M
Morfeus25
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2023
- Odpowiedzi
- 4
Witam serdecznie!
Mam proste pytanko, bo nie wiem na jakiej zasadzie działają sądy (nie miałem potrzeby do tej pory korzystać).
W lipcu 2022 jechałem z kolegą wypożyczonym busem (od innego kolegi). 2 w nocy, przepisowo, najechaliśmy na coś, ewidentnie w zawieszeniu coś poszło (ale auto jeździło). Wychodzę na ulicę (nieoświetlony fragment), znaki drogowe rozpieprzone po całej jezdni (licami do dołu, niewidoczne). Dzwonię na policję (droga po kolizji, nieoznaczona), widzę - w niedalekim ogrodzeniu (jakiegoś składu budowlanego, nawet kamera tuż obok) rozwalony samochód, wychodzi łysy typek, ewidentnie nawalony, coś się drze. Policja szybko przyjechała i zakuła go w kajdanki. Okazało się, że to Ukrainiec (zaznaczam, bo to ważne). W swoich alkoholowych wywodach przyznał się. Policja zrobiła dokładny rekonesans miejsca zdarzenia, zdjęcia. Funkcjonariusz wszedł pod busa i zrobił rozeznanie, wykazał zniszczenia, zaraportował. Wystawił nam kwitek żeby postarać się zedrzeć z OC (na szczęście auto Polaka). O 4 rano na komendzie zeznałem, że potwierdzam, że to ten człowiek wysiadał z samochodu.
Na początku 2023 dostałem informację o rozprawie, że mogę wystąpić jako świadek posiłkowy. Nie poszedłem (nieobowiązkowo).
1 lutego dostałem wezwanie obowiązkowe jako świadek. Rozprawa 8 luty (środa to była).
W poniedziałek dostaję telefon, że rozprawa będzie przełożona, bo "coś z tłumaczeniem języka nie tak" - dziwny, lakoniczny powód.
Okej, byłem w gotowości się stawić, ale póki co, minęło kilka tygodni, i o żadnej rozprawie nie wiem nic.
Teraz zaczyna się problem.
Za tydzień wyjeżdżam za granicę, a powrót w celu ewentualnego stawiennictwa będzie mnie dużo kosztował (dojazd i nieprzerobione godziny pracy, możliwa utrata pracy!).
Czy gdybym dostał (oczywiście drogą listową) takie wezwanie, to...
1. Czy korzystając z faktu że NIE MA MNIE, a rozprawa za tydzień (a procedury wzywania na rozprawy chwilę trwa i może ona "przeminąć") mogę powiedzieć osobie w domu, żeby nie odebrała?
2. Czy mogę jakoś odwołać się od tego wezwania, uzasadniając, że jestem za granicą? Motywując, że jak byłem w Polsce i gotowy się stawić, to z jakiś nieznanych przyczyn, zwykłym telefonem odwołali mnie?
3. Czy grożą mi jakieś konsekwencje prawne, ewentualnie fakt, że właściciel busa może mieć utrudnione odszkodowanie (choć czarno na białym wszystko wyjaśnione i sprawca się przyznał, zaprotokołowane)?
Nie ukrywam, że jest to sprawa problematyczna dla mnie, wlecze się już ponad pół roku, sąd sobie żongluje wezwaniami i odwołuje ludzi jakby nie mieli co ze swoim czasem zrobić, a z zagranicy nie będę poświęcał tysiąca złotych (jak nie więcej! i utracone dni przeznaczone na zarobek! a samolotem może być i kilka tysięcy) i kilku dni na przyjazd na rozprawę, która potrwa góra godzinę.
Zwłaszcza, że kolega, z którym jechałem dostał również wezwanie na świadka, a on jest dostępny w okolicy i może śmiało zeznać, co się wydarzyło.
Z góry dziękuję za odpowiedź!
Mam proste pytanko, bo nie wiem na jakiej zasadzie działają sądy (nie miałem potrzeby do tej pory korzystać).
W lipcu 2022 jechałem z kolegą wypożyczonym busem (od innego kolegi). 2 w nocy, przepisowo, najechaliśmy na coś, ewidentnie w zawieszeniu coś poszło (ale auto jeździło). Wychodzę na ulicę (nieoświetlony fragment), znaki drogowe rozpieprzone po całej jezdni (licami do dołu, niewidoczne). Dzwonię na policję (droga po kolizji, nieoznaczona), widzę - w niedalekim ogrodzeniu (jakiegoś składu budowlanego, nawet kamera tuż obok) rozwalony samochód, wychodzi łysy typek, ewidentnie nawalony, coś się drze. Policja szybko przyjechała i zakuła go w kajdanki. Okazało się, że to Ukrainiec (zaznaczam, bo to ważne). W swoich alkoholowych wywodach przyznał się. Policja zrobiła dokładny rekonesans miejsca zdarzenia, zdjęcia. Funkcjonariusz wszedł pod busa i zrobił rozeznanie, wykazał zniszczenia, zaraportował. Wystawił nam kwitek żeby postarać się zedrzeć z OC (na szczęście auto Polaka). O 4 rano na komendzie zeznałem, że potwierdzam, że to ten człowiek wysiadał z samochodu.
Na początku 2023 dostałem informację o rozprawie, że mogę wystąpić jako świadek posiłkowy. Nie poszedłem (nieobowiązkowo).
1 lutego dostałem wezwanie obowiązkowe jako świadek. Rozprawa 8 luty (środa to była).
W poniedziałek dostaję telefon, że rozprawa będzie przełożona, bo "coś z tłumaczeniem języka nie tak" - dziwny, lakoniczny powód.
Okej, byłem w gotowości się stawić, ale póki co, minęło kilka tygodni, i o żadnej rozprawie nie wiem nic.
Teraz zaczyna się problem.
Za tydzień wyjeżdżam za granicę, a powrót w celu ewentualnego stawiennictwa będzie mnie dużo kosztował (dojazd i nieprzerobione godziny pracy, możliwa utrata pracy!).
Czy gdybym dostał (oczywiście drogą listową) takie wezwanie, to...
1. Czy korzystając z faktu że NIE MA MNIE, a rozprawa za tydzień (a procedury wzywania na rozprawy chwilę trwa i może ona "przeminąć") mogę powiedzieć osobie w domu, żeby nie odebrała?
2. Czy mogę jakoś odwołać się od tego wezwania, uzasadniając, że jestem za granicą? Motywując, że jak byłem w Polsce i gotowy się stawić, to z jakiś nieznanych przyczyn, zwykłym telefonem odwołali mnie?
3. Czy grożą mi jakieś konsekwencje prawne, ewentualnie fakt, że właściciel busa może mieć utrudnione odszkodowanie (choć czarno na białym wszystko wyjaśnione i sprawca się przyznał, zaprotokołowane)?
Nie ukrywam, że jest to sprawa problematyczna dla mnie, wlecze się już ponad pół roku, sąd sobie żongluje wezwaniami i odwołuje ludzi jakby nie mieli co ze swoim czasem zrobić, a z zagranicy nie będę poświęcał tysiąca złotych (jak nie więcej! i utracone dni przeznaczone na zarobek! a samolotem może być i kilka tysięcy) i kilku dni na przyjazd na rozprawę, która potrwa góra godzinę.
Zwłaszcza, że kolega, z którym jechałem dostał również wezwanie na świadka, a on jest dostępny w okolicy i może śmiało zeznać, co się wydarzyło.
Z góry dziękuję za odpowiedź!
Ostatnia edycja: