Usprawiedliwienia

  • Autor wątku Autor wątku Majew96
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Majew96

Nowy użytkownik
Dołączył
06.2014
Odpowiedzi
8
Szkoła do której uczęszczam wprowadziła w statucie że rodzic może usprawiedliwić 36 opuszczonych godzin w semestrze reszte usprawiedliwien nalezy przynieść od lekarza albo będą one nieobecnościami nieusprawiedliwonymi. Lekarz wielokrotnie stwierdził że nauczyciel nie może rządac usprawiedliwienia lekarskiego, a rodzic ma ustawowe prawo do usprawiedliwiania godzin nieobecnych swojego dziecka. Stąd moje pytanie czy to prawda że szkoła może sobie narzucić takie wymogi i czy jest to zgodne z innymi prawami jak te na które powołuje sie lekarz. W odpowiedzi prosił bym o powołanie sie na jakąś ustawe albo coś bym miał podstawe do bronienia swoich racji dodam że jestem osobą pełnoletnią i chodze do technikum.
 
rodzic ma ustawowe prawo do usprawiedliwiania godzin nieobecnych swojego dziecka

Usprawiedliwia szkoła na wniosek rodzica/opiekuna/ucznia. W przypadku ucznia pełnoletniego, żądanie usprawiedliwienia od rodzica nie ma podstaw prawnych. Już prędzej od lekarza.
 
ale chodzi mi bardziej o limity które szkoła narzuca. U nas rodzic musi wyrazic zgode na to by dziecko samo sobie usprawiedliwiało wiec i tak rodzic usprawiedliwia
 
Ostatnia edycja:
Majew96 napisał:
ale chodzi mi bardziej o limity które szkoła narzuca. U nas rodzic musi wyrazic zgode na to by dziecko samo sobie usprawiedliwiało wiec i tak rodzic usprawiedliwia

Takie zachowanie szkoły budzi poważne wątpliwości. Limit też. Ogólnie sprawa wygląda tak - jak ktoś jest pewien swego, ma solidny powód, np. wezwanie do stawienia się do kwalifikacji wojskowej, pogrzeb bliskiego krewnego czy przyjaciela, chorobę odnotowaną w dokumentacji medycznej to może mieć gdzieś limity i żądania szkoły, aby potwierdzili to rodzice. Jeżeli uczeń usprawiedliwia się "na krzywy ryj" i nie ma solidnego powodu do nieobecności, to może sobie szkołę skarżyć do wszystkich możliwych instytucji. I tak nic nie zdziała. Bo nigdzie nie jest zapisane, że szkoła musi bezwzględnie usprawiedliwiać nieobecność na wniosek osoby uprawnionej. Przepisy odsyłają do statutu szkoły. Jednak zgodnie z zasadą, że organy państwa powinny działać w granicach i na podstawie prawa, żądanie przez szkołę zwolnień lekarskich może budzić pewne wątpliwości. Ale powtarzam - żaden szczegółowy przepis nie stanowi, że jest to niedopuszczalne.
 
Ostatnia edycja:
Dziekuje za odpowiedz rzecz w tym że zerwałem wiezadła w kostce i mam gimp kiepsko chodze o kulach a szkoła ma wysokie i strome schody wiec nie mam jak do niej chodzić a lekarz na ortopedii powiedział że odzic mi napisze bo ma ustawowe prawo a jemu sie nie chce stąd moje pytanie, bo moja wychowawczyni na te słowa lekarza powiedziała że szkoła ma ustalony limit. Ciekawiło mnie to czy może sobie taki limit ustalić nawet jesli to jest niezgodne z prawem
 
Majew96 napisał:
powiedział że odzic mi napisze bo ma ustawowe prawo

Bzdura. Żadne ustawowe prawo, bo żadna ustawa ani rozporządzenie tego nie precyzuje. A poza tym rodzic dla osoby pełnoletniej jest osobą trzecią i na dobrą sprawę nie powinien mieć nawet wglądu do wyników nauki dziecka bez otrzymania upoważnienia. A co dopiero do usprawiedliwiania jego nieobecności.

Radzę ci iść do swojego lekarza pierwszego kontaktu, najlepiej takiego, którego dobrze znasz, aby wypisał ci na karteczce zaświadczenie, podpisał i przybił pieczątkę. Albo możesz się szarpać ze szkołą i składać skargi na wychowawcę do dyrektora, na dyrektora do kuratorium itd., jeżeli masz na to czas i ochotę.
 
Wiesz dla mnie teraz to juz nie jest wazne bo rok sie konczy a mi nie grozi zostanie na drugi rok a rodzic miał zapas godzin tyle że ciekawi mnie taki sposób załatwiania spraw. Ze lekaz nie wypisze a szkoła daje limit 36 godzin co odpowiada jednemu tygodniowi. Myslałem że skzoła nie może sobie nakładac jakichś limitów i dlatego pytałem by wiedziec na przyszłość. zresztą tak jest zawsze że szkoła omija wszelkie zadady i sie do nich nie stosuje ale uczniów z nich rozlicza . Dziekuje za pomoc :D
 
Majew96 napisał:
zresztą tak jest zawsze że szkoła omija wszelkie zadady i sie do nich nie stosuje ale uczniów z nich rozlicza .

W razie czego - często wystarczy jedynie wspomnieć o możliwości nagłośnienia sprawy i zgłoszenia się do odpowiednich organów. I szkoła od razu inaczej rozmawia :)
 
Pewnie bym tak zrobił ale pewnie szkołaq by mnie wywaliła. W statucie mamy że mozna miec 2 sprawdziany w tygodniu a nauczyciele jak sie dowiadują że mamy juz wpisane 2 robia kartkówke na 45 minut która liczy sie jak sprawdzian aloe nią teorytycznie nie jest. to tylko taki przykład
 
Powrót
Góra