądze żeby za nią zapłacić. Na dodatek zbrała klucze od domu pod pozorem dorobienia co również mnie zdziwiło. Gdy rano pojechaliśmy do Councilu okazało się że jej tam nie ma i nikt nie wie o co chodzi. Czym prędzej wróciliśmy do domu.Niestety było już za późno.Reszta naszych rzeczy leżała na wielkiej kupie przed domem a najcenniejsze rzeczy zginęły a raczej zostały skradzione.
Klamki z drzwi były wyjęte a cały dom zamknięty.Zadzwoniliśmy do niej a ona powiedziała że mamy rzekomo jej oddać jakieś pieniądze i tu podała sumę 5 tysięcy funtów.Płaciliśmy jej regularnie co dwa tygodnie z góry więc długu żadnego nie było.Domyślam się że że chodziło jej o tę różnicę
którą miał dopłacać Council ale z naszych wyliczeń wynika że jest to 2110 funtów minus koszt wykonanych przeze mnie prac w domu (ok 1000 funtów) więc tak naprawdę musielibyśmy jej dopłacić tylko ok 1200funtów.Podejrzewam że była w zmowie z sąsiadem i on jej we wszystkim pomagał a my zapewne nie jesteśmy pierwszymi jej ofiarami.Zgłosilibyśmy to odrazu na policję ale zagroziła że jeśli to zrobimy to ona wywiezie nasze rzeczy na pierwsze lepsze wysypisko. Poza tym wywiozła wszystko do jakiegoś swojego domu.Można się tylko domyślać ale dokładnie
nie wiadomo do którego.Wyciągnęliśmy z Councilu kopię kontraktu,tam jest podany jej adres ale zaznaczone że tylko do korespondencji.Wydaje mi się że jednak to jest jej adres zamieszkania. Mimo gróźb z jej strony wybieram się z tym na policję.Wczoraj do niej dzwoniliśmy.Nadal żąda 5 tysięcy funtów.Z obliczeń naszych wynika że nawet jakbyśmy płacili jej za każdy przez nas wynajęty pokój osobno to różnica którą jej niby jesteśmy winni nie przekracza 1800 funtów.W/g kontraktu mieszkaliśmy tam od 16 tygodni czyli 4 miesiące.Pomnożyć to przez kwotę uzgodnioną w umowie to jest
1150x4 daje 4600 z czego zostało jej zapłacone 4 x 600 czyli 2400.Dodatkowo landlordka stwierdziłaże jej nie płaciliśmy przez ostatnie 3 miesiące, co oczywiście jest nieprawdą.Całą rozmowę telefoniczną
nagrałem gdzie wyraźnie żąda 5 tys więc może to być jakiś dowód.Wiem że nie można nikogo tak wyrzucić z domu bez nakazu sądowego, tym bardziej matki z małym dzieckiem i na dodatek okraść z całego dobytku
a jeśli chodzi o pieniądze to chyba powinna założyć sprawę w sądzie a nie samowolnie okradać ludzi. Wiele by można jeszcze tutaj pisać ale już zaczynam się w tym wszystkim gubić.Nieprzespane noce,nerwica
i ogromny stres robią swoje.Dlatego też zwracam się o poradę żeby znaleźć jakieś wyjście z całej sytuacjii odzyskać skradzione mienie.