S
sealene
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 3
Witam, niespełna dwa tygodnie temu sprzedałam kozaki przez internet, nie jest to sprzedaż poparta przez żaden serwis aukcyjny formatu Allegro, lecz ustalona prywatnie przez jeden z portali społecznościowych (dokładniej Instagram), bo nawet nie e-mail. Jako osoba prywatna nie zajmująca się regularnymi sprzedażami wstawiłam zdjęcie towaru, które podpisane zostało jedynie zdaniem - "Buty na sprzedaż", po czym oczekiwałam odzewu w wiadomości prywatnej przez osoby potencjalnie zainteresowane.
Napisała do mnie pewna pani, poinformowana została o fakcie, iż sprzedaje buty ze względu na to, że są za duże; były ubrane trzy razy i choć nie ma śladów użytkowania sprzedaje je jako używane. Towar, który sprzedawałam łudząco przypominał pewne markowe buty, nie mniej jednak nie był oznaczony żadnym logiem, który miałby świadczyć, że są to właśnie buty sygnowane przez tę markę, (nie zostały nawet tak opisane, a jedynie nazwane zostały tak przez kupującą) czy co gorsze, że sa to podróbki - bo ta kwestia stanowi dominantę całego sporu.
Zainteresowana pani otrzymała 5 zdjęć obuwia, które pozwalały na dokładne ich obejrzenie (przód, tył, boki, profil, cholewki), pytana czy są to buty oryginalne odpowiedziałam "Oczywiście wszystko takie jak na zdjęciu". Dwukrotnie zapewniałam kupującą, że otrzyma buty, które widzi na zdjęciu i czy jest pewna zakupu, odpowiadała, że tak.
Towar wysłałam w poniedziałek przed świętami, na drugi dzień od razu je otrzymała informując mnie o fakcie, że jest "nie do końca przekonana co do ich oryginalności" - w tym momencie wracam do początku mojej wypowiedzi, gdyż buty nie były sprzedawane jako sygnowane przez jakąkolwiek markę, a nawet nie posiadają żadnego logo. Obecnie kupująca domaga się zwrotu pieniędzy, czego odmawiam, zwłaszcza, że wcześniej nie zostałam zapytana o możliwość zwrotu na wypadek gdyby coś się nie podobało. Straszona jestem policją i sądami, gdyż stara się ona odwoływać do "przysługujących jej praw rękojmi" z tytułu jakobym nieodparcie zapewniała ją o tym, że są to buty firmowe, a sprzedałam jej podróbki - niezgodnie z umową.
Co powinnam myśleć o zaistniałej sytuacji?Nie zapewniałam jej, że są to buty markowe, pytając mnie o to otrzymywała odpowiedź, że otrzyma dokładnie to, co widzi na zdjęciu i tak się stało. Nie rozumiem w jaki sposób chce mi udowodnić, że było inaczej próbując przekazać sprawe w ręce policji. Czy może jednak to ja zrozumiałam coś źle i faktycznie to kupująca postawiona jest w korzystniejszym świetle? Jak sytuacja przedstawia się w świetle prawa? Z góry dziękuję za odpowiedź, gdyż spędza mi to ostatnio sen z powiek.
Napisała do mnie pewna pani, poinformowana została o fakcie, iż sprzedaje buty ze względu na to, że są za duże; były ubrane trzy razy i choć nie ma śladów użytkowania sprzedaje je jako używane. Towar, który sprzedawałam łudząco przypominał pewne markowe buty, nie mniej jednak nie był oznaczony żadnym logiem, który miałby świadczyć, że są to właśnie buty sygnowane przez tę markę, (nie zostały nawet tak opisane, a jedynie nazwane zostały tak przez kupującą) czy co gorsze, że sa to podróbki - bo ta kwestia stanowi dominantę całego sporu.
Zainteresowana pani otrzymała 5 zdjęć obuwia, które pozwalały na dokładne ich obejrzenie (przód, tył, boki, profil, cholewki), pytana czy są to buty oryginalne odpowiedziałam "Oczywiście wszystko takie jak na zdjęciu". Dwukrotnie zapewniałam kupującą, że otrzyma buty, które widzi na zdjęciu i czy jest pewna zakupu, odpowiadała, że tak.
Towar wysłałam w poniedziałek przed świętami, na drugi dzień od razu je otrzymała informując mnie o fakcie, że jest "nie do końca przekonana co do ich oryginalności" - w tym momencie wracam do początku mojej wypowiedzi, gdyż buty nie były sprzedawane jako sygnowane przez jakąkolwiek markę, a nawet nie posiadają żadnego logo. Obecnie kupująca domaga się zwrotu pieniędzy, czego odmawiam, zwłaszcza, że wcześniej nie zostałam zapytana o możliwość zwrotu na wypadek gdyby coś się nie podobało. Straszona jestem policją i sądami, gdyż stara się ona odwoływać do "przysługujących jej praw rękojmi" z tytułu jakobym nieodparcie zapewniała ją o tym, że są to buty firmowe, a sprzedałam jej podróbki - niezgodnie z umową.
Co powinnam myśleć o zaistniałej sytuacji?Nie zapewniałam jej, że są to buty markowe, pytając mnie o to otrzymywała odpowiedź, że otrzyma dokładnie to, co widzi na zdjęciu i tak się stało. Nie rozumiem w jaki sposób chce mi udowodnić, że było inaczej próbując przekazać sprawe w ręce policji. Czy może jednak to ja zrozumiałam coś źle i faktycznie to kupująca postawiona jest w korzystniejszym świetle? Jak sytuacja przedstawia się w świetle prawa? Z góry dziękuję za odpowiedź, gdyż spędza mi to ostatnio sen z powiek.