Uczelnia nalicza mi opłaty za studia, na które faktycznie nie poszłam — czy to zgodne z prawem?

  • Autor wątku Autor wątku karo1806
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

karo1806

Nowy użytkownik
Dołączył
12.2025
Odpowiedzi
6
Dzień dobry,

Wzięłam udział w rekrutacji na studia podyplomowe na UAM. Całość przebiegała online — wysłałam skany podania, dyplomu oraz oświadczenia dotyczącego zasad odpłatności. Nie podpisywałam żadnej umowy o świadczenie usług edukacyjnych. Byłam przekonana, że bez podpisanej umowy nie mogę zostać studentem studiów podyplomowych.

Zostałam przyjęta, jednak równolegle dostałam się na studia podyplomowe w innym mieście i zdecydowałam się wybrać tamtą ofertę. Nie złożyłam oficjalnej rezygnacji na UAM od razu, bo sądziłam, że skoro nie podpisałam umowy i nie potwierdziłam udziału w studiach, to nie jestem jeszcze słuchaczem.

Pierwszy zjazd na UAM został przesunięty na 15 listopada. 7 listopada, „dla pewności”, wysłałam maila z prośbą o anulowanie mojego zgłoszenia. Wtedy dowiedziałam się, że według uczelni jestem studentką od października, mimo braku podpisanej umowy i mimo że studia jeszcze się nie rozpoczęły.

W systemie USOSweb naliczono mi opłaty za październik i listopad (po 625 zł miesięcznie) oraz odsetki za nieterminowe płatności, chociaż nie uczestniczyłam w żadnych zajęciach, nie otrzymałam materiałów dydaktycznych i fizycznie nigdy nie byłam na uczelni.

Napisałam wniosek do prorektor o anulowanie opłat. W odpowiedzi anulowano mi opłatę za listopad, ale opłatę za październik pozostawiono. Uczelnia stwierdziła, że pobiera ją „zgodnie z regulaminem”, a umorzono jeden miesiąc wyłącznie ze względu na przesunięcie rozpoczęcia zajęć.

Rozważam odwołanie do rektora w celu całkowitego anulowania opłaty.
Czy takie działanie ma sens, biorąc pod uwagę, że nie podpisałam umowy i zrezygnowałam przed rozpoczęciem zajęć?

1. Czy bez podpisania umowy o świadczenie usług edukacyjnych uczelnia publiczna może naliczyć opłaty za studia podyplomowe?


2. Czy przesłanie podczas rekrutacji jedynie skanu oświadczenia o zasadach odpłatności można traktować jako zawarcie umowy cywilnoprawnej?


3. Czy naliczanie odsetek jest w tej sytuacji zgodne z prawem, jeśli nie doszło do podpisania umowy i nie miałam świadomości, że uznano mnie za słuchaczkę?


4. Czy warto składać odwołanie do rektora i czy istnieje ryzyko, że rektor unieważni częściowe umorzenie, które już uzyskałam?
(To ważne, bo obawiam się zwiększenia kosztów.)


5. Na jakiej podstawie prawnej uczelnia może uznać osobę za studenta, jeśli nie doszło do podpisania umowy i nie potwierdzono udziału?

Załączam treść oświadczenia które podpisałam podczas rekrutacji, treść mojego wniosku do prorektor oraz treść odpowiedzi pod którą podpisał się prorektor i prodziekan.

Z góry dziękuję za odpowiedź.
 

Załączniki

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą przeglądać załączniki.
Przedstaw regulamin studiów.
Czy złożone dokumenty były podpisane elektronicznie - podpisem uznawanym za wiarygodny? Czy po prostu skan z odręcznym podpisem wysłany elektronicznie? Bo ten wątek mnie interesuje. Przecież wystarczy że wyślę "papiery" z danymi kolegi i kolega zostanie studentem? Ktoś napisze, że skan dyplomu uwiarygadnia .... Ode mnie przy studiach podyplomowych inna państwowa uczelnia wymagała przesłania dyplomu lub odpisu - i potem odsyłała. Ciekawy wątek.
 
Po prostu skan z odręcznym podpisem.
W regulaminie nie ma właściwie nic o tym, że umowa nie jest potrzebna i wystarczy oświadczenie o płatności żeby zostać oficjalnie studentem.
 

Załączniki

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą przeglądać załączniki.
karo1806 napisał:
1. Czy bez podpisania umowy o świadczenie usług edukacyjnych uczelnia publiczna może naliczyć opłaty za studia podyplomowe?
2. Czy przesłanie podczas rekrutacji jedynie skanu oświadczenia o zasadach odpłatności można traktować jako zawarcie umowy cywilnoprawnej?
3. Czy naliczanie odsetek jest w tej sytuacji zgodne z prawem, jeśli nie doszło do podpisania umowy i nie miałam świadomości, że uznano mnie za słuchaczkę?
4. Czy warto składać odwołanie do rektora i czy istnieje ryzyko, że rektor unieważni częściowe umorzenie, które już uzyskałam?
(To ważne, bo obawiam się zwiększenia kosztów.)
5. Na jakiej podstawie prawnej uczelnia może uznać osobę za studenta, jeśli nie doszło do podpisania umowy i nie potwierdzono udziału?
1. Tak.
2. Złożyła Pani przecież więcej dokumentów. Poza oświadczeniem także podanie oraz dyplom. Łącznie te dokumenty wystarczą.
3. Tak.
4. Nie i tak.
5. Podpisanie "oświadczenia o zapoznaniu się i akceptacji warunków odpłatności". W tym oświadczeniu wyraźnie wskazane jest "ja niżej podpisana, uczestnik studiów". Podpisując to oświadczenie oraz biorąc pod uwagę złożenie innych dokumentów potwierdziła Pani wolę uczestnictwa i zawarcie umowy z obu stron. Zresztą samo złożenie rezygnacji oraz wniosku o umorzenie opłaty de facto potwierdza, że uznała Pani się za słuchacza a zatem za osobę, która zawarła umowę.
 
Byrhtnoth napisał:
2. Złożyła Pani przecież więcej dokumentów. Poza oświadczeniem także podanie oraz dyplom. Łącznie te dokumenty wystarczą.
5. Podpisanie "oświadczenia o zapoznaniu się i akceptacji warunków odpłatności". W tym oświadczeniu wyraźnie wskazane jest "ja niżej podpisana, uczestnik studiów".
Naprawdę w ten sposób składane "dokumenty" - w żaden sposób nie uwierzytelnione - są wystarczające do uznania, że została zawarta umowa? (pomijam oczywisty fakt uznania później przez autorkę zawarcia umowy poprzez złożenie oświadczenia o rezygnacji czy też jej rozwiązaniu).
W XXI wieku i już powszechnym funkcjonowaniu profilu zaufanego i przeróżnych podpisów elektronicznych uczelnie chyba powinny zmienić politykę.
 
forg napisał:
Naprawdę w ten sposób składane "dokumenty" - w żaden sposób nie uwierzytelnione - są wystarczające do uznania, że została zawarta umowa?
Podpis na dyplomie, podpis na podaniu, podpis na oświadczeniu, samo utworzenie konta na usosweb. Wzajemnie te czynności się uwierzytelniały. Czemu miałoby to nie wystarczyć, jeszcze w obrocie funkcjonuje podpis własnoręczny. Wysłanie skanu oznacza jednocześnie, że dokument w formie papierowej istniał i został podpisany. W tym kontekście podpisanie oświadczenia nie różniłoby się od podpisania umowy o kształcenie. Oczywiście gdyby to faktycznie nie autorka zawarła umowę to w ogóle nie istniałby problem zobowiązania, rezygnacji, umorzenia itd. Jednak autorka swojego podpisu nie negowała.
 
Byrhtnoth napisał:
Podpis na dyplomie, podpis na podaniu, podpis na oświadczeniu, samo utworzenie konta na usosweb. Wzajemnie te czynności się uwierzytelniały. Czemu miałoby to nie wystarczyć, jeszcze w obrocie funkcjonuje podpis własnoręczny. Wysłanie skanu oznacza jednocześnie, że dokument w formie papierowej istniał i został podpisany. W tym kontekście podpisanie oświadczenia nie różniłoby się od podpisania umowy o kształcenie. Oczywiście gdyby to faktycznie nie autorka zawarła umowę to w ogóle nie istniałby problem zobowiązania, rezygnacji, umorzenia itd. Jednak autorka swojego podpisu nie negowała.
Dziękuję za odpowiedź. Chciałabym tylko doprecyzować, że podpisy na dokumentach rekrutacyjnych (dyplom, podanie, oświadczenie) nie są tożsame z podpisaniem umowy o świadczenie usług edukacyjnych. Podanie i oświadczenie nie zawierają warunków umowy (wysokości pełnego czesnego, harmonogramu, zasad rezygnacji, praw i obowiązków stron), dlatego nie mogą jej zastępować.

Samo utworzenie konta w USOS też nie jest oświadczeniem woli w rozumieniu Kodeksu cywilnego – to jedynie czynność techniczna i to nie ja je założyłam.

Nie kwestionuję autentyczności swoich podpisów, ale wskazuję, że nie złożyłam podpisu na dokumencie stanowiącym umowę, a zajęcia nie rozpoczęły się przed moją rezygnacją. Dlatego nie mam pewności, czy istnieje ważna podstawa cywilnoprawna do naliczenia opłaty za okres, w którym usługi edukacyjne nie były świadczone.

Na innych uczelniach, z którymi miałam do czynienia nie ma możliwości aby zostać studentem bez podpisania umowy. Wymagane też są do wglądu oryginały dokumentów. Dlaczego więc akurat tą uczelnie miałyby obowiązywać inne przepisy?
 
Dla mnie też to dziwne - sama deklaracja chęci bycia studentem i chęci płacenia nie powinna być umową.
Podobnie biuro podróży zapisało sobie, że rezerwacja smsowa wycieczki stanowi zawarcie umowy. Według mnie nie. Zadzwoniłem i zażądałem umowy i powiedziałem, że nie będę płacił zaliczki ani zadatku bez poznania szczegółów umowy.
 
forg napisał:
Naprawdę w ten sposób składane "dokumenty" - w żaden sposób nie uwierzytelnione - są wystarczające do uznania, że została zawarta umowa? (pomijam oczywisty fakt uznania później przez autorkę zawarcia umowy poprzez złożenie oświadczenia o rezygnacji czy też jej rozwiązaniu).
W XXI wieku i już powszechnym funkcjonowaniu profilu zaufanego i przeróżnych podpisów elektronicznych uczelnie chyba powinny zmienić politykę.
Miałam do czynienia z kilkoma uczelniami i na żadnej coś takiego nie miało miejsca. Wszędzie potrzebna była umowa.
Nie złożyłam rezygnacji ze studiów, poprosiłam jedynie o wycofanie mojego zgłoszenia rekrutacyjnego, także nie sądzę że w ten sposób uznałam że jestem studentem. Nie pomyślałam nawet o tym, że coś takiego może być potraktowane jako zawarcie umowy. Tym bardziej, że w przypadku studiów podyplomowych trzeba składać zgłoszenia na kilka uczelni lub kierunków, ponieważ do końca rekrutacji nie wiadomo czy kierunek zostanie uruchomiony.
 
forg napisał:
Dla mnie też to dziwne - sama deklaracja chęci bycia studentem i chęci płacenia nie powinna być umową.
Podobnie biuro podróży zapisało sobie, że rezerwacja smsowa wycieczki stanowi zawarcie umowy. Według mnie nie. Zadzwoniłem i zażądałem umowy i powiedziałem, że nie będę płacił zaliczki ani zadatku bez poznania szczegółów umowy.
Nawet gdyby to oświadczenie miało wystarczyć, uważam że uczelnia powinna podać jasno taką informację. Przeglądałam wszystkie dokumenty i regulaminy i nigdzie nie ma takiego zapisu.
 
Jak dla mnie sprawa jest do powalczenia - ale najpierw sprawdziłbym przepisy ogólne, dotyczące szkolnictwa wyższego. Czyli kiedy kandydat zostaje uznany za studenta. Gdy zaczynałem studia w latach 90 to nikt niczego ze mną nie zawierał a studentem byłem :)
 
forg napisał:
Jak dla mnie sprawa jest do powalczenia - ale najpierw sprawdziłbym przepisy ogólne, dotyczące szkolnictwa wyższego. Czyli kiedy kandydat zostaje uznany za studenta. Gdy zaczynałem studia w latach 90 to nikt niczego ze mną nie zawierał a studentem byłem :)
Skonsultowałam się z prawnikiem i czekam na odpowiedź ;) Jednak dostałam już informację, że warto napisać odwołanie. Sądzę, że to nadużycie ze strony uczelni. Zbyt wiele rzeczy według mnie pominięto. W regulaminie jest też zapis, że w przypadku nieterminowych płatności można zostać skreślonym z listy studentów. A ja nie dostałam nawet informacji o tym, że z czymś zalegam. Od razu naliczano mi odsetki. Gdyby nie moja wiadomość, przed rozpoczęciem zajęć, nie miałabym pojęcia że jestem studentem UAM...
 
karo1806 napisał:
Jednak dostałam już informację, że warto napisać odwołanie. Sądzę, że to nadużycie ze strony uczelni. Zbyt wiele rzeczy według mnie pominięto.
Może pójdą Pani na rękę także odnośnie października ale to byłaby wyłącznie ich dobra wola. Proszę pamiętać, że to nie procedura karna i nie obowiązuje zakaz zmiany na niekorzyść skarżącego. Jest zupełnie jasne - umowa została zawarta a Pani zrezygnowała dopiero w listopadzie. W tym czasie, chociaż zajęcia się nie odbywały, miała Pani prawo korzystać z wszelkich uprawnień przysługujących słuchaczowi - np. z dostępu do zbiorów biblioteki wydziałowej być może też jakichś materiałów on-line, konsultacji z pracownikami naukowymi. Uniwersytet ponosił też koszty związane z obsługą administracyjną pani nauki. Za ten czas należy się uczelni zapłata.
karo1806 napisał:
Miałam do czynienia z kilkoma uczelniami i na żadnej coś takiego nie miało miejsca. Wszędzie potrzebna była umowa.
To już wewnętrzne regulacje - przepisy nie narzucają uniwersytetom stosowania umów. Na przykład by zostać słuchaczem studiów podyplomowych na Politechnice Warszawskiej nie zawiera się umowy.
karo1806 napisał:
W regulaminie jest też zapis, że w przypadku nieterminowych płatności można zostać skreślonym z listy studentów. A ja nie dostałam nawet informacji o tym, że z czymś zalegam.
W porządku ale przecież do odsetek nie ma potrzeby zawiadamiania a kwestia skreślenia z listy studentów to zupełnie inna sprawa.
karo1806 napisał:
Nie kwestionuję autentyczności swoich podpisów, ale wskazuję, że nie złożyłam podpisu na dokumencie stanowiącym umowę, a zajęcia nie rozpoczęły się przed moją rezygnacją.
Według mnie przecenia Pani tę kwestię. Zgadzam się, że sytuacja byłaby jaśniejsza gdyby strony między sobą wymieniły tak zatytułowany dokument, ale nie jest to jedyny sposób na zawarcie umowy. Przeszła Pani cały proces rekrutacji, złożyła dyplom, podanie oraz podpisała oświadczenie. Gdyby, na którymś etapie Pani się zatrzymała to możnaby się zastanawiać ale ten proces rekrutacji został ukończony i wszystkie wymagane formalności spełnione.
 
Powrót
Góra