Trudna sprawa

  • Autor wątku Autor wątku potahontas31
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

potahontas31

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2009
Odpowiedzi
10
Witam wszystkich,mam problem z sąsiadem z klatki.Problem jest trudny gdyż mam dwoje dzieci w wieku 8 i 5 lat które na podwórko przed blokiem wychodzą ze szczeniaczkiem ich wiernym przyjacielem zabaw.Dziś w trakcie takiej zabawy z pieskiem sąsiad podszedł do dzieci i zaczął na nich wrzeszczeć że nie mają męczyć psa,biegać z nim wiele innych rzeczy.Gdy dzieci się przestraszyły i zaczeły uciekać do domu facet gonił ich do mieszkania wyzywając od nie normalnych i debili.Następnie zaczął wrzeszczeć jak oszalały na męża.Mieszkamy od niedawna w tym bloku i nie znamy wszystkich lokatorów.Facet nie przedstawił się jedynie wspomniał że jest z tej klatki.Mąż dzwonił na policje z pytaniem co ma zrobić z tą sprawą to mu powiedzieli że ma czekać na radiowóz,który przyjechał po półtorej godziny i stwierdzili że nic nie mogą zrobić a po mieszkaniach chodzić nie mogą.Jedyne co nam poradzili to zadzwonić po dzielnicowego żeby to on ustalił co to za facet.Dzieci tak są teraz wystraszone tą sytuacją że nie chcą już słyszeć o wychodzeniu na dwór.Ponieważ bały się że facet chce im zrobić coś złego.

:-x
 
Czy ktoś mi poradzi jak załatwić sprawę już ustaliliśmy gdzie mieszka facet trzeba tylko poczekać o poniedziałku żeby zgłosić sprawę dzielnicowemu.A co wy byśćie zrobili z tą sprawą??
 
Ja na początek bym spróbował spokojnie zagadnąć na ten temat tego sąsiada, żeby spróbować się zorientować, czy człowiek miał zły dzień i z jakiegoś powodu nerwy mu puściły (być może zupełnie nie związanego z dziećmi i psem), czy też jest to może ktoś nie nadający się do współżycia.
 
Właśnie o to chodzi że jest to osoba nie nadająca się do współżycia bo nie da się rozmawiać z kimś kto tylko umie wrzeszczeć.:rolleyes: Poza tym uważam że to że np.miał zły dzień nie jest powodem do takiego zachowania w stosunku do dzieci.
 
Ostatnia edycja:
potahontas31 napisał:
Poza tym uważam że to że np.miał zły dzień nie jest powodem do takiego zachowania w stosunku do dzieci.

Oczywiście. Ale jeśli w rozmowie ktoś by przeprosił i wytłumaczył, że to był incydent, którego nie ma zamiaru powtarzać, wtedy nie angażowałbym w to żadnych "czynników oficjalnych".

Jeśli z człowiekiem nie da się rozmawiać to faktycznie można np.o incydencie zawiadomić dzielnicowego, a człowieka o tym poinformować i uprzedzić, że kolejnym razem reakcja będzie szła dalej (np.wszczęcie postępowania karnego o ile będą ku temu podstawy).
 
Powrót
Góra