Umowa z Cyfra+

  • Autor wątku Autor wątku Rafixxx
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
R

Rafixxx

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2010
Odpowiedzi
3
Witajcie drodzy użytkownicy, do rzeczy:

Kilka godzin temu odwiedził mnie przedstawiciel firmy windykacyjnej, który przedstawił dowody świadczące o zawarciu umowy z Cyfrą+ w 2001 roku. O sprawie było mi wiadomo od 2004 roku kiedy pojawiły się pierwsze wezwania do zapłaty za dekoder oraz jakieś pakiety tv. Oczywiście wiem, że nie podpisałem tej umowy chociaż dowody są niezbite. Widnieją kopie mojego dowodu osobistego (jeszcze starego typu) oraz podpis (ten jednak się nie zgadza - mam inny styl pisma).

Mój błąd polega na tym, że 8 lat temu zbagatelizowałem sprawę wiedząc, że żadnych umów nie podpisywałem i stwierdziłem, że szukają naiwniaków, którzy przeleją im pieniążki.

W 2006 roku pierwszy raz odwiedził mnie komornik, jednak widząc, że w mieszkaniu nic nie jest nawet warte uwagi oraz nie mogąc pobrać należności, bo byłem osobą bezrobotną stwierdził, że sprawę zamyka.

Tu pojawia się problem, bo teraz okazuje się, że zamknięcie sprawy bez komornika nie jest wiążące, to może uczynić tylko sąd.

W 2008 roku dostałem wezwanie, aby stawić się na rozprawie, ale polecony odebrała żona, a ja sam przebywałem za granicą i nie miałem możliwości przejechać, zresztą nawet o tym nie myślałem, bo stwierdziłem, że to nie moja sprawa mając na uwadze, że skoro nic nie brałem to nic nie zdziałają.

Dzisiaj okazuje się, że sprawa sądowa została przeprowadzona bez mojego udziału, sąd orzekł, że podpisałem umowę więc jestem winny należności. Te wynoszą na dzień dzisiejszy ponad 6000zł (13% odsetek w skali roku, choć dowiedziałem się, że we wcześniejszych latach w związku z jakimiś przepisami były naliczane stawki nawet 39%).

Sprawa owszem została zamknięta kilka lat temu przez komornika, bo ten nie miał co zdziałać, ale okazało się, że zainteresowała się nią firma windykacyjna. Rzekomo spłaciła dług za mnie, czyli de facto przelała pieniądze na konto Cyfry, a teraz domaga się należności ode mnie.

Windykator na szczęście podszedł do sprawy poważnie i stwierdził, że jeśli nie brałem tego dekodera to mogę udowodnić swoje rację, choć droga będzie trudna.

Przedstawił mi rozwiązanie, że powinienem udać się do sądu, sprawdzić akta sprawy (muszę mieć do nich wgląd), zrobić aparatem zdjęcia wszystkich pism i stwierdzić jednoznacznie czy widniejące podpisy należą do mnie czy ktoś podszył się i użył mojego dowodu.

Nie wiem co w tej sprawie uczynić, bo jestem święcie przekonany, że podpis nie jest mój, ale okoliczności pokroju zbagatelizowanie sprawy oraz niestawienie się w sądzie działają na moją niekorzyść. Pewnie mogę udowodnić, że to nie ja podpisałem tą umowę, ale będę musiał mieć zaświadczenie grafologa, inna opcja to wynajęcia prawnika, no i oczywiście ostatecznie mogę zapłacić te 6000zł.

Niestety, a może i stety z prawnikami, sądami i windykatorami miałem znikomy kontakt do te pory więc liczę, że pokierujecie mnie co mam zrobić, jaka będzie najlepsza droga do udowodnienia swoich racji. Chcę się za to zabrać, bo odsetki lecą, a co najważniejsze ten dług może przejść później np. na moje dzieci.

Pozdrawiam.
 
Powrót
Góra