D
dokadtakgnasz
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2010
- Odpowiedzi
- 2
Witam,
na początku wspomnę, że mam 16 lat, kończę właśnie 3. klasę gimnazjum i pilnie potrzebuję porady na temat, który opisałem dość szczegółowo poniżej. Szczerze liczę na Państwa pomoc. Z góry dziękuję za samo przeczytanie wiadomości, a za odpowiedź byłbym niezmiernie wdzięczny.
Ostatnio spotkała mnie dość przykra sytuacja w szkole, po pewnym zdarzeniu, którego bardzo żałuję. Otóż w serwisie demotywatory.pl ukazało się zdjęcie mojego pana z j. niemieckiego z niezbyt poprawnym, a nawet wulgarnym podpisem, obrażającym jego osobę. Nie ja jestem autorem tego demotywatora, który ukazał się w Internecie 14 maja 2010 r. 28 maja 2010 r. otrzymałem link od mojego kolegi do strony z tym zdjęciem. Mój kolega otrzymał go od kolegi, a kolega od kolejnych kolegów. Linki przesyłano poprzez komunikator internetowy Gadu-Gadu. Kiedy dotarł do mnie ten link, również i ja postanowiłem podzielić się tym linkiem ze swoimi znajomymi. Problem polega na tym, że link nie wysłałem przez Gadu-Gadu, lecz umieściłem na moim profilu w portalu Facebook.com. Konto na Facebook'u jest dostępne tylko dla moich znajomych i nikt inny nie ma możliwości zobaczenia co umieszczam. Wkleiłem ten link.
Facebook automatycznie tworzy ze strony podawanego odnośnika malutką miniaturkę losowego zdjęcia z tejże strony + kopiuje tytuł strony. Czyli na moim profilu znalazło się malutkie zdjęcie pana z niemieckiego (zupełnie niewidoczny podpis, lekko zamazane zdjęcie) + nieprzychylny komentarz, którego użytkownik nie może edytować ani usunąć.
Po umieszczeniu linku, któryś z moich nielojalnych, wobec mnie, znajomych z portalu, dał cynk mojemu nauczycielowi z informatyki, że taki demotywator istnieje i podał link do demotywatora + do mojego profilu (ten kolega jest moim znajomym na Facebooku, czyli ma dostęp do moich danych).
Na następny dzień demotywator został usunięty z demotywatory.pl, nikt nie zrobił screena, pozostał tylko mój profil jako dowód, że coś takiego było. Jak się okazało nie był to dowód, a haczyk na mnie. Szybko wybuchła afera w szkole, że ja - uważany dotąd za wzorowego ucznia (w życiu nie miałem minusowych punktów z zachowania, uczestniczę w wielu konkursach i zajmuję w nich często czołowe miejsca, mam średnią ocen na poziomie 5,4/5,5 + bardzo pozytywne opinie nauczycieli) - dopuściłem się tak haniebnego czynu. To mnie najpierw oskarżono za głównego winnego, że rzekomo ja jestem autorem demotywatora, ja obrażam pana z niemieckiego, co jest zupełną nieprawdą. Wśród nauczycieli również krążyły plotki, każdy sobie coś dopowiedział i aktualnie dziwnie się na mnie patrzą - jakbym był przestępcą, a to mylne myślenie. Czy za umieszczenie zwykłego linka wśród moich znajomych można zostać ukaranym? Jak się okazuje - tak.
Wkrótce po tym, mój nauczyciel wydrukował screeny z mojego profilu na FB, gdzie został umieszczony ten link. Inni nauczyciele zobaczyli je (nie widzieli w ogóle głownego demotywatora, tylko mój profil, gdzie jest link - czyli na 100% pomyślano, że to ja jestem głównym sprawcą, który bezczelnie obraża nauczyciela).
Mówiłem, że to nie ja, że nie ja jestem winowajcą i jeśli chcą ukarać sprawcę, to powinni skupić się nie na mnie, a na poszukiwaniu użytkownika demotywatory.pl, który wpadł na ten "genialny" pomysł wykonania tego obrazka.
Byłem wtedy totalnie załamany, gdyż demotywator został usunięty, czyli nie było żadnego źródła, głównego dowodu. Rozpocząłem zatem ostre poszukiwania jakichkolwiek kopii w Internecie - robotów google'a, webarchive'a itd. Niestety nic nie znalazłem. Z pomocą przyszedł mój kolega, który odtworzył z pamięci podręcznej przeglądarki zarówno obrazek, jak i całą stronę z tym demotywatorem. Widać tam wyraźnie nick sprawcy, dokładną datę, kiedy demotywator został dodany. Pytałem potem swoich kolegów czy wiedzą kim jest ten użytkownik, czy znają go, wiedzą kto to itd. Jak na razie wszystkie informacje to jedynie domysły i spekulacje, niepotwierdzone plotki. Czyli główny dowód został odzyskany. Teraz będę żądał, aby każdy nauczyciel, który cokolwiek wie w tej sprawie, zobaczył właściwe źródło i został poinformowany, że nie ja jestem głównym sprawcą.
Moje pytania brzmią: czy rzeczywiście mam uważać się za osobę, która obraziła mojego nauczyciela? Czy powinienem za zwykłe wklejenie linka ponieść tak ostre konsekwencje jak obniżenie oceny z zachowania, nawet do nagannego? Jak cała sytuacja wygląda w świetle prawa?
Jeśli miałbym ponieść takie konsekwencje, to znaczy, że wszyscy, którzy posyłali ten link przez Gadu-Gadu również powinni czuć się współwinni. Równie dobrze mogę zrobić screeny rozmów z Gadu-Gadu i przedstawić je p. dyrektor. Ciekawe czy zostaną tak samo potraktowani jak ja...
Niemniej jednak następnym razem zastanowię się 3 razy co umieszczam w Internecie - nawet na swoich prywatnych profilach, a także kogo akceptuję w liście moich znajomych.
na początku wspomnę, że mam 16 lat, kończę właśnie 3. klasę gimnazjum i pilnie potrzebuję porady na temat, który opisałem dość szczegółowo poniżej. Szczerze liczę na Państwa pomoc. Z góry dziękuję za samo przeczytanie wiadomości, a za odpowiedź byłbym niezmiernie wdzięczny.
Ostatnio spotkała mnie dość przykra sytuacja w szkole, po pewnym zdarzeniu, którego bardzo żałuję. Otóż w serwisie demotywatory.pl ukazało się zdjęcie mojego pana z j. niemieckiego z niezbyt poprawnym, a nawet wulgarnym podpisem, obrażającym jego osobę. Nie ja jestem autorem tego demotywatora, który ukazał się w Internecie 14 maja 2010 r. 28 maja 2010 r. otrzymałem link od mojego kolegi do strony z tym zdjęciem. Mój kolega otrzymał go od kolegi, a kolega od kolejnych kolegów. Linki przesyłano poprzez komunikator internetowy Gadu-Gadu. Kiedy dotarł do mnie ten link, również i ja postanowiłem podzielić się tym linkiem ze swoimi znajomymi. Problem polega na tym, że link nie wysłałem przez Gadu-Gadu, lecz umieściłem na moim profilu w portalu Facebook.com. Konto na Facebook'u jest dostępne tylko dla moich znajomych i nikt inny nie ma możliwości zobaczenia co umieszczam. Wkleiłem ten link.
Facebook automatycznie tworzy ze strony podawanego odnośnika malutką miniaturkę losowego zdjęcia z tejże strony + kopiuje tytuł strony. Czyli na moim profilu znalazło się malutkie zdjęcie pana z niemieckiego (zupełnie niewidoczny podpis, lekko zamazane zdjęcie) + nieprzychylny komentarz, którego użytkownik nie może edytować ani usunąć.
Po umieszczeniu linku, któryś z moich nielojalnych, wobec mnie, znajomych z portalu, dał cynk mojemu nauczycielowi z informatyki, że taki demotywator istnieje i podał link do demotywatora + do mojego profilu (ten kolega jest moim znajomym na Facebooku, czyli ma dostęp do moich danych).
Na następny dzień demotywator został usunięty z demotywatory.pl, nikt nie zrobił screena, pozostał tylko mój profil jako dowód, że coś takiego było. Jak się okazało nie był to dowód, a haczyk na mnie. Szybko wybuchła afera w szkole, że ja - uważany dotąd za wzorowego ucznia (w życiu nie miałem minusowych punktów z zachowania, uczestniczę w wielu konkursach i zajmuję w nich często czołowe miejsca, mam średnią ocen na poziomie 5,4/5,5 + bardzo pozytywne opinie nauczycieli) - dopuściłem się tak haniebnego czynu. To mnie najpierw oskarżono za głównego winnego, że rzekomo ja jestem autorem demotywatora, ja obrażam pana z niemieckiego, co jest zupełną nieprawdą. Wśród nauczycieli również krążyły plotki, każdy sobie coś dopowiedział i aktualnie dziwnie się na mnie patrzą - jakbym był przestępcą, a to mylne myślenie. Czy za umieszczenie zwykłego linka wśród moich znajomych można zostać ukaranym? Jak się okazuje - tak.
Wkrótce po tym, mój nauczyciel wydrukował screeny z mojego profilu na FB, gdzie został umieszczony ten link. Inni nauczyciele zobaczyli je (nie widzieli w ogóle głownego demotywatora, tylko mój profil, gdzie jest link - czyli na 100% pomyślano, że to ja jestem głównym sprawcą, który bezczelnie obraża nauczyciela).
Mówiłem, że to nie ja, że nie ja jestem winowajcą i jeśli chcą ukarać sprawcę, to powinni skupić się nie na mnie, a na poszukiwaniu użytkownika demotywatory.pl, który wpadł na ten "genialny" pomysł wykonania tego obrazka.
Byłem wtedy totalnie załamany, gdyż demotywator został usunięty, czyli nie było żadnego źródła, głównego dowodu. Rozpocząłem zatem ostre poszukiwania jakichkolwiek kopii w Internecie - robotów google'a, webarchive'a itd. Niestety nic nie znalazłem. Z pomocą przyszedł mój kolega, który odtworzył z pamięci podręcznej przeglądarki zarówno obrazek, jak i całą stronę z tym demotywatorem. Widać tam wyraźnie nick sprawcy, dokładną datę, kiedy demotywator został dodany. Pytałem potem swoich kolegów czy wiedzą kim jest ten użytkownik, czy znają go, wiedzą kto to itd. Jak na razie wszystkie informacje to jedynie domysły i spekulacje, niepotwierdzone plotki. Czyli główny dowód został odzyskany. Teraz będę żądał, aby każdy nauczyciel, który cokolwiek wie w tej sprawie, zobaczył właściwe źródło i został poinformowany, że nie ja jestem głównym sprawcą.
Moje pytania brzmią: czy rzeczywiście mam uważać się za osobę, która obraziła mojego nauczyciela? Czy powinienem za zwykłe wklejenie linka ponieść tak ostre konsekwencje jak obniżenie oceny z zachowania, nawet do nagannego? Jak cała sytuacja wygląda w świetle prawa?
Jeśli miałbym ponieść takie konsekwencje, to znaczy, że wszyscy, którzy posyłali ten link przez Gadu-Gadu również powinni czuć się współwinni. Równie dobrze mogę zrobić screeny rozmów z Gadu-Gadu i przedstawić je p. dyrektor. Ciekawe czy zostaną tak samo potraktowani jak ja...
Niemniej jednak następnym razem zastanowię się 3 razy co umieszczam w Internecie - nawet na swoich prywatnych profilach, a także kogo akceptuję w liście moich znajomych.
Ostatnia edycja: