N
niekomornik
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2012
- Odpowiedzi
- 4
Witam wszystkich 
dostałem wczoraj list, od firmy "intrum justica" którego tytułem jest "Ostateczne wezwanie do zapłaty", powodem zadłużenia wobec firmy ma niejako być niezapłacony mandat na rzecz "Zakład kontroli biletów kontroler". I teraz coś co pewnie ludzie nie często mówią - to nie mój mandat! (tyle, że na prawdę). Mandat miał jakoby być wystawiony w 2004 roku. Zadzwoniłem więc do w/w firmy z prośbą o dodatkowe informacje, dużo niestety się nie dowiedziałem.
Jestem pewien, że takowego mandatu nigdy nie otrzymałem (miałem wtedy ok 14 lat), a jedyny mandat jaki otrzymałem dostałem w liceum (był zapłacony na drugi dzień) i doskonale to pamiętam, więc myślę, że poprzedni tarze bym zapamiętał.
Podczas rozmowy z (średnio przyjemną panią
) poprosiłem o jakiś dokument, kopie mandatu, lub cokolwiek co potwierdzało by, że to faktycznie ja dostałem mandat (w grzeczny sposób oczywiście). Niestety, pani powiedziała mi, że czas archiwizacji się zakończył bądź coś w podobnie... mówiąc krócej, firma która oskarża mnie o dług, nie ma żadnego dokumentu, który mógł by świadczyć o tym, że ten dług istnieje, niemniej jednak chcą abym im zapłacił.
próbowałem dopytać o jakieś dodatkowe informacje, w związku z tym, ze nazywam się tak samo jak mój ojciec i chciałem sprawdzić czy nie am on z tym czegoś wspólnego, lecz tu są raczej marne szanse, gdyż ojciec nie postawił nogi w autobusie / tramwaju co najmniej odkąd przyszedłem na świat.
Dowiedziałem się jeszcze od tej pani, że kontaktowali się "ze mną" (
) w 2005 (?) roku . Zadzwonili na mój nr domowy (to akurat mi powiedzieli) i zapisali notkę prawdopodobnie po rozmowie z moim ojcem "odmówił zapłaty i groził sądem" - to brzmi bardzo w jego stylu (zawsze ostro reagował jak ktoś próbował mu coś wmówić).
Nie mniej j/w jestem w 100% pewien, że nie otrzymałem mandatu, i również w 100% pewien, że mój ojciec go nie otrzymał.
Sprawa jest dość blacha, bo domagają się 180 zł (jak uświadomiłem pani z którą rozmawiałem, ze nie mają na to żadnych dowodów, zaproponowała 110... ) niemniej, duma nie pozwala mi zapłacić mandatu za kogoś.
teraz co ja o tym myślę: najprawdopodobniej, ktoś po prostu podał się za mnie kiedy go złapali - obstawiał bym jakieś 1000 znajomych z tamtych czasów - czasy gimnazjum...) rozmowy o takich "żartach" był na porządku dziennym... Oczywistym jest, że jeżeli tak właśnie się stało, to nie ma możliwości, żeby na mandacie był mój podpis (dla tego domagałem się kopii mandatu).
teraz pytanie: co dalej z tym fantem zrobić? bo nie mam zamiaru bezczynnie patrzeć jak ktoś wpisuje mnie potem do jakiegoś rejestru dłużników lub czegoś w podobnie. Nie mam zamiaru również płacić wyimaginowanego mandatu, bo stworzył bym precedens i zanim bym się zorientował, dostał bym kolejny wymyślony rachunek, tym razem już na tysiące złotych (wole wydać te kilka tysięcy na adwokata, żeby ukarać ich za fałszywe oskarżenia).
więc jeszcze raz: gdzie dalej powinienem pokierować swoje działania?
Myślałem o pójściu do "zakładu kontroli biletów "kontroler" " i tam, domaganiu się wystawienia kopii dokumentu (mandatu) a potem udaniu się z tym dokumentem do sądu - jestem jednak laikiem w tych sprawach, i był bym niezmiernie wdzięczny za naprowadzenie mnie "co, gdzie i jak"
I jak już wspomniałem: jestem gotów walczyć o swoje prawa w sądzie, czuje się fałszywie oskarżony i nękany przez firmę "intirium justica".
I nie mam zamiaru im odpuścić, co ojciec powiedział, ja obrócę w czyn "straszył sądem" - nie zgadzam się na nękanie mojej osoby i nie dam za wygraną dopóki nie otrzymam odszkodowania, lub oficjalnych przeprosin.
Edit: Mieszkam w Łodzi
dostałem wczoraj list, od firmy "intrum justica" którego tytułem jest "Ostateczne wezwanie do zapłaty", powodem zadłużenia wobec firmy ma niejako być niezapłacony mandat na rzecz "Zakład kontroli biletów kontroler". I teraz coś co pewnie ludzie nie często mówią - to nie mój mandat! (tyle, że na prawdę). Mandat miał jakoby być wystawiony w 2004 roku. Zadzwoniłem więc do w/w firmy z prośbą o dodatkowe informacje, dużo niestety się nie dowiedziałem.
Jestem pewien, że takowego mandatu nigdy nie otrzymałem (miałem wtedy ok 14 lat), a jedyny mandat jaki otrzymałem dostałem w liceum (był zapłacony na drugi dzień) i doskonale to pamiętam, więc myślę, że poprzedni tarze bym zapamiętał.
Podczas rozmowy z (średnio przyjemną panią
próbowałem dopytać o jakieś dodatkowe informacje, w związku z tym, ze nazywam się tak samo jak mój ojciec i chciałem sprawdzić czy nie am on z tym czegoś wspólnego, lecz tu są raczej marne szanse, gdyż ojciec nie postawił nogi w autobusie / tramwaju co najmniej odkąd przyszedłem na świat.
Dowiedziałem się jeszcze od tej pani, że kontaktowali się "ze mną" (
Nie mniej j/w jestem w 100% pewien, że nie otrzymałem mandatu, i również w 100% pewien, że mój ojciec go nie otrzymał.
Sprawa jest dość blacha, bo domagają się 180 zł (jak uświadomiłem pani z którą rozmawiałem, ze nie mają na to żadnych dowodów, zaproponowała 110... ) niemniej, duma nie pozwala mi zapłacić mandatu za kogoś.
teraz co ja o tym myślę: najprawdopodobniej, ktoś po prostu podał się za mnie kiedy go złapali - obstawiał bym jakieś 1000 znajomych z tamtych czasów - czasy gimnazjum...) rozmowy o takich "żartach" był na porządku dziennym... Oczywistym jest, że jeżeli tak właśnie się stało, to nie ma możliwości, żeby na mandacie był mój podpis (dla tego domagałem się kopii mandatu).
teraz pytanie: co dalej z tym fantem zrobić? bo nie mam zamiaru bezczynnie patrzeć jak ktoś wpisuje mnie potem do jakiegoś rejestru dłużników lub czegoś w podobnie. Nie mam zamiaru również płacić wyimaginowanego mandatu, bo stworzył bym precedens i zanim bym się zorientował, dostał bym kolejny wymyślony rachunek, tym razem już na tysiące złotych (wole wydać te kilka tysięcy na adwokata, żeby ukarać ich za fałszywe oskarżenia).
więc jeszcze raz: gdzie dalej powinienem pokierować swoje działania?
Myślałem o pójściu do "zakładu kontroli biletów "kontroler" " i tam, domaganiu się wystawienia kopii dokumentu (mandatu) a potem udaniu się z tym dokumentem do sądu - jestem jednak laikiem w tych sprawach, i był bym niezmiernie wdzięczny za naprowadzenie mnie "co, gdzie i jak"
I jak już wspomniałem: jestem gotów walczyć o swoje prawa w sądzie, czuje się fałszywie oskarżony i nękany przez firmę "intirium justica".
I nie mam zamiaru im odpuścić, co ojciec powiedział, ja obrócę w czyn "straszył sądem" - nie zgadzam się na nękanie mojej osoby i nie dam za wygraną dopóki nie otrzymam odszkodowania, lub oficjalnych przeprosin.
Edit: Mieszkam w Łodzi
Ostatnia edycja: