R
Ritamargha
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2023
- Odpowiedzi
- 7
Witam
Wynajęłam mieszkanie na rok na zwykłej umowie najmu, niestety nie byłam w stanie zapłacić czynszu i mam zaległość jednego czynszu. Wczoraj dostałam sms od właściciela że mam być w poniedziałek w mieszkaniu, bo ktoś jest zainteresowany jego wynajmem. Później zadzwoniła do mnie adwokat wynajmującego i powiedziała że mam zapłacić za czerwiec i lipiec i wyprowadzić sie do końca tygodnia inaczej zostanę wyrzucona siłą. Na moje pytanie o jakąkolwiek podstawę prawną powiedziała, że w umowie mam zapis że jeśli spóźnię sie z opłatami 7 dni umowa staje się nieważna. Swoją drogą nie mam pojęcia ile mam zapłacić ponieważ mam tylko rachunek za prąd i "poglądowy" rachunek ze spółdzielni za luty kiedy mieszkała tam jedna dziewczyna, która ciągle wyjeżdżała i prawie wcale nie zużywała wody. Rachunku za gaz nigdy nie dostałam nawet "poglądowego".
Moje pytania brzmią:
1.Czy rzeczywiście w tym przypadku umowa jest ważniejsza niż prawo lokatorskie?
2.Czy skoro zapłacę za lipiec z góry nie powinnam mieć prawa mieszkania w tym mieszkaniu do końca lipca?
3.Jak wyliczyć opłaty?
Wysłać tylko czynsz i czynsz administracyjny bazujący na rachunku z lutego i zapłacić za prąd tyle samo co w maju?
4.Czy mogę mieć jakieś kary finansowe za nie opłacenie w całości rachunków, których nie dostałam?
5.Co zrobić jeśli rzeczywiście w poniedziałek, ktoś przyjdzie np. z właścicielem i sami sobie wejdą do mieszkania?
Przepraszam za tyle pytań, ale pierwszy raz wynajmuje mieszkanie i jestem przerażona tym co może sie stać zwłaszcza że zaangażowany jest już adwokat.
Z góry dziękuje za odpowiedzi
Wynajęłam mieszkanie na rok na zwykłej umowie najmu, niestety nie byłam w stanie zapłacić czynszu i mam zaległość jednego czynszu. Wczoraj dostałam sms od właściciela że mam być w poniedziałek w mieszkaniu, bo ktoś jest zainteresowany jego wynajmem. Później zadzwoniła do mnie adwokat wynajmującego i powiedziała że mam zapłacić za czerwiec i lipiec i wyprowadzić sie do końca tygodnia inaczej zostanę wyrzucona siłą. Na moje pytanie o jakąkolwiek podstawę prawną powiedziała, że w umowie mam zapis że jeśli spóźnię sie z opłatami 7 dni umowa staje się nieważna. Swoją drogą nie mam pojęcia ile mam zapłacić ponieważ mam tylko rachunek za prąd i "poglądowy" rachunek ze spółdzielni za luty kiedy mieszkała tam jedna dziewczyna, która ciągle wyjeżdżała i prawie wcale nie zużywała wody. Rachunku za gaz nigdy nie dostałam nawet "poglądowego".
Moje pytania brzmią:
1.Czy rzeczywiście w tym przypadku umowa jest ważniejsza niż prawo lokatorskie?
2.Czy skoro zapłacę za lipiec z góry nie powinnam mieć prawa mieszkania w tym mieszkaniu do końca lipca?
3.Jak wyliczyć opłaty?
Wysłać tylko czynsz i czynsz administracyjny bazujący na rachunku z lutego i zapłacić za prąd tyle samo co w maju?
4.Czy mogę mieć jakieś kary finansowe za nie opłacenie w całości rachunków, których nie dostałam?
5.Co zrobić jeśli rzeczywiście w poniedziałek, ktoś przyjdzie np. z właścicielem i sami sobie wejdą do mieszkania?
Przepraszam za tyle pytań, ale pierwszy raz wynajmuje mieszkanie i jestem przerażona tym co może sie stać zwłaszcza że zaangażowany jest już adwokat.
Z góry dziękuje za odpowiedzi