A
Anonym20
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2016
- Odpowiedzi
- 1
Witam
Na wstępie chciałbym opisać swoją sytuacje. We wrześniu, a dokładniej 30.09.2017 roku byłem pierwszy raz u pośrednika pracy wpisał on mnie jedynie do bazy oraz wypytał o parę szczegółów, następny termin wizyty wystawił na 17.11.2016. W ten czas chodziłem na liczne rozmowy o pracę, dwa razy byłem na szkoleniu lecz pracodawca nie wywiązał się z słownej umowy więc jednym słowem straciłem kilka dni, lecz przejdźmy do sedna. W miedzy czasie dostałem listownie ofertę pracy która znajdowała się 45 KM od mojego miejsca zamieszkania (totalna wieś gdzie jakakolwiek komunikacja jeździ raz na półtorej godziny od mojego miejsca zamieszkania) więc zadzwoniłem do pracodawcy i ten powiedział mi, że stanowisko jest od dawna zajęte więc szkoda mojego czasu jak i kosztów żebym jechał po pieczątkę na tym wydruku z propozycją gdyż zgłosił już ten fakt do urzędu pracy - pomyślałem super i tutaj jak mniemam popełniłem błąd gdyż z zapytaniem o ten fakt do pośredniczki zadzwoniłem kilka dni później ze względu na spotkania i godziny w których je miałem. Pośredniczka do której mam kontakt na moim "zeszyciku" z którym muszę obowiązkowo się stawiać bo mam tam wpisane terminy wizyt powiedziała, że nie ma żadnego problemu i oni o tym wiedzą, faktycznie mam nie jechać i tracić pieniędzy tylko przypomnieć na wizycie (tutaj spytała na kiedy mam) więc powiedziałem 17.11.2016 gdyż w tym zeszyciku mam wyraźnie napisane, że są to obowiązkowe terminy zgłoszenia się. Na kartce dojrzałem po tej rozmowie taki wpis " Odcinek B należy dostarczyć osobiście do PUP tutaj miasto, Doradca klienta w dniu 08.11.2016. Jest on na samym dole, a w trakcie rozmowy pośredniczka sprawdziła po prostu moje dane i nie powiedziała, że jest coś niepokojącego, a wręcz przeciwnie.
17.11.2016 pojechałem do PUP, tak jak miałem wyznaczony termin i tam oczywiście nie obsługiwała pośredniczka z którą rozmawiałem gdyż była "w terenie", a za nią obsługiwał żeński cham za przeproszeniem. Opiszę moją wizytę w jakże zacnym urzędzie:
Wchodzę do urzędu, idę to mojej pośredniczki, witam się, oczywiście z inną Panią na zastępstwie, mówię o całej sytuacji i rozmowie telefonicznej z inną pośredniczką, a ta od razu po wpisaniu moich danych zaczęła być w stosunku do mnie chamska.
Najpierw próbowała mi wmówić czterokrotnie, że nie odebrałem listu z ofertą pracy - tutaj wyraźnie z nią zacząłem dyskutować, że jak mogłem nie odebrać listu z ofertą pracy skoro na wstępie już wspomniałem, że rozmawiałem z inną pośredniczką na temat informacji jaką dostałem od pracodawcy (oczywiście cały czas ta sama gadka).
Później zmieniła swoje zdanie i stwierdziła, że obowiązkowe stawiennictwo miałem mieć tak jak było wpisane na tej dodatkowej kartce 08.11.2016 - Znowu tłumacze jej, że pośredniczka nie kazała mi jechać po pieczątkę ani dostarczać tego dokumentu gdyż oferta pracy od dawna była nieaktualna, tylko miałem przypomnieć o tym fakcie na stawiennictwie które jej podałem 17.11.2016.
Tym razem mówi, że ją to nie interesuje oraz, że się pomyliła i jednak miałem się stawić 15.11.2016 - Więc kolejny raz powtarzam, że termin główny miałem na 17.11.2016, ewentualnie tak jak na kartce 08.11.2016.
Pod koniec cały czas próbowała wcisnąć mi termin 15.11.2016 - Gdy zauważyła, że ja tak łatwo się nie poddam powiedziała mi że zostałem wypisany z listy (pup) i utraciłem status bezrobotnego, więcej dyskutować ze mną nie będzie. Oddała mi "zeszycik" - spytałem się czy mam go zostawić czy co z nim zrobić, powiedziała, że zabrać i tyle. Dodatkowo dostałem informacje, że zostałem podobno skreślony parę dni temu. Więc dlaczego pośredniczka z którą rozmawiałem przed wizytą 17.11.2016 o niczym takim mnie nie poinformowała, a wręcz powiedziała, że wszystko jest okej? Oczywiście żadnego listu czy też informacji w formie pisemnej nie dostałem, że mnie wykreślili, jedynie ta druga pośredniczka po ciężkiej rozmowie odesłała mnie z kwitkiem i powiedziała, że zostałem parę dni temu wypisany.
Na 05.12.2016 mam umówioną wizytę u neurologa na którą dostałem dużo wcześniej skierowanie gdyż byłem w szpitalu na badaniach, co z tym faktem bo skoro wypisali mnie z bycia "bezrobotnym" to i ubezpieczenie mi teraz nie przysługuje.
@@EDIT
Znalazłem taki zapisek "nie stawił się w urzędzie pracy w wyznaczonym terminie i nie powiadomił w okresie do 7 dni o uzasadnionej przyczynie tego niestawiennictwa" - ja zadzwoniłem idealnie dnia siódmego.
Na wstępie chciałbym opisać swoją sytuacje. We wrześniu, a dokładniej 30.09.2017 roku byłem pierwszy raz u pośrednika pracy wpisał on mnie jedynie do bazy oraz wypytał o parę szczegółów, następny termin wizyty wystawił na 17.11.2016. W ten czas chodziłem na liczne rozmowy o pracę, dwa razy byłem na szkoleniu lecz pracodawca nie wywiązał się z słownej umowy więc jednym słowem straciłem kilka dni, lecz przejdźmy do sedna. W miedzy czasie dostałem listownie ofertę pracy która znajdowała się 45 KM od mojego miejsca zamieszkania (totalna wieś gdzie jakakolwiek komunikacja jeździ raz na półtorej godziny od mojego miejsca zamieszkania) więc zadzwoniłem do pracodawcy i ten powiedział mi, że stanowisko jest od dawna zajęte więc szkoda mojego czasu jak i kosztów żebym jechał po pieczątkę na tym wydruku z propozycją gdyż zgłosił już ten fakt do urzędu pracy - pomyślałem super i tutaj jak mniemam popełniłem błąd gdyż z zapytaniem o ten fakt do pośredniczki zadzwoniłem kilka dni później ze względu na spotkania i godziny w których je miałem. Pośredniczka do której mam kontakt na moim "zeszyciku" z którym muszę obowiązkowo się stawiać bo mam tam wpisane terminy wizyt powiedziała, że nie ma żadnego problemu i oni o tym wiedzą, faktycznie mam nie jechać i tracić pieniędzy tylko przypomnieć na wizycie (tutaj spytała na kiedy mam) więc powiedziałem 17.11.2016 gdyż w tym zeszyciku mam wyraźnie napisane, że są to obowiązkowe terminy zgłoszenia się. Na kartce dojrzałem po tej rozmowie taki wpis " Odcinek B należy dostarczyć osobiście do PUP tutaj miasto, Doradca klienta w dniu 08.11.2016. Jest on na samym dole, a w trakcie rozmowy pośredniczka sprawdziła po prostu moje dane i nie powiedziała, że jest coś niepokojącego, a wręcz przeciwnie.
17.11.2016 pojechałem do PUP, tak jak miałem wyznaczony termin i tam oczywiście nie obsługiwała pośredniczka z którą rozmawiałem gdyż była "w terenie", a za nią obsługiwał żeński cham za przeproszeniem. Opiszę moją wizytę w jakże zacnym urzędzie:
Wchodzę do urzędu, idę to mojej pośredniczki, witam się, oczywiście z inną Panią na zastępstwie, mówię o całej sytuacji i rozmowie telefonicznej z inną pośredniczką, a ta od razu po wpisaniu moich danych zaczęła być w stosunku do mnie chamska.
Najpierw próbowała mi wmówić czterokrotnie, że nie odebrałem listu z ofertą pracy - tutaj wyraźnie z nią zacząłem dyskutować, że jak mogłem nie odebrać listu z ofertą pracy skoro na wstępie już wspomniałem, że rozmawiałem z inną pośredniczką na temat informacji jaką dostałem od pracodawcy (oczywiście cały czas ta sama gadka).
Później zmieniła swoje zdanie i stwierdziła, że obowiązkowe stawiennictwo miałem mieć tak jak było wpisane na tej dodatkowej kartce 08.11.2016 - Znowu tłumacze jej, że pośredniczka nie kazała mi jechać po pieczątkę ani dostarczać tego dokumentu gdyż oferta pracy od dawna była nieaktualna, tylko miałem przypomnieć o tym fakcie na stawiennictwie które jej podałem 17.11.2016.
Tym razem mówi, że ją to nie interesuje oraz, że się pomyliła i jednak miałem się stawić 15.11.2016 - Więc kolejny raz powtarzam, że termin główny miałem na 17.11.2016, ewentualnie tak jak na kartce 08.11.2016.
Pod koniec cały czas próbowała wcisnąć mi termin 15.11.2016 - Gdy zauważyła, że ja tak łatwo się nie poddam powiedziała mi że zostałem wypisany z listy (pup) i utraciłem status bezrobotnego, więcej dyskutować ze mną nie będzie. Oddała mi "zeszycik" - spytałem się czy mam go zostawić czy co z nim zrobić, powiedziała, że zabrać i tyle. Dodatkowo dostałem informacje, że zostałem podobno skreślony parę dni temu. Więc dlaczego pośredniczka z którą rozmawiałem przed wizytą 17.11.2016 o niczym takim mnie nie poinformowała, a wręcz powiedziała, że wszystko jest okej? Oczywiście żadnego listu czy też informacji w formie pisemnej nie dostałem, że mnie wykreślili, jedynie ta druga pośredniczka po ciężkiej rozmowie odesłała mnie z kwitkiem i powiedziała, że zostałem parę dni temu wypisany.
Na 05.12.2016 mam umówioną wizytę u neurologa na którą dostałem dużo wcześniej skierowanie gdyż byłem w szpitalu na badaniach, co z tym faktem bo skoro wypisali mnie z bycia "bezrobotnym" to i ubezpieczenie mi teraz nie przysługuje.
@@EDIT
Znalazłem taki zapisek "nie stawił się w urzędzie pracy w wyznaczonym terminie i nie powiadomił w okresie do 7 dni o uzasadnionej przyczynie tego niestawiennictwa" - ja zadzwoniłem idealnie dnia siódmego.
Ostatnia edycja: