S
srostkow
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2009
- Odpowiedzi
- 10
Witam,
chciałabym po krótce przedstawić systuację, w której się znalazłam jako poszkodowana.
Mam posesję blisko centrum miasta wielkości 2000m2, na której stoi nasz domek i małe zabudowania gospodarcze. Działka jest ogrodzona płotem typu przęsła z siatką metalową a tył działki jest ogrodzony płotem drewnianym. Ten drewniany płot szykowaliśmy do wymiany na betonowy.
Na początku maja br. mąż stojąc na światłach zauważył, że ktoś chodzi po naszej posesji na tyłach. Zadzwonił do mnie z tą informacją i ja pobiegłam zobaczyć, co się dzieje. Zabrałam ze soba telefon i aparat fotograficzny. Zauważyłam, że jeden ze znanych miastu "złomiarzy" wynosi z mojej posesji przęsła metalowe i inne metale, które mu wpadły "w oko" a oprócz tego płot drewniany jest po prostu cały połamany i zrobiona została w nim wielka dziura, którą możnabyło spokojnie wejść i coś wynieść. Dobiegłam do tego człowieka, zrobiłam mu trzy zdjęcia dzwoniąc jednocześnie na policję. Na zdjęciach mam upamiętnioną systuację, gdzie ów człowiek niesie pod lewą pachą moje przęsło metalowe. W międzyczasie dobiegł już do mnie mąż i wspólnie próbowaliśmy zatrzymać tego człowieka. Nadmieniam, że z tym Panem był bardzo utrudniony kontakt wzrokowy i słowny ale nie czułam alkoholu tylko coś podobnego może do denaturatu albo cos przybliżonego. Po ok. 2-3 minut przyjechała juz policja i człowiek ten został zatrzymany. Sytuacja ta miała miejsce przed 20.00 wieczorem a w samo południe tego samego człowieka wraz z jego dwoma "kolegami" przegonił mój mąż z tego samego miejsca po czym udał się do pracy. Przy oględzinach działki okazało się, że brakuje ciężkich przedmiotów metalowych z miedzianymi, które jeszcze rano stały na podwórku. Złożyliśmy zeznanie na policji. Policja zostawiła na naszej posesji również wózek Pana złodzieja w celu zabezpieczenia, aby ktoś go nie ukradł! Po dwóch dniach po południu policja przywiozła tego Pana złodzieja do nas w celu odebrania tegoż wózka i Pan ów został wypuszczony z aresztu. Chodzi sobie po ulicy, był tylko raz przesłuchany a myśmy byli przesłuchiwani już czterokrotnie i na dodatek usłyszelismy, że to było tylko usiłowanie kradzieży bo ja go zatrzymałam!!! nic nie mówi się o tym, co już zginęło tego dnia i o włamaniu na naszą posesję bo Pan policjant uznał, że ogrodzenie na tyłach posesji było liche i ten Pan złodziej mógł sobie do nas wejść a poza tym to myśmy tę posesję otrzymali 10 lat temu w formie spadku po dziadku a nie kupili więc to wszystko tłumaczy - to jest cytat słów Pana policjanta z przesłuchania w dniu wczorajszym. Mało tego mój mąż wczoraj na przesłuchaniu usłyszał od policjanta, że się uwziął na tego "złomiarza" bo to jest osoba znana policji ale nieszkodliwa bo on tylko zabiera złom!
Moje pytanie brzmi:
- jakie znaczenie ma informacja, że ja tę posesję otrzymałam a nie kupiłam w całej tej sytuacji? przecież w tak czy tak jest to moja własność, mam na siebie KW więc nie rozumiem tego sformułowania policjanta.
- czy nawet kiepski płot upoważania do wejścia na cudzą posesję i wyniesienie tego, co się akurat przyda tej osobie?
- jakie mam prawa w tej sytuacji jako poszkodowana?
Chciałabym jeszcze dodać, że lekarz, który badał Pana "złomiarza" po tym zajściu na komendzie orzekł, że on tego zrobić nie mógł bo jest zbyt zchorowany a ja mam zrobione zdjęcia (które dołączyłam do swojego zeznania), na których widać jak wynosi wskazane metale.
Proszę o odpowiedź bo jest to dla nas dość trudna sytuacja.
chciałabym po krótce przedstawić systuację, w której się znalazłam jako poszkodowana.
Mam posesję blisko centrum miasta wielkości 2000m2, na której stoi nasz domek i małe zabudowania gospodarcze. Działka jest ogrodzona płotem typu przęsła z siatką metalową a tył działki jest ogrodzony płotem drewnianym. Ten drewniany płot szykowaliśmy do wymiany na betonowy.
Na początku maja br. mąż stojąc na światłach zauważył, że ktoś chodzi po naszej posesji na tyłach. Zadzwonił do mnie z tą informacją i ja pobiegłam zobaczyć, co się dzieje. Zabrałam ze soba telefon i aparat fotograficzny. Zauważyłam, że jeden ze znanych miastu "złomiarzy" wynosi z mojej posesji przęsła metalowe i inne metale, które mu wpadły "w oko" a oprócz tego płot drewniany jest po prostu cały połamany i zrobiona została w nim wielka dziura, którą możnabyło spokojnie wejść i coś wynieść. Dobiegłam do tego człowieka, zrobiłam mu trzy zdjęcia dzwoniąc jednocześnie na policję. Na zdjęciach mam upamiętnioną systuację, gdzie ów człowiek niesie pod lewą pachą moje przęsło metalowe. W międzyczasie dobiegł już do mnie mąż i wspólnie próbowaliśmy zatrzymać tego człowieka. Nadmieniam, że z tym Panem był bardzo utrudniony kontakt wzrokowy i słowny ale nie czułam alkoholu tylko coś podobnego może do denaturatu albo cos przybliżonego. Po ok. 2-3 minut przyjechała juz policja i człowiek ten został zatrzymany. Sytuacja ta miała miejsce przed 20.00 wieczorem a w samo południe tego samego człowieka wraz z jego dwoma "kolegami" przegonił mój mąż z tego samego miejsca po czym udał się do pracy. Przy oględzinach działki okazało się, że brakuje ciężkich przedmiotów metalowych z miedzianymi, które jeszcze rano stały na podwórku. Złożyliśmy zeznanie na policji. Policja zostawiła na naszej posesji również wózek Pana złodzieja w celu zabezpieczenia, aby ktoś go nie ukradł! Po dwóch dniach po południu policja przywiozła tego Pana złodzieja do nas w celu odebrania tegoż wózka i Pan ów został wypuszczony z aresztu. Chodzi sobie po ulicy, był tylko raz przesłuchany a myśmy byli przesłuchiwani już czterokrotnie i na dodatek usłyszelismy, że to było tylko usiłowanie kradzieży bo ja go zatrzymałam!!! nic nie mówi się o tym, co już zginęło tego dnia i o włamaniu na naszą posesję bo Pan policjant uznał, że ogrodzenie na tyłach posesji było liche i ten Pan złodziej mógł sobie do nas wejść a poza tym to myśmy tę posesję otrzymali 10 lat temu w formie spadku po dziadku a nie kupili więc to wszystko tłumaczy - to jest cytat słów Pana policjanta z przesłuchania w dniu wczorajszym. Mało tego mój mąż wczoraj na przesłuchaniu usłyszał od policjanta, że się uwziął na tego "złomiarza" bo to jest osoba znana policji ale nieszkodliwa bo on tylko zabiera złom!
Moje pytanie brzmi:
- jakie znaczenie ma informacja, że ja tę posesję otrzymałam a nie kupiłam w całej tej sytuacji? przecież w tak czy tak jest to moja własność, mam na siebie KW więc nie rozumiem tego sformułowania policjanta.
- czy nawet kiepski płot upoważania do wejścia na cudzą posesję i wyniesienie tego, co się akurat przyda tej osobie?
- jakie mam prawa w tej sytuacji jako poszkodowana?
Chciałabym jeszcze dodać, że lekarz, który badał Pana "złomiarza" po tym zajściu na komendzie orzekł, że on tego zrobić nie mógł bo jest zbyt zchorowany a ja mam zrobione zdjęcia (które dołączyłam do swojego zeznania), na których widać jak wynosi wskazane metale.
Proszę o odpowiedź bo jest to dla nas dość trudna sytuacja.