M
M_Sleczka
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2012
- Odpowiedzi
- 2
Witam serdecznie i z góry dziękuję za wszelką udzieloną pomoc. Ja i moja narzeczona mamy problem dotyczący ubezpieczeń zdrowotnych i mimo prób zapoznawania się z obowiązującym prawem dalej nie wiemy, co możemy, co musimy, a co powinniśmy zrobić. Opiszę sytuację, bo jest dość skomplikowana.
Mieszkam razem z moją narzeczoną, oboje studiujemy i nie pracujemy na żadne umowy, utrzymujemy się z pieniędzy zarobionych na dawaniu korepetycji oraz za pomocą moich rodziców. Moja narzeczona, która jest tutaj centrum zainteresowań, jest skłócona ze swoimi rodzicami i w miarę możliwości nie utrzymuje z nimi kontaktu, jako że jej rodzina jest z gatunku tych patologicznych. Moja narzeczona dalej jest podpisana pod swojego ojca jeśli chodzi o składki z ubezpieczenia zdrowotnego, gdyż z tego, co zrozumieliśmy, jej ojciec ma taki obowiązek, dopóki moja narzeczona nie skończy 26. lat.
Wraz z nowymi przepisami dotyczącymi potwierdzeń ubezpieczeń zdrowotnych, których nagle wymaga się w każdej przychodni i szpitalu, rodzi to dla nas spory problem - moja narzeczona jest ubezpieczona, ale tak de facto nie ma możliwości zdobycia kwitku potwierdzającego to ubezpieczenie. Jej ojciec szczerze jej nienawidzi z wzajemnością i oboje jesteśmy pewni, że takiego kwitku za nic w świecie by jej nie załatwił ani nie przekazał np. pocztą, a jeżdżenie co miesiąc po nowe zaświadczenie przez pół Polski tylko po to, by łaskawie taki kwit od niego odebrać również byłoby dla nas niezwykłą uciążliwością. Wiemy, że w przychodniach można wypisać zaświadczenie na własną odpowiedzialność o tym, że ubezpieczenie się posiada, ale do szpitala na badania pojechać już bez takiego zaświadczenia nie możemy.
W związku z tym, próbujemy bezskutecznie dociec, czy jest jakaś możliwość zrezygnowania z ubezpieczenia zdrowotnego, które moja narzeczona ma od swojego ojca, a które jest de facto bezużyteczne bez odpowiednich zaświadczeń. Zamiast tego moglibyśmy np. ubiegać się o ubezpieczenie z uczelni, na której moja narzeczona studiuje - przynajmniej w teorii. Jak na razie, na tyle na ile zrozumieliśmy ustawę, do ukończenia 26. roku życia (lub rozpoczęcia pracy na umowę/działalności gospodarczej), moja narzeczona jest "skazana" na bycie ubezpieczaną przez swojego ojca. Pytanie nasze brzmi - czy rzeczywiście tak jest? Czy mamy jakąś prawną drogę ucieczki?
Pozdrawiam serdecznie
- Maciek
Mieszkam razem z moją narzeczoną, oboje studiujemy i nie pracujemy na żadne umowy, utrzymujemy się z pieniędzy zarobionych na dawaniu korepetycji oraz za pomocą moich rodziców. Moja narzeczona, która jest tutaj centrum zainteresowań, jest skłócona ze swoimi rodzicami i w miarę możliwości nie utrzymuje z nimi kontaktu, jako że jej rodzina jest z gatunku tych patologicznych. Moja narzeczona dalej jest podpisana pod swojego ojca jeśli chodzi o składki z ubezpieczenia zdrowotnego, gdyż z tego, co zrozumieliśmy, jej ojciec ma taki obowiązek, dopóki moja narzeczona nie skończy 26. lat.
Wraz z nowymi przepisami dotyczącymi potwierdzeń ubezpieczeń zdrowotnych, których nagle wymaga się w każdej przychodni i szpitalu, rodzi to dla nas spory problem - moja narzeczona jest ubezpieczona, ale tak de facto nie ma możliwości zdobycia kwitku potwierdzającego to ubezpieczenie. Jej ojciec szczerze jej nienawidzi z wzajemnością i oboje jesteśmy pewni, że takiego kwitku za nic w świecie by jej nie załatwił ani nie przekazał np. pocztą, a jeżdżenie co miesiąc po nowe zaświadczenie przez pół Polski tylko po to, by łaskawie taki kwit od niego odebrać również byłoby dla nas niezwykłą uciążliwością. Wiemy, że w przychodniach można wypisać zaświadczenie na własną odpowiedzialność o tym, że ubezpieczenie się posiada, ale do szpitala na badania pojechać już bez takiego zaświadczenia nie możemy.
W związku z tym, próbujemy bezskutecznie dociec, czy jest jakaś możliwość zrezygnowania z ubezpieczenia zdrowotnego, które moja narzeczona ma od swojego ojca, a które jest de facto bezużyteczne bez odpowiednich zaświadczeń. Zamiast tego moglibyśmy np. ubiegać się o ubezpieczenie z uczelni, na której moja narzeczona studiuje - przynajmniej w teorii. Jak na razie, na tyle na ile zrozumieliśmy ustawę, do ukończenia 26. roku życia (lub rozpoczęcia pracy na umowę/działalności gospodarczej), moja narzeczona jest "skazana" na bycie ubezpieczaną przez swojego ojca. Pytanie nasze brzmi - czy rzeczywiście tak jest? Czy mamy jakąś prawną drogę ucieczki?
Pozdrawiam serdecznie
- Maciek