Umowa zamiany - wada zatajona

  • Autor wątku Autor wątku arcadius95
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

arcadius95

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2020
Odpowiedzi
1
Witam serdecznie,

przychodzę tutaj z pytaniem odnośnie zaistniałej sytuacji, która niestety mnie dotknęła. Za wszelkie nie jasności i błędy z góry przepraszam.

Po krótce opis sytuacji.

Wystawiłem na portal OLX swój rower zjazdowy o wartości około 4000zł z możliwością zamiany z ewentualną dopłatą w moją stronę.

Napisał chłopak, który miał rower mniej warty ale z dopłatą 500zł z racji uszkodzenia amortyzatora (wytarte golenie górne amortyzatora). Przystałem na to, z racji samej wartości roweru, która była niższa niż mojego. Jechałem około 150km, żeby się z nim spotkać i dokonać wymiany. Na miejscu podjechał chłopak około 16/17 lat oraz jego ojciec (na którego defacto była spisywana umowa). Wypakowaliśmy rowery i zaczęły się oględziny (wraz z podpisaniem umowy, przepakowaniem rowerów trwało to wszystko około godziny). Umowa, którą podpisałem to umowa zamiany. Na miejscu zostałem poinformowany przez chłopaka - własciciela roweru, że poza przetarciami na goleniach nie ma innych wad.

Rower wraz z umową został spakowany, umowy przekazance wraz z danymi i wyjechałem w drogę powrotną, zabierając dziewczynę z galerii (wszystko jest w spisie połączeń itd.) dokładnie godzinę później i od tamtej pory rower nie był wyciągany z samochodu, gdzie dziewczyna jak i jej rodzice u których byliśmy mogą potwierdzić.

Dwa dni po wymianie, gdy wypakowałem rower z samochodu i wprowadziłem go do mieszkania (nie było żadnej jazdy, więc nie mogło to powstać z mojej winy) zauważyłem na wieczór uszkodzenie, a dokładniej pęknięcie goleni DOLNYCH amortyzatora, które niemalże deklasują go ze stanu używalności.

Postanowiłem zadzwonić do chłopaka i poinformować go o tym i wyjaśnić sprawę polubownie, tzn. chciałem aby pokrył on koszty wymiany (około 300-500zł) i zakończyć sprawę. Jednak wymieniając SMSy zarzucal mi, iż to ja go nie poinformowałem o wypadającej uszczelce (wartość kompletu uszczelek to około 90zł) i nie był skłonny do załatwienia sprawy polubownie. Na sam koniec powiedziałem mu w rozmowie, że skoro nie będzie chciał załatwić tego w sposób polubowny to będę to rozwiązywać w inny sposób, gdzie kazał mi poczekać godzinę, więc myślałem, że jest szansa na dogadanie się. Jednak po 2h dostałem SMS'a w którym nazywano mnie osobą próbującą wyłudzić pieniądze, gdzie oględziny trwały 2h (w rzeczywistości 20-30min) i że wykorzystają monitoring na stacji na której się spotkaliśmy w przypadku złożenia sprawy na policję.

Jestem pewny, że każdy serwis rowerowy czy rzeczoznawca zaprzeczy faktowi, jakoby kawałek aluminium czy stopu magnesu miałby odpaść w trakcie transportu, a ja w tej chwili pozostałem z uszkodzonym amortyzatorem o wartości około 1000zł.

Proszę o pomoc w nakierowaniu mnie jakie kroki podjąć. Czy tłumaczenie właściciela, że rower był w jego posiadaniu 3 miesiące i nie dostrzegł tego uszkodzenia będą wystarczające aby sprawę wygrał? Czy przeoczenie tego podczas tak stosunkowo szybkich oględzin i braku informacji ze strony właściciela od razu stawia mnie na przegranej pozycji?
 
Powrót
Góra