Sytuacja w bibliotece publicznej

  • Autor wątku Autor wątku Yakub
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Y

Yakub

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2019
Odpowiedzi
10
Cześć, poniżej opis sytuacji, bardzo proszę o opinię:

Pani z ochrony biblioteki podeszła do mnie, gdy stałem przy wejściu do windy. Twierdziła, że poruszam się po bibliotece hulajnogą, podczas gdy prowadziłem hulajnogę (wyłączoną) przy sobie. Na pytanie, czy Pani zdaniem prowadzenie hulajnogi obok siebie jest poruszaniem się na hulajnodze, odparła twierdząco. Problem w tym, że prawo polskie rozróżnia te dwa stany rzeczy, chociażby przez to, że poruszanie się w stanie nietrzeźwości rowerem lub hulajnogą podlega karze, a prowadzenie ich obok siebie już nie. Mimo to, złożyłem hulajnogę, ponieważ jest ona przystosowana do tego, aby ją nosić, jak nosi się np. teczkę. Pomimo tego, że hulajnoga była już w pozycji złożonej i trzymałem ją w ręku, Pani twierdziła, że to nadal jest poruszanie się hulajnogą okraszając tę wypowiedź „czego pan nie rozumie?”. Jako, że korzystam z tej biblioteki dobre kilka miesięcy i nigdy wcześniej nie słyszałem słowa na temat swojej hulajnogi, wszedłem do windy, a Pani powiedziała, znikając za zamykającymi się drzwiami windy, że pokaże mi zapis w regulaminie, który odnosi się do w/w kwestii. Po dłuższej chwili podeszła do stanowiska, przy którym siedziałem. W regulaminie są dwa zapisy odnoszące się bezpośrednio i pośrednio do zaistniałej sytuacji: pierwszy mówi o tym, że istotnie, nie wolno poruszać się po budynku rowerem lub hulajnogą. Nie ma natomiast nic na temat prowadzenia hulajnogi obok siebie. Drugi zapis stanowi o konieczności pozostawienia roweru na zewnątrz biblioteki, nie ma tam jednak nic na temat hulajnóg. Może właśnie dlatego od kilku miesięcy nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi. Zawsze zostawiam hulajnogę w miejscu bezpiecznym, niewidocznym i niedostępnym dla innych użytkowników biblioteki (pod schodami, pod które się nie da wejść i nikt oprócz personelu sprzątającego prawdopodobnie tam nie zagląda. Cała sytuacja stała się napięta w momencie, kiedy Pani zażądała potwierdzenia tożsamości. Ma takie prawo, natomiast ja nie mam obowiązku okazać jej dokumentu tożsamości i nie zrobiłem tego, bo Pani od początku była nastawiona na eskalację, pokrzykiwała, mówiła o swojej mocy, ewidentnie była na ego tripie, na który mam awersję. Nie zrobiłem tego jeszcze z dwóch powodów, o czym ją poinformowałem. Po pierwsze – nie jest funkcjonariuszem publicznym, a po drugie mogę np. nie mieć dokumentu przy sobie, polskie prawo nie nakłada obowiązku na obywatela, aby taki dokument posiadać. Nagle, Pani sięgnęła po mój portfel leżący na biurku, co było jawnym przekroczeniem jej kompetencji, dlatego od tej pory postanowiłem nagrywać Pani poczynania. Gdybym nie udaremnił zamiaru Pani Ochroniarz, doszłoby do samowolnego użycia cudzej rzeczy, co podlega karze grzywny lub nagany. Pani zrobiła to pod kamerą, więc jeśli będzie do konieczne, można w każdej chwili zabezpieczyć nagranie i zweryfikować opisywaną sytuację. Pani wzbraniała się przed nagrywaniem jej, mówiąc, że nie mam prawa tego robić. Jednak jako że biblioteka jest miejscem publicznym, a ja jestem uczestnikiem rozmowy, którą prowadzę, to na własny użytek mogę chyba nagrywać zachowanie każdej osoby, z którą wchodzę w interakcję?

To z grubsza tyle. Będę wdzięczny za komentarz, czy w którymś momencie zachowałem się niezgodnie z przepisami lub regulaminem (nie wiem, może jest jakiś zapis, że każdy artykuł regulujący postępowanie rowerzystów automatycznie aplikuje się do hulajnóg, albo cokolwiek innego?), a także, czy jest sens składać skargę na ochroniarza, który uporczywie nęka użytkownika biblioteki bez powodu (no chyba, że powód był), i dodatkowo usiłuje dysponować jego rzeczami osobistymi.
 
Ostatnia edycja:
Pani zdecydowanie miała gorszy dzień i absolutnie przekroczyła swoje uprawnienia. Oczywiście możesz złożyć skargę, ale osobiście wstrzymałbym się z tym do momentu aż sytuacja się powtórzy.
 
Powrót
Góra