W
wiesiors4
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2020
- Odpowiedzi
- 14
Witam.
Potrzebuję pomocy w walce z PZU. Trochę rozpisałem sytuację, ale jeżeli kogoś interesuje wyłącznie sedno, to na dole pogrubioną czcionką napisałem clou sprawy
W listopadzie 2018 roku kupiłem samochód za 8400 złotych. Cena była zaniżona, gdyż było w nim do zrobienia kilka rzeczy za ponad 2000 złotych (mam na to fakturę). W przeciągu roku w celu doprowadzenia auta do stanu idealnego "włożyłem" kolejne 3 tysiące (łącznie więc 5 tys. zł).
Teraz do sedna. W listopadzie 2019 doszło do kolizji, OC sprawcy to PZU. TU stwierdziło, że to szkoda całkowita, przy czym wyliczyli to tak:
wartość auta sprzed szkody: 6932 złotych
wartość auta po szkodzie: 958 złotych
szacowany koszt naprawy: ponad 20 tysięcy złotych
więc wypłacili mi 5974 złote. Na początku myślałem, że zakres uszkodzeń jest mniejszy i że uda się auto naprawić, ostatecznie jednak nie opłaca mi się to. Za to, co mi wypłacili nie jestem w stanie zakupić takiego samego auta o zbliżonych parametrach i stanie technicznym. W zasadzie, to w tym pułapie cenowym można takie autko zakupić, ale w stanie technicznym i wizualnym agonalnym. Po prostu - jest to nieopłacalne, gdyż do auta za 6 tysięcy musiałbym dołożyć jeszcze 5 tysięcy z własnej kieszeni, których nie musiałbym wydawać gdyby do szkody nie doszło.
Wysłałem do PZU oficjalną reklamację, w której wnioskowałem o podwyższenie wartości auta sprzed szkody ze względu na stan techniczny (dołączyłem wszystkie faktury na naprawy - łącznie prawie 5 tysięcy złotych). Wspomniałem też, że za takie odszkodowanie nie jestem w stanie zakupić drugiego takiego auta o zbliżonych parametrach.
Dziś dostałem odpowiedź. PZU dopłaci mi całe 118 złotych, ze względu na usunięcie korekty regionalnej. W treści odpowiedzi napisali:
"Przeprowadzona analiza wykazała, że średnie ceny wywoławcze w dostępnych portalach internetowych pojazdów o
podobnych parametrach techniczno-eksploatacyjnych i zużyciu kształtują się na ustalonym poziomie.
Biorąc pod uwagę fakt, iż ceny transakcyjne są niższe nawet o ok. 10% , stwierdzamy iż wartość pojazdu ustalona w kwocie
7070,00 zł nie została zaniżona i odzwierciedla realną wartość rynkową pojazdu."
oraz:
"Poddano analizie udokumentowane ponoszone koszty na naprawę pojazdu – to koszty eksploatacyjne pojazdu
gwarantujące utrzymanie pojazdu w odpowiednim stanie technicznym zapewniającym możliwość korzystania z pojazdu
zgodnie z jego funkcja i przeznaczeniem.
Brak jest zatem podstaw do przyjęcia tych kosztów jako zwiększenia wartości pojazdu."
I teraz pytania z mojej strony:
- czy przy szkodzie całkowitej nie występuje zasada pełnego odszkodowania?
- Czy TU może wskazać na najtańsze egzemplarze na aukcjach twierdząc, że "przecież da się takie auto kupić w tym budżecie"?
- Po czyjej stronie jest prawo - czy dyferencyjna metoda wyliczenia odszkodowania wyczerpuje temat? Czy też powinienem rzeczywiście otrzymać takie odszkodowanie, które pozwoli mi na zakup auta w stanie technicznym jak moje, gdzie w swoim autku miałem "porobione" już wszystko?
- czy jest sens dalej się z nimi kopać?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Potrzebuję pomocy w walce z PZU. Trochę rozpisałem sytuację, ale jeżeli kogoś interesuje wyłącznie sedno, to na dole pogrubioną czcionką napisałem clou sprawy
W listopadzie 2018 roku kupiłem samochód za 8400 złotych. Cena była zaniżona, gdyż było w nim do zrobienia kilka rzeczy za ponad 2000 złotych (mam na to fakturę). W przeciągu roku w celu doprowadzenia auta do stanu idealnego "włożyłem" kolejne 3 tysiące (łącznie więc 5 tys. zł).
Teraz do sedna. W listopadzie 2019 doszło do kolizji, OC sprawcy to PZU. TU stwierdziło, że to szkoda całkowita, przy czym wyliczyli to tak:
wartość auta sprzed szkody: 6932 złotych
wartość auta po szkodzie: 958 złotych
szacowany koszt naprawy: ponad 20 tysięcy złotych
więc wypłacili mi 5974 złote. Na początku myślałem, że zakres uszkodzeń jest mniejszy i że uda się auto naprawić, ostatecznie jednak nie opłaca mi się to. Za to, co mi wypłacili nie jestem w stanie zakupić takiego samego auta o zbliżonych parametrach i stanie technicznym. W zasadzie, to w tym pułapie cenowym można takie autko zakupić, ale w stanie technicznym i wizualnym agonalnym. Po prostu - jest to nieopłacalne, gdyż do auta za 6 tysięcy musiałbym dołożyć jeszcze 5 tysięcy z własnej kieszeni, których nie musiałbym wydawać gdyby do szkody nie doszło.
Wysłałem do PZU oficjalną reklamację, w której wnioskowałem o podwyższenie wartości auta sprzed szkody ze względu na stan techniczny (dołączyłem wszystkie faktury na naprawy - łącznie prawie 5 tysięcy złotych). Wspomniałem też, że za takie odszkodowanie nie jestem w stanie zakupić drugiego takiego auta o zbliżonych parametrach.
Dziś dostałem odpowiedź. PZU dopłaci mi całe 118 złotych, ze względu na usunięcie korekty regionalnej. W treści odpowiedzi napisali:
"Przeprowadzona analiza wykazała, że średnie ceny wywoławcze w dostępnych portalach internetowych pojazdów o
podobnych parametrach techniczno-eksploatacyjnych i zużyciu kształtują się na ustalonym poziomie.
Biorąc pod uwagę fakt, iż ceny transakcyjne są niższe nawet o ok. 10% , stwierdzamy iż wartość pojazdu ustalona w kwocie
7070,00 zł nie została zaniżona i odzwierciedla realną wartość rynkową pojazdu."
oraz:
"Poddano analizie udokumentowane ponoszone koszty na naprawę pojazdu – to koszty eksploatacyjne pojazdu
gwarantujące utrzymanie pojazdu w odpowiednim stanie technicznym zapewniającym możliwość korzystania z pojazdu
zgodnie z jego funkcja i przeznaczeniem.
Brak jest zatem podstaw do przyjęcia tych kosztów jako zwiększenia wartości pojazdu."
I teraz pytania z mojej strony:
- czy przy szkodzie całkowitej nie występuje zasada pełnego odszkodowania?
- Czy TU może wskazać na najtańsze egzemplarze na aukcjach twierdząc, że "przecież da się takie auto kupić w tym budżecie"?
- Po czyjej stronie jest prawo - czy dyferencyjna metoda wyliczenia odszkodowania wyczerpuje temat? Czy też powinienem rzeczywiście otrzymać takie odszkodowanie, które pozwoli mi na zakup auta w stanie technicznym jak moje, gdzie w swoim autku miałem "porobione" już wszystko?
- czy jest sens dalej się z nimi kopać?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.