F
Felek91
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2014
- Odpowiedzi
- 18
Witam,
mój problem wygląda następująco - podczas powrotu z wakacji, na Węgrzech uszkodziło nam się koło - mianowicie wentyl w przednim kole. Moja partnerka zadzwoniła do swojego ubezpieczyciela (Warta) w ramach assistance - usłyszała że przysługuje nam holowanie do 400km, natomiast warsztat musimy znaleźć sami i zorganizować sobie naprawę. Po kilkunastu telefonach ( węgrzy nie mówią niestety po angielski, szczególnie w Sobotę...) i kilku godzinach, ponowny kontakt do Warty- teraz dowiedzieliśmy się, że to Oni w rmach pomocy wszystko sami organizują i mamy tylko podać współrzędne. Po ok godzinie przyjechała po nas laweta,- zero obiecanego kontaktu z Warty w sprawie pomocy z komunikacją- zostaliśmy odholowanie do warsztatu który naprawił nam pojazd (za to już płaciliśmy sami, w pomocy assistance mamy tylko lawetę). I tu zaczyna się problem- podczas rozładunku auta z "widelca" Obsługujący lawetę poprosił abym wyjechał z podnosnika, on będzie obsługiwał windę. Wyjeżdżając urwałem/połamałem przedni zderzak. Pan od razu pokazał aby podjechać, podniósł auto, podłozyć dreniwane klocki po czym wyjechałem już bez problemu. Nasze pytania co teraz skutkowały odpowiedziami że zostanie naprawione - Pan zrobił zdjęcia, zadzeonił gdzieś - język oczywiście tylko węgierski
Po naprawie, (zderzak został wcisnięty i skręcony wkrętem) poinformowaliśmy Wartę o zajściu, pPani przyjmująca zgłoszenie poprosiła o podesłanie zdjęć co oczywiście zrobiliśmy. Minęło już 10 dni przepychania co chwilę z nowymi osobami z infolini warty, dziś dostaliśmy odpowiedz, że oni nie są stroną w sprawie, a Pan z autolawety napisał oświadczenie, że uszkodzenie nie wynika z braku jego kompetencji a z winy kierującego... Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Auto jest częściowo unieruchomione - zderzak podczas przejazdu przez dziurę potrafi się urwać...
mój problem wygląda następująco - podczas powrotu z wakacji, na Węgrzech uszkodziło nam się koło - mianowicie wentyl w przednim kole. Moja partnerka zadzwoniła do swojego ubezpieczyciela (Warta) w ramach assistance - usłyszała że przysługuje nam holowanie do 400km, natomiast warsztat musimy znaleźć sami i zorganizować sobie naprawę. Po kilkunastu telefonach ( węgrzy nie mówią niestety po angielski, szczególnie w Sobotę...) i kilku godzinach, ponowny kontakt do Warty- teraz dowiedzieliśmy się, że to Oni w rmach pomocy wszystko sami organizują i mamy tylko podać współrzędne. Po ok godzinie przyjechała po nas laweta,- zero obiecanego kontaktu z Warty w sprawie pomocy z komunikacją- zostaliśmy odholowanie do warsztatu który naprawił nam pojazd (za to już płaciliśmy sami, w pomocy assistance mamy tylko lawetę). I tu zaczyna się problem- podczas rozładunku auta z "widelca" Obsługujący lawetę poprosił abym wyjechał z podnosnika, on będzie obsługiwał windę. Wyjeżdżając urwałem/połamałem przedni zderzak. Pan od razu pokazał aby podjechać, podniósł auto, podłozyć dreniwane klocki po czym wyjechałem już bez problemu. Nasze pytania co teraz skutkowały odpowiedziami że zostanie naprawione - Pan zrobił zdjęcia, zadzeonił gdzieś - język oczywiście tylko węgierski