P
paulapaulina
Witam!
Postaram się w miarę logicznie opisać swoją sytuację. We wrześniu 2011 roku wynajęłam pokój w mieszkaniu studenckim. Oprócz mnie mieszkały tam jeszcze 4 inne dziewczyny (łącznie było nas 5, każda z nas miała osobną umowę wynajmu pokoju na taką samą kwotę 350 zł czynszu plus "media").
Niestety umowa była na czas określony (rok), a w umowie zaznaczony punkt, iż przy rezygnacji naszej z umowy zobowiązujemy się do zapłacenia do końca jej trwania (przez cały rok do sierpnia 2012). Dodam jeszcze iż mieszkałam tam tylko przez miesiąc październik. Wiem już, że to była najgłupsza rzecz jaką mogłam zrobić. Ale do sedna.
Niestety już po kilku dniach właściciel zaczął nam uprzykrzać życie. Mieszkał w tym samym bloku, co łączyło się z codziennymi wizytami o różnych porach, o godz. 24 czy 6 rano. Bez powodu, potrafił chodzić sobie po mieszkaniu, twierdząc iż "wynajął nam pokój a nie mieszkanie", więc po korytarzu może chodzić kiedy zapragnie. Takich i podobnych sytuacji było co najmniej kilkanaście jak nie kilkadziesiąt... Za każdym razem kwintował sprawę, iż jak nam się coś nie podoba to możemy się wyprowadzić (co oznaczało zapłacenie do końca trwania umowy...)
Po pierwszym miesiącu zażądał za media do zapłacenia kwotę 1 500 zł na osobę ( 7 500 zł łącznie za miesiąc!). Gdy poprosiłyśmy o pokazanie rachunków kazał nam się wynosić..Skończyło się to na tym iż zgłosiłyśmy sprawę na policję...
Policjanci okazali się bardzo pomocni i przez najbliższe kilka dni można powiedzieć byli "na nasze wezwanie" a byli wzywani co najmniej kilka razy, chociażby gdy owy właściciel naszedł nas po raz kolejny w środku nocy gdy zasypiałyśmy...
Ostatecznie kazał wynieść nam się w ciągu 12h. Ten czas pozwolił nam na kontakt z policją oraz rodzinami (których mamy teraz na świadków) i przy których zażądał opuszczenia przez nas mieszkania. Było to 11 listopada 2011r roku.
W dniu dzisiejszym 2 z moich byłych współlokatorek otrzymały wezwanie do sądu.
Owy właściciel mieszkania żąda od nich 10 tysięcy odszkodowania za:
- odstąpienie od umowy
- zwrot kosztów m.in. malarza itp za naprawę poniesionych szkód, uszkodzeń.
Dodam jeszcze iż mieszkanie oczywiście pozostawione było w stanie idealnym, klucze oddane przy asyście policji oraz świadków (rodziców), przed wyjściem zrobiłyśmy zdjęcia każdego pomieszczenia
Pomóżcie!
Cała ta sytuacja wydaje się mi być abstrakcyjna!!!
Przepraszam, jeżeli opisałam sytuację w sposób chaotyczny, ale jest ona nie do uwierzenia...
Postaram się w miarę logicznie opisać swoją sytuację. We wrześniu 2011 roku wynajęłam pokój w mieszkaniu studenckim. Oprócz mnie mieszkały tam jeszcze 4 inne dziewczyny (łącznie było nas 5, każda z nas miała osobną umowę wynajmu pokoju na taką samą kwotę 350 zł czynszu plus "media").
Niestety umowa była na czas określony (rok), a w umowie zaznaczony punkt, iż przy rezygnacji naszej z umowy zobowiązujemy się do zapłacenia do końca jej trwania (przez cały rok do sierpnia 2012). Dodam jeszcze iż mieszkałam tam tylko przez miesiąc październik. Wiem już, że to była najgłupsza rzecz jaką mogłam zrobić. Ale do sedna.
Niestety już po kilku dniach właściciel zaczął nam uprzykrzać życie. Mieszkał w tym samym bloku, co łączyło się z codziennymi wizytami o różnych porach, o godz. 24 czy 6 rano. Bez powodu, potrafił chodzić sobie po mieszkaniu, twierdząc iż "wynajął nam pokój a nie mieszkanie", więc po korytarzu może chodzić kiedy zapragnie. Takich i podobnych sytuacji było co najmniej kilkanaście jak nie kilkadziesiąt... Za każdym razem kwintował sprawę, iż jak nam się coś nie podoba to możemy się wyprowadzić (co oznaczało zapłacenie do końca trwania umowy...)
Po pierwszym miesiącu zażądał za media do zapłacenia kwotę 1 500 zł na osobę ( 7 500 zł łącznie za miesiąc!). Gdy poprosiłyśmy o pokazanie rachunków kazał nam się wynosić..Skończyło się to na tym iż zgłosiłyśmy sprawę na policję...
Policjanci okazali się bardzo pomocni i przez najbliższe kilka dni można powiedzieć byli "na nasze wezwanie" a byli wzywani co najmniej kilka razy, chociażby gdy owy właściciel naszedł nas po raz kolejny w środku nocy gdy zasypiałyśmy...
Ostatecznie kazał wynieść nam się w ciągu 12h. Ten czas pozwolił nam na kontakt z policją oraz rodzinami (których mamy teraz na świadków) i przy których zażądał opuszczenia przez nas mieszkania. Było to 11 listopada 2011r roku.
W dniu dzisiejszym 2 z moich byłych współlokatorek otrzymały wezwanie do sądu.
Owy właściciel mieszkania żąda od nich 10 tysięcy odszkodowania za:
- odstąpienie od umowy
- zwrot kosztów m.in. malarza itp za naprawę poniesionych szkód, uszkodzeń.
Dodam jeszcze iż mieszkanie oczywiście pozostawione było w stanie idealnym, klucze oddane przy asyście policji oraz świadków (rodziców), przed wyjściem zrobiłyśmy zdjęcia każdego pomieszczenia
Pomóżcie!
Cała ta sytuacja wydaje się mi być abstrakcyjna!!!
Przepraszam, jeżeli opisałam sytuację w sposób chaotyczny, ale jest ona nie do uwierzenia...