Testamentalne nabycie spadku i dalszy brak praw własności.

  • Autor wątku Autor wątku Marvin55
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Marvin55

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2022
Odpowiedzi
1
Witam wszystkich serdecznie,

Sprawa jest dość dziwna, a zarazem ciekawa. Dotyczy ona mojej babci i prawa własności do budynku i działki gdzie obecnie mieszka.

Zacznijmy od początku.
Dwoje ludzi kupuje działkę, są to rodzice mojej babci. Budują dom. Są właścicielami tej nieruchomości na podstawie aktu własności który to posiadamy. (Księgi wieczystej nigdy nie było). Małżeństwo sobie mieszka, doczekali się 3 dzieci. Jednym z nich jest moja babcia. Pradziadek umiera w roku 74. Następnie w roku 78 prababcia sprowadza urzędnika państwowego który to spisuje testament przy świadkach (sąsiadach) zgodny z jej wolą którą jest przekazanie w całości swojego majątku w postaci tej działki i budynku córce czyli babci. Wymienione tam jest jaki obszar ma działka, adres metraż domu, oraz zapis że pozostałych dwoje dzieci zobowiązuje się spłacić. Wszystko zatwierdzone, opłacone znaczkami. Następnie za jakiś czas dopisano że pozostali z dwójki rodzeństwa przyjęli pieniądze, jest kwota ich podpisy oraz to że na tej podstawie nie będą wnosić żadnych dodatkowych roszczeń.

Mijają lata, prababcia umiera w 1998 roku. W 2003 roku babcia zakłada sądową sprawę o nabycie spadku. Sąd bezproblemowo uznaje ten spadek i wydaje stosowne postanowienie na którym jest napisane że majątek po zmarłej matce przechodzi na nią w całości zgodnie z testamentem kaligraficznym spisanym tego i tego dnia. Po uprawomocnieniu się orzeczenia, przychodzi listem poleconym odpis tego postanowienia.

Co dalej? Nic... Była w tamtym czasie w urzędzie, była u notariusza, była w urzędzie skarbowym. Wszędzie ją odesłano z kwitkiem nie podając żadnego konkretnego argumentu, ani podstawy prawnej co jest nie tak lub czego brakuje. Odpuściła.

Po kilku latach prowadzono przez tą działkę gazociąg i poszerzano ulicę. Nie przysługiwało jej w tamtym momencie żadne zadośćuczynienie bo nie miała żadnych praw do tego gruntu (słusznie moim zdaniem bo tak wtedy było) udała się do rady prawnego który to po poczytaniu dokumentacji stwierdził że najlepszą drogą będzie nabycie tej nieruchomości poprzez uwaga ,,uwłaszczenie".

Z racji tego że kobicina ma już blisko 80 lat trzeba wreszcie wyprostować te wieloletnie zaniedbania. W połowie zeszłego roku była ponownie u notariusza który stwierdził że ,,to bardzo skomplikowana sprawa" i to ,,że ktoś komuś coś zapisuje to nie znaczy że tak jest". Takie argumenty uzyskała po konsultacji z tym Panem.
 
Możecie spróbować założyć KW. Jak się nie uda to zostaje zasiedzenie (a nie uwłaszczenie).
 
Powrót
Góra