T
Tomaszb1313
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.2015
- Odpowiedzi
- 4
Witam. Jestem na forum nowy i proszę o pomoc. W styczniu zostałem zwolniony z pracy (był to urząd), utrata zaufania pracodawcy po wyborach. Widziałem go 4 lub 5 razy. Zmiana opcji politycznej, tak czasami bywa. Ale nie to jest problemem.
Problem jest taki. W tym samym urzędzie na stażu jest moja córka. Do tej pory wszystko było ok. Przedłużano jej staż wielokrotnie (jest to już obecnie prawie 2 lata). Problem się zaczął niedawno. W połowie kwietnia córka poszła do szefa urzędu żeby zapytać czy będzie miała szansę na kolejne przedłużenie stażu i jaka będzie jej sytuacja. Było to w ciągu dnia, wykorzystała do tej rozmowy swoją tzw. przerwę śniadaniową. W czasie rozmowy szef powiedział żeby nie brała tego do siebie ale ze względu na nazwisko które nosi nie ma możliwości dalszej współpracy z nią i staż już nie będzie przedłużany. Coś tam jeszcze powiedział ale za bardzo córka nie pamięta bo te wcześniejsze słowa ją wzburzyły i zdezorientowały. Jak się później okazało szef na drugi dzień wezwał naczelnika wydziału w którym pracowała córka i powiedział, że pani .... ma za mało pracy skoro ma czas na przychodzenie do szefa (coś tu jest nie tak). Ale wracam do wątku. Z powodu zdenerwowania córka w nocy dostała biegunki i wymiotów. Tydzień wcześniej jej córeczka a moja wnuczka przechodziła grypę jelitową i prawdopodobnie to plus nerwy spowodowały takie objawy u córki. Rano nie mogła nawet pomyśleć o wyjściu z domu do lekarza, zadzwoniła do naczelnika że jest bardzo chora i nie może nawet wyjść do lekarza, poprosiła o wypisanie 2 dni urlopu (miała kilka dni w zapasie z poprzednich miesięcy). Wiem, że stażystom nie przysługuje tzw. urlop na żądanie ale w tym urzędzie było takie ciche przyzwolenie i już wielokrotnie w nagłych sytuacjach pozwalano na taką formę. Naczelnik przez telefon oznajmił że nie ma sprawy i tak się rozmowa zakończyła. Było to w czwartek 16 kwietnia br. Ja wraz z małżonką byliśmy w tych dniach na wyjeździe i nie mogliśmy nawet jej w żaden sposób pomóc, o całej sprawie dowiedzieliśmy się po fakcie. W poniedziałek córka przyszła do pracy i została wezwana do szefa urzędu gdzie zebrane było całe kierownictwo. Oznajmiono jej, że z powodu 2 dni nieobecności staż będzie zerwany. Nie pomogło tłumaczenie się i wyjaśnianie, że gdyby wiedziała, że nie zostanie jej uznany urlop to by zadzwoniła do lekarza i nawet za odpłatnością zamówiła by wizytę lekarską, nic nie pomagało. Nakazano napisać naczelnikowi wyjaśnienia i skierowano sprawę do PUP-u. Po pracy córka poszła do lekarza i jest na zwolnieniu już 4 tydzień, nerwy itd. W międzyczasie, po tygodniu od zdarzenia przyszło pismo z PUP-u, że rozpoczyna się postępowanie wyjaśniające i ma się córka stawić w PUP-ie w celu złożenia wyjaśnień. Poszła, powiedziała jak było, sporządzono notatkę pisemną i tyle. Wyszła i nie było żadnej informacji do dzisiaj. W dniu dzisiejszym przyszła decyzja z PUP-u o utracie prawa do stypendium z dniem pierwszego dnia nieobecności. Córka zadzwoniła do osoby która podpisała decyzję żeby dowiedzieć się w sprawie odwołania od decyzji. Dowiedziała się, że jest to pierwsza z dwóch decyzji które dostanie. Poinformowano córkę również, że jeszcze czekają na podjęcie decyzji przez szefostwo PUP-u z czyjej winy zerwać staż, a także że nic jej nie da odwoływanie się. Dodatkowo córka dowiedziała się, że jest zawieszona i nie musi przychodzić już więcej do pracy i nie musiała w ogóle chodzić do lekarza i brać L4. Nie została o tym fakcie powiadomiona wcześniej ani pisemnie ani ustnie.
Proszę o pomoc w wyjaśnieniu czy takie postępowanie jest prawidłowe, czy nie. Zdajemy sobie sprawę, że córka popełniła błąd nie idąc do lekarza ale bardziej jest to ukierunkowane na jakąś zemstę polityczną.
Z góry dziękuję za wszelką pomoc.
Problem jest taki. W tym samym urzędzie na stażu jest moja córka. Do tej pory wszystko było ok. Przedłużano jej staż wielokrotnie (jest to już obecnie prawie 2 lata). Problem się zaczął niedawno. W połowie kwietnia córka poszła do szefa urzędu żeby zapytać czy będzie miała szansę na kolejne przedłużenie stażu i jaka będzie jej sytuacja. Było to w ciągu dnia, wykorzystała do tej rozmowy swoją tzw. przerwę śniadaniową. W czasie rozmowy szef powiedział żeby nie brała tego do siebie ale ze względu na nazwisko które nosi nie ma możliwości dalszej współpracy z nią i staż już nie będzie przedłużany. Coś tam jeszcze powiedział ale za bardzo córka nie pamięta bo te wcześniejsze słowa ją wzburzyły i zdezorientowały. Jak się później okazało szef na drugi dzień wezwał naczelnika wydziału w którym pracowała córka i powiedział, że pani .... ma za mało pracy skoro ma czas na przychodzenie do szefa (coś tu jest nie tak). Ale wracam do wątku. Z powodu zdenerwowania córka w nocy dostała biegunki i wymiotów. Tydzień wcześniej jej córeczka a moja wnuczka przechodziła grypę jelitową i prawdopodobnie to plus nerwy spowodowały takie objawy u córki. Rano nie mogła nawet pomyśleć o wyjściu z domu do lekarza, zadzwoniła do naczelnika że jest bardzo chora i nie może nawet wyjść do lekarza, poprosiła o wypisanie 2 dni urlopu (miała kilka dni w zapasie z poprzednich miesięcy). Wiem, że stażystom nie przysługuje tzw. urlop na żądanie ale w tym urzędzie było takie ciche przyzwolenie i już wielokrotnie w nagłych sytuacjach pozwalano na taką formę. Naczelnik przez telefon oznajmił że nie ma sprawy i tak się rozmowa zakończyła. Było to w czwartek 16 kwietnia br. Ja wraz z małżonką byliśmy w tych dniach na wyjeździe i nie mogliśmy nawet jej w żaden sposób pomóc, o całej sprawie dowiedzieliśmy się po fakcie. W poniedziałek córka przyszła do pracy i została wezwana do szefa urzędu gdzie zebrane było całe kierownictwo. Oznajmiono jej, że z powodu 2 dni nieobecności staż będzie zerwany. Nie pomogło tłumaczenie się i wyjaśnianie, że gdyby wiedziała, że nie zostanie jej uznany urlop to by zadzwoniła do lekarza i nawet za odpłatnością zamówiła by wizytę lekarską, nic nie pomagało. Nakazano napisać naczelnikowi wyjaśnienia i skierowano sprawę do PUP-u. Po pracy córka poszła do lekarza i jest na zwolnieniu już 4 tydzień, nerwy itd. W międzyczasie, po tygodniu od zdarzenia przyszło pismo z PUP-u, że rozpoczyna się postępowanie wyjaśniające i ma się córka stawić w PUP-ie w celu złożenia wyjaśnień. Poszła, powiedziała jak było, sporządzono notatkę pisemną i tyle. Wyszła i nie było żadnej informacji do dzisiaj. W dniu dzisiejszym przyszła decyzja z PUP-u o utracie prawa do stypendium z dniem pierwszego dnia nieobecności. Córka zadzwoniła do osoby która podpisała decyzję żeby dowiedzieć się w sprawie odwołania od decyzji. Dowiedziała się, że jest to pierwsza z dwóch decyzji które dostanie. Poinformowano córkę również, że jeszcze czekają na podjęcie decyzji przez szefostwo PUP-u z czyjej winy zerwać staż, a także że nic jej nie da odwoływanie się. Dodatkowo córka dowiedziała się, że jest zawieszona i nie musi przychodzić już więcej do pracy i nie musiała w ogóle chodzić do lekarza i brać L4. Nie została o tym fakcie powiadomiona wcześniej ani pisemnie ani ustnie.
Proszę o pomoc w wyjaśnieniu czy takie postępowanie jest prawidłowe, czy nie. Zdajemy sobie sprawę, że córka popełniła błąd nie idąc do lekarza ale bardziej jest to ukierunkowane na jakąś zemstę polityczną.
Z góry dziękuję za wszelką pomoc.