Szczekający okazjonalnie pies - czy coś nam grozi?

  • Autor wątku Autor wątku youcandoit
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Y

youcandoit

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2013
Odpowiedzi
4
Witam,

wynajmujemy mieszkanie w kamienicy. Mamy roczną suczkę, która poszczekuje pod naszą nieobecność. Nie jest to stałe, uciążliwe wycie/szczekanie wynikające z tęsknoty czy lęku separacyjnego jak u niektórych psów, ale raczej szczekanie ostrzegawcze, gdy słyszy, że ktoś kręci się w okolicach drzwi.

Ogólnie ma dość donośny głos, ale szczeka raptem kilka - maksymalnie kilkanaście razy dziennie po minucie-dwie max.

Od niedawna mamy zatarg ze starszą sąsiadką z innego powodu (obraziła się, że sporadycznie korzystamy z ogrodu, bo według niej wynajmujący nie mają do tego prawa (mamy zgodę właścicieli)) i zaczęła twierdzić, że nie może znieść szczekania psa i straszyć administratorem. Dodam, że inni lokatorzy także na nią narzekają (mówią o niej "ta wojująca").

Z psem rano wychodzę na godzinę, żeby się wybiegał, podczas naszego pobytu w pracy przychodzi wynajęta osoba do wyprowadzania, żeby pies się wyszalał i spał. Mimo to od czasu do czasu szczeka.

Pytanie - czy takie szczekanie raz na jakiś czas podchodzi pod zakłócanie porządku publicznego? Mamy się obawiać wizyt administratora/policji/straży miejskiej? Czy mogą nas jakoś ukarać?

Dodam, że początkowo były dwa psy, jednak jedna z suczek cierpiała na lęk separacyjny i rzeczywiście jej szczekanie było bardzo uciążliwe, więc po nieudanym szkoleniu u behawiorysty i skargom sąsiadów suczka pojechała do mojej babci na wieś (gdzie jest całe szczęście bardzo szczęśliwa). Wykazaliśmy więc dobrą wolę i rozwiązaliśmy rzeczywisty problem - tym razem jednak uważam, że problem jest wyimaginowany i stanowi wyłącznie chęć zemsty sfrustrowanej starszej pani. Inna starsza pani, mieszkająca obok, twierdzi, że nasza suczka, mimo, że rzeczywiście poszczekuje, nie stanowi dla niej problemu.

Zastanawiam się, co by się jednak stało, gdyby sąsiedzi się zgadali i wszyscy byli przeciwko psu. Nie sądzę, żeby miało to miejsce (z większością innych sąsiadów żyjemy w zgodzie), ale jestem bardzo zestresowana zaistniałą sytuacją i próbuję się przygotować psychicznie na różne ewentualności.

Jeszcze jedno pytanie - czy musimy jedynie biernie czekać na rozwój wypadków, czy ewentualne ponawiania skarg starszej pani można uznać za nękanie i przyjąć postawę aktywną (na jej ostrzeżenia zareagować ostrzeżeniem, że sami zgłosimy sprawę do odpowiednich organów)?

Dodam jeszcze, że większość sąsiadów, nawet starszych, oraz właściciele mieszkania, w którym mieszkamy od czasu do czasu się na nią skarżą, bo przeszkadza jej dosłownie wszystko, łącznie z telewizorem, który "zbyt głośno" oglądała umierająca starsza, niedosłysząca pani. Oczywiście nie mogę liczyć na to, że ktoś się oficjalnie pod tym podpisze, bo nikt nie chce problemów.
 
Ostatnia edycja:
A skad wiecie ile minut szczeka pod wasza nieobecnosc? Osobiscie mialem sasiadow gdzie pies szczekal od momentu opuszczenia przez nich domu do ich powrotu. Bylo to nie do zniesienia.
 
Wiemy, bo mamy już całą bibliotekę nagrań audio - nastawiamy laptopa pod naszą nieobecność. Powrót do domu rozpoczynamy od sprawdzania nagrania i jest tak, jak napisałam. Rozumiem, że pies ujadający całymi godzinami potrafi skutecznie uprzykrzyć życie sąsiadom, ale nasza suczka do takich nie należy. Od momentu oddania poprzedniej suczki skargi sąsiadów ucichły - od paru miesięcy nie było żadnych problemów. Problem pojawił się w momencie, gdy sąsiadka z marsową miną zobaczyła nas wychodzących z ogrodu, do którego jej zdaniem nie mamy prawa. Przestała odpowiadać na powitania, ma wiecznie nadąsaną minę - a dodam, że w ogrodzie nie urządzaliśmy absolutnie żadnych imprez itp., byliśmy w nim dosłownie parę razy po godzinie (huśtaliśmy córkę na huśtawce). Krótko po tym wydarzeniu zaczęła się uskarżać na psa i grozić powiadomieniem administratora. Jesteśmy przekonani, że nie mogąc w żaden sposób zabronić nam pobytu w ogrodzie, zdecydowała się uderzyć na innym froncie. Według nas (i sąsiadki obok) ma po prostu wredny charakter i przeszkadza jej to, że ktoś się nie liczy z jej widzimisie (bo jak wytłumaczyć to, że "zabrania" nam huśtania dziecka)?

Btw - czy nagrania, które posiadamy, można wykorzystać jako dowód niewinności?
 
Ostatnia edycja:
Sąsiadka nic Wam nie zrobi. Jakby tak administracja traktowała poważnie każdą narzekającą staruszkę to by wywalali za plusk ryb w akwarium i trzaskanie drzwiami.
Szczerze? Najlepszym sposobem jest sympatyczne traktowanie sąsiadki, mówienie jej 'dzień dobry' itd. No i generalnie tyle, jak coś będzie gderać to można powiedzieć: "Mam nagrania, pies szczeka bardzo rzadko, nikt oprócz pani się nie skarży". Też mam sąsiada, któremu wszystko przeszkadza. Mieszkam na parterze więc zrobiłam kotom drabinkę do wychodzenia, to zrobił mi awanturę, że mój kot załatwia się w jego ogródku, co jest perfidnym kłamstwem, bo znam mojego kota i wiem, że byle gdzie nie nas...a ;) Zabrałam drabinkę gdzie indziej, nie kłóciłam się, dalej mówiłam mu "dzień dobry". I jakoś na tym się skończyło, a ci sąsiedzi co wojowali dalej mają z nim problemy.
 
Skoro jest tą "wojującą" to chyba jej skarg nie będą brali na poważnie.
 
Powrót
Góra