S
SławAnonim
Witajcie,
złożyłem do starostwa powiatowego w dużym mieście wniosek o pozwolenie na budowę domu jednorodzinnego z wewnętrzną instalacją gazową (typowe), ze wszelkimi potrzebnymi załącznikami.
12.02.2018 - złożenie wniosku, dostałem papier z wybitą datą z informacją, że po tygodniu od daty złożenia wniosku mam zadzwonić po numer sprawy, a po około miesiącu do inspektora prowadzącego w sprawie czy decyzja jest gotowa do odbioru.
Po tygodniu-dwóch otrzymałem numer sprawy, nazwisko osoby prowadzącej i numer telefonu do niej.
8-9.03.2018, czyli po około miesiącu zadzwoniłem do tejże pani. Odparła, że była tydzień nieobecna i dopiero ogarnia papiery z początku lutego, więc mam zadzwonić w przyszłym tygodniu.
14.03.2018 zadzwoniłem, otrzymałem od tej pani informację że sprawa jest przeniesiona do innej pani bo ta była nieobecna, dostałem numer telefonu, zadzwoniłem do drugiej pani. Odparła, że jeszcze nie miała w ręku tych dokumentów, "jeszcze troszkę".
16.03.2018 czyli dziś zadzwoniłem znów. Od drugiej pani otrzymałem informację, że przecież ta sprawa jest u innej pani. Dostałem numer, przekierowała mnie. Odebrała inna osoba, poinformowała mnie że interesująca mnie osoba jest w tym tygodniu na urlopie, sprawdziła po numerze sprawy że jeszcze nie zapoznała się z tym no bo nie miała kiedy i mam dzwonić w przyszłym tygodniu, najwcześniej w środę.
Czy jest jakaś opcja, żeby pogonić to towarzystwo? Nie dostałem żadnego pisma o wszczęciu postępowania ale z otrzymanej kartki instruującej, by po miesiącu dzwonić, rozumiem że czegoś takiego nie należy się spodziewać.
Boję się, że jak będę stanowczy w tonie, albo pogrożę zażaleniem na bezczynność i przewlekłość to zaczną szukać dziury w całym albo wymyślać jeszcze inne historie. Jak starostwo przekroczy 65 dni to płaci karę do innego organu, więc "wszystko zostaje w rodzinie" i niezbyt wydaje się to motywujące do ruszenia czterech liter.
Niektóre osoby sugerują mi udanie się fizycznie do urzędu i pokazanie, że mi zależy. Inni udanie się do urzędu i pogrożenie skargami. Jeszcze inni "prezenty". Szczerze mówiąc ostatnio bardzo dużo spraw załatwiałem w różnych urzędach i już dałem wiarę temu, że czasy "podwawelskiej" "dla dobra sprawy" minęły... :-? Nie spotkałem się jeszcze nigdy z taką opieszałością i brakiem szacunku dla opłacającego ich biurka i emerytury obywatela.
złożyłem do starostwa powiatowego w dużym mieście wniosek o pozwolenie na budowę domu jednorodzinnego z wewnętrzną instalacją gazową (typowe), ze wszelkimi potrzebnymi załącznikami.
12.02.2018 - złożenie wniosku, dostałem papier z wybitą datą z informacją, że po tygodniu od daty złożenia wniosku mam zadzwonić po numer sprawy, a po około miesiącu do inspektora prowadzącego w sprawie czy decyzja jest gotowa do odbioru.
Po tygodniu-dwóch otrzymałem numer sprawy, nazwisko osoby prowadzącej i numer telefonu do niej.
8-9.03.2018, czyli po około miesiącu zadzwoniłem do tejże pani. Odparła, że była tydzień nieobecna i dopiero ogarnia papiery z początku lutego, więc mam zadzwonić w przyszłym tygodniu.
14.03.2018 zadzwoniłem, otrzymałem od tej pani informację że sprawa jest przeniesiona do innej pani bo ta była nieobecna, dostałem numer telefonu, zadzwoniłem do drugiej pani. Odparła, że jeszcze nie miała w ręku tych dokumentów, "jeszcze troszkę".
16.03.2018 czyli dziś zadzwoniłem znów. Od drugiej pani otrzymałem informację, że przecież ta sprawa jest u innej pani. Dostałem numer, przekierowała mnie. Odebrała inna osoba, poinformowała mnie że interesująca mnie osoba jest w tym tygodniu na urlopie, sprawdziła po numerze sprawy że jeszcze nie zapoznała się z tym no bo nie miała kiedy i mam dzwonić w przyszłym tygodniu, najwcześniej w środę.
Czy jest jakaś opcja, żeby pogonić to towarzystwo? Nie dostałem żadnego pisma o wszczęciu postępowania ale z otrzymanej kartki instruującej, by po miesiącu dzwonić, rozumiem że czegoś takiego nie należy się spodziewać.
Boję się, że jak będę stanowczy w tonie, albo pogrożę zażaleniem na bezczynność i przewlekłość to zaczną szukać dziury w całym albo wymyślać jeszcze inne historie. Jak starostwo przekroczy 65 dni to płaci karę do innego organu, więc "wszystko zostaje w rodzinie" i niezbyt wydaje się to motywujące do ruszenia czterech liter.
Niektóre osoby sugerują mi udanie się fizycznie do urzędu i pokazanie, że mi zależy. Inni udanie się do urzędu i pogrożenie skargami. Jeszcze inni "prezenty". Szczerze mówiąc ostatnio bardzo dużo spraw załatwiałem w różnych urzędach i już dałem wiarę temu, że czasy "podwawelskiej" "dla dobra sprawy" minęły... :-? Nie spotkałem się jeszcze nigdy z taką opieszałością i brakiem szacunku dla opłacającego ich biurka i emerytury obywatela.
Art. 35. Terminy załatwiania spraw przez organy
§ 1. Organy administracji publicznej obowiązane są załatwiać sprawy bez zbędnej zwłoki.
§ 2. Niezwłocznie powinny być załatwiane sprawy, które mogą być rozpatrzone w oparciu o dowody przedstawione przez stronę łącznie z żądaniem wszczęcia postępowania lub w oparciu o fakty i dowody powszechnie znane albo znane z urzędu organowi, przed którym toczy się postępowanie, bądź możliwe do ustalenia na podstawie danych, którymi rozporządza ten organ.
§ 3. Załatwienie sprawy wymagającej postępowania wyjaśniającego powinno nastąpić nie później niż w ciągu miesiąca, a sprawy szczególnie skomplikowanej - nie później niż w ciągu dwóch miesięcy od dnia wszczęcia postępowania, zaś w postępowaniu odwoławczym - w ciągu miesiąca od dnia otrzymania odwołania.
Ostatnia edycja: