UK: obrona przed pozwem rozwodowym. Czy to obrona konieczna?

  • Autor wątku Autor wątku tele777
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

tele777

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2015
Odpowiedzi
1
Dzien dobry,

Poszukuje porady prawnej, gdyz moja obecna malzonka wniosla przeciwko mnie pozew o rozwod.

Jak doszlo do "rozpadu malzenstwa"? W telegraficznym skrocie: jestesmy malzenstwem od ponad roku, choc zyjemy razem od 10 lat. Moja partnerka nalegala na zawarcie

zwiazku gdyz owo, jak sie pozniej okazalo, pozwolilo jej na zainkasowaniu pewnej sumy pieniedzy od swoich rodzicow (podobnie jak pozostale dwie siostry), ale mniejsza

o szczegoly.
Pobralismy sie 25 stycznia 2014. Kilka miesiecy po slubie zaczely sie problemy. Klotnie, jej zdrady (do czego sie przyznala) i niesnaski. W kwietniu 2014 pojechalem z

wowczas 2 letnia corka na swieta Wielkanocne do Polski. Niestety, przydazyl mi sie nieszczesliwy wypadek -zostalem potracony na rowerze przez vana - co skonczylo sie

wielokrotnym zlamaniem kosci ramienia. Operacja, rehabilitacja i ogolnie rzecz biorac unieruchomienie, spowodowalo ze przez kolejne 3 miesiace (kwiecien-czerwiec)

przebywalem z corka u swojej rodziny w Polsce opiekujac sie nia najlepiej jak mozna bylo, by wyeliminowac stres dziecka pozostajacego przez ten czas bez matki. No i

tutaj dochodzimy do sedna, gdyz matka gdy poczula sie bardziej wolna, po prostu 'uzywala zycia' ze tak to ujme (kolejne zdrady, sex party, itp) co stalo sie dla mnie

podstawa do ograniczenia z nia kontaktu (enough is enough); jednak za wszelka cene pragnalem uczestniczyc w codziennym wychowywaniu dziecka z ktorym jestem bardzo

zzyty (m.in. wzialem 6 miesieczny paternity leave, po jej narodzinach non stop sie nia opiekujac) oraz chcialem czuc ta radosc jaka czuje kazdy ojciec bedacy oparciem

dla swojego dziecka nacodzien, a nie tylko w weekendy, na przyklad. Zawarlismy nawet z zona rodzaj umowy ze bedziemy mieszkac razem (choc to glownie ja do tego

dazylem) mimo ze kazde z nas ma swoje prywatne zycie. Lecz jak latwo sie domyslec - tak sie po prostu nie da - co czas pokazal. Nie mozna mieszkac z kims do kogo nie

ma sie zaufania, kto cie rani i kogo wini sie za rozpad malzenstwa, bo to predzej czy pozniej sprowokuje spiecia. Tak tez wiec bylo. Sytuacje pogarszal fakt, ze

przebywalem wciaz w domu (rehabilitacja) w Londynie lecz pracodawca wciaz zwlekal z ponownym przyjeciem mnie do pracy, zaslaniajac sie potrzeba mniej lub bardziej

realnych kolejnych mityngow, opiniami Operational Health Doctor czy coraz to nowymi Risk Assessements. OK, jak trzeba to trzeba. Fakt faktem, ze wrocilem do pracy

dopiero w lutym 2015 (choc bylem juz gotowy we wrzesniu 2014), co powodowalo ze nie bylem w stanie placic "swojej" czesci rentu w 100% jak bym tego chcial. Tak wiec od

maja 2014 do lutego 2015 placilem swojej zonie w zaleznosci od mozliwosci 100% (pierwsze 2 m-ce) do niewielkich sum, pod koniec swojego okresu chorobowego, choc przez

ten czas to ja glownie dbalem o dom i wyzywienie (wlasne oszczednosci). Cala ta sytuacja powodowala dodatkowe spiecia - straszenie ewikcja, prowokowanie klotni i

napuszczanie Policji, "szantazowanie dzieckiem" (ewentualne widzenia w przyszlosci). Nie powiem ze wszystko to nie wplynelo na moje zachowanie, ale tez nie mam zamiaru

sie wybielac. Niestety, kilka lat temu stwierdzono u mnie symptomy depresji (na co sie leczylem) lecz pewne jej oznaki pozostaly, jak np. wahania nastroju czy niekiedy

nadpobudliwosc. Moja zona wiedziala jak to wykorzystac i wcale sie nie kryla. Niewazne..., wszystko mozemy ze szczegolami omowic.
W koncu doszla do wniosku ze trzeba sie definitywnie rozwiezc, co z bolem, ale musze przyznac jej racje, szczegolnie majac na uwadze dobro corki. Dziecko jest bowiem

doskonalym obserwatorem, a ta sytuacja po prostu nie byla "za rozowa". Zlozyla pozew, wiec rozwod ma byc z powodu mojego "nieracjonalnego zachowania" a nie jej zdrad,

ktore to jednakze lezaly u podstaw tego calego ambarasu.
I tutaj dochodze do scislego sedna liczac na pomoc prawnikow. W jakim swietle postawi mnie podpisanie a tym samym przyznanie sie do jej zmanipulowanych i

podkoloryzowanych polprawd jakie zawarla w pozwie (skan pozwu na zyczenie prawnika) uzasadniajac moje "nieracjonalne zachowanie", wybielajac tym samym siebie? Czy moze

miec jakies dalsze konsekwencje w postaci ponoszenia kosztow sadowych, wymuszenia eksmisji(?) czy chociazby ograniczenie/utrudnianie prawa do widzenia sie z dzieckiem?

Jak to odbierane jest przez sad przy ewentualnym podziale majatku/prywatnych oszczednosci? Uprzedzam, ze nie zamierzam walczyc o pozostanie dziecka ze mna mimo wielu

zastrzezen jakie mam do jej sposobu wychowania (m.in. puszczanie dziecka w pizamie i kurtce zima do zlobka, bo "tam sa panie ktore sie tym zajma", oraz gdzie

najczestszym srodkiem wychowawczym jest puszczanie dziecku bajek przez 12 godzin na dobe lub danie mu komorki do reki). Znam bowiem realia, i wiem ze jesli matka nie

jest alkoholiczka czy narkomanka, to ojciec ma nikle szanse na wychowywanie samotnie dziecka. Zdaje sobie rowniez sprawe, ze moja corka jest emocjonalnie zwiazana ze

swoja matka, i nie zamierzam temu przeciwdzialac czy w zaden sposob utrudniac. Mysle, ze nie powinno byc tez miedzy nami wiekszych sporow finansowych - choc tu moge

sie mylic, bo nie znam jej planow a te ktore kiedys wspolnie mielismy lub ustalenia ktore podjelismy - byly wielokrotnie przez nia zmieniane/lamane.
Czy tez moze powinienen wystapic z wlasnym wnioskiem szczegolowo wyjasniajacym co lezalo u podstaw mojego "nieracjonalnego zachowania"? Co bym tym zyskal? Dodam, ze

nam obojgu mzalezy i na czasie i na zminimalizowanie kosztow, zarowno finansowych jak i emocjonalnych. Jakie powinienen podjac kroki?
 
Powrót
Góra