Wycofanie się poszkodowanego (z ustaleń naprawienia szkody)

  • Autor wątku Autor wątku simeda
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

simeda

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2008
Odpowiedzi
1
Jak rozwiązać ponizszą sytułację ?

Kolega przerysował zderzak w aucie sąsiadowi.
Dogadali się w taki sposób, że sąsiad naprawia w warsztacie auto (w sensie maluje) - przynosi fakturę a kolega mu zwraca poniesione koszty.
Pan poszkodowany rozmyslił się jednak i stwierdził, że jak nie dostanie 500 zł to idzie na policję, mimo wcześniejszych ustaleń.

Co zrobi policja sprawcy (auto służbowe) ?
Ewentualnie jak można rozwiązać tą sytuację ? Pan poszkodowany ewidentnie stwierdził, że woli kasę niż naprawianie auta.
Osobiście go rozumiem :) ale sprawca wolałby załatwić to w sposób mniej kosztowny (np zabiera zderzak i maluje go na własny koszt) - Poszkodowany wogóle nie jest zainteresowany takim rozwiązaniem, nie ma też żadnego oświadczenia sprawcy, bo gdyby nie sprzątaczka to pewnie by sie nie dowiedział o tym kto mu zrobił ryskę na zderzaku...od zdarzenia minęło około 5 tygodni.
 
Liczy się wysokość odniesionej szkody a nie fakt czy poszkodowany naprawi pojazd, czy też nie. Tak więc, sądzę że jeżeli wartość szkody wynosi 500 zł., jak najbardziej należy zapłacić żądaną kwotę. Tym bardziej, że jest ona niezbyt wysoka, a sam mandat za wykroczenie drogowe może wynieść w ok. 200-300 zł. + utrata zniżek z ubezp. OC, etc.

Wybór naprawienia szkody należy do poszkodowanego (przywrócenie stanu sprzed szkody bądź zapłata odpowiedniej sumy pieniężnej).
 
Ja pozwole sobie sie nie zgodzic z powyższa tezą. Zakładając ze sprawca ma znizke w wys. 60% w Oc , po szkodzie traci max. 20% więc różnica w składce wyniesie około 150 zł. A co do mandatu, to nie za bardzo miał by on tutaj zastosowanie, bo przeciez wystarczy że Sprawca napisze oświadczenie o po sprawie, nie trzeba mieszać w to policji.
Rzeczywiście sprawę nieci komplikuje to że jest to auto służbowe, więc nie wiemy jak będą wyglądać następstwa szkody co do wysokości składek na pozostałe pojazdy właściciela. Jednak płacenie 500 zł z "kieszeni" wydaje mi się nieopłacalne i nieracjonalne.
Pozdrawiam
 
Chodziło mi o to, że jeżeli sprawca będzie się opierał przed zapłaceniem odszkodowania "do ręki", to poszkodowany może "zrobić na złość" i zgłosić te zdarzenie na policję. Oczywiście w przypadku braku zgłoszenia sprawy na policję, może się okazać, że zapłata żądanej kwoty okaże się bezzasadnie za wysoka.

Niemniej, na podstawie doświadczenia wiem, że poszkodowany nie będzie miał "oporów" przed zawiadomieniem policji...

Co do utraty zniżki, należy wsiąść również pod uwagę, że utrata zniżki nie dotyczy tylko jednego okresu ubezpieczenia, ale również i następnych. Tak więc, przy podanym przykładzie:
- 20% w roku następnym po wypłacie odszkodowania (przy założeniu 60% zniżki) - spada do 40% - 150,00 zł.;
- 10% w kolejnym roku ubezpieczenia aż po 2 latach dojdzie do zniżek, jakie miał w chwili szkody - 75 zł.

Jeżeli jednak sprawca nie posiada max. zniżek (np. podstawową 100% - może dostać nawet składkę zaostrzoną 150% itd.), płaci więcej (bo samochód o dużej pojemności i na osobę pon. 25 lat) lub posiada więcej pojazdów - utrata zniżek a w następstwie strata może wynieść dużo więcej.

Wszystko więc zależy od sytuacji, w jakiej znalazł się simeda.
 
Powrót
Góra