M
Mar_cus
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2007
- Odpowiedzi
- 6
Witam!
Mam pewien duży problem, na który składa się wiele mniejszych problemów. Sprawa dotyczy mojej dziewczyny i jej pracy.
Na początku lipca została zatrudniona w kawiarnii na umowę-zlecenie do końca września. Jak się okazało po podpisaniu umowy z trzecich źródeł, kilka poprzednich pracownic miało lub ma wytyczone sprawy w sądzie przez szefa na temat "kar umownych", które to sięgały nawet wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych i w większości były wyssane z palca (kawałek paprocha na fartuchu, źle umyta podłoga i takie podobne). Już od samego początku szef był bardzo niemiły - zakładał, że osoba zaczynająca pracę powinna wszystko wiedzieć bez pokazywania, a gdy tego nie wiedziała, używał zwrotów "Na mózg pani upadła?" albo straszył kilkusetowymi karami umownymi. Pomijając fakt braku oddawania napiwków, wymigiwał się od wypłacania wynagrodzenia - pracownica miała złożyć mu poprawnie wypełniony rachunek (oczywiście sama musiała się dowiedzieć, jak to zrobić), a szef zazwyczaj stwierdzał, że nie ma czasu lub żeby nie zawracać mu głowy pierdołami. Moja dziewczyna pracowała tam bez wypłaty wynagrodzenia do końca września razem z dwoma innymi pracownicami. Można powiedzieć, że szef ją zaszantażował, że nie wypłaci pieniędzy, jeżeli nie podpisze kolejnej umowy. Dziewczyna była zdesperowana, potrzebowała zapłacić rachunki za mieszkanie, oddać pożyczone pieniądze, więc musiała zgodzić się na taki warunek i podpisała umowę-zlecenie do końca grudnia. A szef nie wypłacił całej kwoty, jedynie 2/3, twierdząc, że dziewczyna się nie starała i jeszcze się zastanowi co z tym zrobić (do tej pory tych pieniędzy nie dostała i pewnie już nie dostanie). Pozostałe pracownice nie zgodziły się na takie warunki i z tego co wiem, poszły z tym do prawnika i sprawa jest w toku.
Mam pewien duży problem, na który składa się wiele mniejszych problemów. Sprawa dotyczy mojej dziewczyny i jej pracy.
Na początku lipca została zatrudniona w kawiarnii na umowę-zlecenie do końca września. Jak się okazało po podpisaniu umowy z trzecich źródeł, kilka poprzednich pracownic miało lub ma wytyczone sprawy w sądzie przez szefa na temat "kar umownych", które to sięgały nawet wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych i w większości były wyssane z palca (kawałek paprocha na fartuchu, źle umyta podłoga i takie podobne). Już od samego początku szef był bardzo niemiły - zakładał, że osoba zaczynająca pracę powinna wszystko wiedzieć bez pokazywania, a gdy tego nie wiedziała, używał zwrotów "Na mózg pani upadła?" albo straszył kilkusetowymi karami umownymi. Pomijając fakt braku oddawania napiwków, wymigiwał się od wypłacania wynagrodzenia - pracownica miała złożyć mu poprawnie wypełniony rachunek (oczywiście sama musiała się dowiedzieć, jak to zrobić), a szef zazwyczaj stwierdzał, że nie ma czasu lub żeby nie zawracać mu głowy pierdołami. Moja dziewczyna pracowała tam bez wypłaty wynagrodzenia do końca września razem z dwoma innymi pracownicami. Można powiedzieć, że szef ją zaszantażował, że nie wypłaci pieniędzy, jeżeli nie podpisze kolejnej umowy. Dziewczyna była zdesperowana, potrzebowała zapłacić rachunki za mieszkanie, oddać pożyczone pieniądze, więc musiała zgodzić się na taki warunek i podpisała umowę-zlecenie do końca grudnia. A szef nie wypłacił całej kwoty, jedynie 2/3, twierdząc, że dziewczyna się nie starała i jeszcze się zastanowi co z tym zrobić (do tej pory tych pieniędzy nie dostała i pewnie już nie dostanie). Pozostałe pracownice nie zgodziły się na takie warunki i z tego co wiem, poszły z tym do prawnika i sprawa jest w toku.