szkoła prywatna - pokrzywdzona cała pierwsza klasa :(((

  • Autor wątku Autor wątku possum
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

possum

Użytkownik
Dołączył
06.2012
Odpowiedzi
82
Witam, mam pytanie (pilne).
Czy ktoś się zna z Państwa na prawie w zakresie zawierania umowy ze szkołą prywatną (publiczną).
Nie mam konkretnych zarzutów, szkoła idzie na granicy prawa, teoretycznie może się wyboronić ale..
co ja mogę zrobić w mojej sytuacji?
posłałam synka do pierwszej klasy szkoły prywatnej publicznej.
Pierwsza ich wychowawczyni była w 5 miesiącu ciąży jak przyszła uczyć. Oczywiście była połowę czasu na zwolnieniu lekarskim. Zastępowała ją inna pani, też nawiasem mówiąć w ciązy. W grudniu przyszła inna nauczycielka, bo ta ich pierwsza wychowawczyni pracowała do końca listopada.
Ta nowa w zasadzie mało co popracowała - zaraz zaszła w ciązę, chorowała (w tym niby była zaczadzona i byłą w szpitalu). Także faktycznie to była gościem w szkole. Zastępowały ją w kratkę różne nauczycielki. Aż po buncie rodziców - od marca przyszła na umowę zlecenia inna pani na zastępstwo. Dyrektorka obwieściła że to ze strony szkoły poświecenie, bo płaci zastępczyni aż 25 zł brutto na godzinę. Zastępczyni pracowała niecały miesiąć. Od pojutrza czyli 28 marca ma przyjść nowa pani na zastępstwo (chyba normalna umowa o pracę, ale nie jestem pewna bo porpzednia na zastępstwo miała zlecenia). Teraz nie wiem kto jest konkretnie wychowawczynią, itp., komu usprawidliwiać godziny itp.
Szkoła nie ma stołówki, wydzielonego miejsca na spożywanie jedzenia. Menu czasami się nie pokrywa z faktycznie dostawanym jedzeniem. dzici spozywaja z plastikowych kubków i styropianów. Nie ma też biblioteki. Dzieci dosłownie przebierają się w ubikacji na wf bo nie ma przebieralni. Jak oglądałam szkołe to zastępczyni dyrektorki twierdziła, że nie ma jak pokazać wszystkich pomieszczeń (np gdy pytałam o stołówke) bo wynajmują budynek od wyższej szkoły i nie miała akurat klucza (kłamstwo, bo stołóka nie istniała)
Dyrektorka/włascicielka jest do tego stopinia zakłamana, że na ostatnim spotkaniu z rodzicami powiedziała ze od drugiej klasy przyjdzie sprawdzona nauczycielka która obecnie uczy w przedszkolu. A jak się okazało, to ta sama nauczycielka była już przyobiecana tydzień przed naszą wywiadówką grupie zerókowej (przedszkole ma tego samego właściciela). Także grają na dwa fronty..
Na 16-oro uczniów co najmniej 3 chodzi już do psychologa (wiem od rodziców z informacji podanej do publiczności).
Na przerach dzieci praktycznie nie mają opieki, bo jedna nauczycielka dyżurna nie ogarnia całej szkoły.
Dzieci chodzą jeszcze na basen i squasha.
Często jedna nauczycielka idzie z nimi na tego squasha (wcześniej i w zaawansowanej ciązy 3 km pieszao w 1 stronę), nie jest w stanie zapewnić opieki dzieciom, bo dzieci grają jednocześnie na dwóch odseparowanych korytarzem salach, jest jeden instruktor, a nauczycielka w tym czasie co rusz idzie do wc z jakims uczniem.
Rodzice nie wiedzą co robić, dzwoniliśmy do kuratorium, ale powiedziano że przekazują dane do dyrekcji kto zgłosić interwencję, panie w gminie też mają to gdzieś..
teraz przychodzi jakaś nowa pani nauczycielka, też nie wiadomo na jak długo, czy szybko nie ucieknie pracując za psie pieniądze. Na marginesie, poprzednia pani zarabiała na umowie zlecenia 25 zł brutto. Była to tak wysoka (dosłownie) suma, że podkreślała to dyrektorka/włascicielka na ostatnim zebraniu. Oczywiście to było w kontekście ile to szkoła traci na zastępstwie (aczkolwiek ZUS płaci jak nauczyciel jest jakiś czas nieobecny - to było pominięte).
Mój syn dostał silnej nerwicy, ma silne tiki nerwowe.
Nie wiem jakie są prawa rodzica w takiej sytuacji, czy może czegoś dochodzić? Bo dyrektorka ma swoje prawo i przekonania. M.in. niedawno został wyrzucony jeden chlopiec z klasy (nie mój syn) za niebezpieczne zachowania względem dzieci. rodzice ujęli się za nim i decyzja po skomplikowanej sytuacji została zmieniona. Dyrektorka oświadczyła, że szkoła dba o bezpieczeństwo dzieci i nie interesują szkołe żadne oświadczenia/opinie od psychologów jeżeli dziecko będzie niebezpieczne. Następnie dodała - bo za niedługo może przyjsc ktoś z oświadczeniem ze dziecko ma schozofrenię i wbije komuś nóż".
Ta nauczycielka która przychodzi za dwa dni niewiadomo co to za jedna, jakie ma ukończone szkoły, gdzie doświadczenie. Czy szkoła ma obowiązek udzielenia takiej informacji jeżeli o to zapytam??
W dodatku płacę za ta szkołe co miesiąc czesne..
Proszę ludzie, pomóżcie :((
 
A jaki problem prawny? Co chcesz osiągnąć?
 
reklamacja jakości usług (kilka wychowawczyń w ciągu roku), nie zastosowanie się do przepisów - brak wydzielonego miejsca na stołówkę, każdy może wchodzić do szkoły - drzwi na oścież otwarte, brak bezpieczeństwa na zajęciach.
proszę tylko prawnikow o odpowiedz, nie amatorów żeby wszystko tłumaczyć
 
To jest szkoła prywatna o uprawieniach szkoły publicznej. Placi się czesne. Pomysliłeś z państwową.
Proszę ponownie o niekomentowanie w moim wątku przez totalnych amatorów. Wstyd.
 
W każdej szkole NIE MUSI być stołówki.

Co do reszty to ciężar dowodu spoczywa na Pani. W takim wypadku jak Pani chce argumentować że dziecko nie jest bezpieczne podczas zajęć, a zmiana nauczyciela obniża jakoś świadczonej usługi (nauczania).

I najważniejsze, jak wygląda umowa?
 
@possum Obrażasz ludzi. Wiesz? Jednakowoż skoro taką postawę prezentujesz tutaj, to opis sytuacji może być mało obiektywny. I nie ty jesteś gospodarzem tego forum.
 
possum napisał:
Mój syn dostał silnej nerwicy, ma silne tiki nerwowe
wiążesz to ze szkołą?
przepisz dziecko do innej szkoły, tylko przedtem sprawdź wszystko dokładnie, popytaj innych rodziców
 
digiton napisał:
@possum Obrażasz ludzi. Wiesz? Jednakowoż skoro taką postawę prezentujesz tutaj, to opis sytuacji może być mało obiektywny. I nie ty jesteś gospodarzem tego forum.


Z Panem skończyłam dyskusję.
Jest Pan hotelarzem a nie prawnikiem. Tyle w temacie. Proszę nie mącić a zająć się czymś pożytecznym.
 
Nibiru H1 napisał:
W każdej szkole NIE MUSI być stołówki.

Co do reszty to ciężar dowodu spoczywa na Pani. W takim wypadku jak Pani chce argumentować że dziecko nie jest bezpieczne podczas zajęć, a zmiana nauczyciela obniża jakoś świadczonej usługi (nauczania).

I najważniejsze, jak wygląda umowa?

Nie musi być stołówki, tego nie twierdziłam.
Wg Rozporządzenia MEN (Dz.U. 2003,Nr 6 poz. 69) dzieci nie muszą spożywać jedzenia na stołówce. Jeżeli nie ma stołówki to spożywają jedzenie " w innych pomieszczeniach wydzielonych w tym celu".
A w tej szkole jedzą na tych samych stolikach, uczą się, a popołudniu ta sama sala stanowi świetlicę dla całej szkoły.

Ktoś pytał, czy to że dziecko stało się nerwowe przez szkołę czy wiąze jedno z drugim. Pytałam sama psychologa, stwierdził że tak, jeżeli od września mają 5 wychowawczynię (dosłownie) plus kilka innych z doskoku.
Poza tym dzieci przebierają się w ubikacjach na zajęcia wf.
Jedzenie jest fatalne - np kotlety z jajka. To jest sama mąka wymieszana z jajkiem i zasmażane na tłuszczu.

Ktoś pytał o umowę. Umowa stanowiła ogólniki.

Dyrekcja na każdym kroku niestety kłamie, tu chodzi o pewne morale. Np obiecują, że przyjdzie sprawdzona pani (wrci z macierzyńskiego od września), a jednocześnie obiecali tą panią innej grupie zerówkowej, którą wcześniej prowadziła i sprawa jest praktycznie przesądzona.

Szkoła z jednej klasy ma przychodu 15 tys zł (nasze czesne plus dotacja). Nauczyciele są zatrudniani na umowach śmieciowych za najniższa krajową.
Ale za to szkoła ma doskonały marketing. Do tego stopnia, że jest 2 dzieci na jedno miejsce i są egzaminy wstępne.
Jakich więc knifów używają?
To już jako ciekawostka.
Dzieci wygrywają konkursy na szczeblu powiatowym, jednak często szkoła nie wpisuje kto je organizuje, bo.. sama jest organizatorem.
Albo szkoła bierze udział w mało popularnych konkursach. Np ostatnio w szachy. W naszym mieście tylko dwie szkoły mają szachy w programie nauczania (przedmiot ten będzie na świadectwie). Ta szkoła zdobyła drugie miejsce. I wystarczyło to do pisania, że odnieśli sukces w nauce szachów.
Do szkoły chodza dzieci obcokrajowców (nieliczna grupka). Oni wygrywają konkursy z ang (klasy 2-4), ale to dlatego, ze mowia w domu po ang z rodzicem. To tez nie zasługa szkoły, ale napędza marketing.
Niedawno dostaliśmy maila, że jeżeli dzieci mają się pochwalić jakimiś osiągnieciami to mają przynieść swoje dyplomy (z podkreśleniem że oryginały), puchary. Te trofea zostaną ustawione w gablocie szkolnej...

Może to wszystko dobrze brzmi na zewnątrz, ale faktycznie są ogromne zaniedbania ze strony szkoły. W tym edukacyjne. Dzieci maja do przerobienia 4 książki w pierwszej klasie. Niedawno zaczęli przerabiać 3-cią, i to głownie w domu, bo w szkole tylko nauczyciele się zmieniają..
Poza tym jest jakaś "zaraza", ciągle nauczyciele są na L4.
Są jeszcze takie przekłamania, albo przypadkowe niedociągnięcia, że np na stronie szkoły pisze że jedna pani ma wykształcenie mgr, a ma licencjata.
Takie drobiazgi, ale pisze o nich żeby wskazać na morale dyrekcji (która nawiasem mówiąc jest w teorii, głowna i wice są na macierzyńskim, przychodzą z doskoku, ale rzadko)
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra