C
cyklopus
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2014
- Odpowiedzi
- 1
Witam
Nie wiem czy wątek piszę we właściwym miejscu, mam nadzieję że tak.
Pisząc krótko, chodzi o to, że UP trzyma mnie i innych bezrobotnych w areszcie domowym, bez jakiekolwiek pomocy finansowej.
Tak jak w tytule, mój problem rozgrywa się na podwalinach Urzędu Pracy. Jestem bezrobotny od listopada 2013 r. Chcąc zmienić dotychczasowe kwalifikacje, pochwyciłem wyciągniętą dłoń UP proponującą zrobienie kursu na maszynistę pojazdów trakcyjnych. Kurs ma się odbyć w dwóch krokach. Pierwszy 3 mies. opłacony przez UP, dalszy na licencję opłacany przez pracodawcę. 21 maja 2014 odbyła się rekrutacja prowadzona przez przyszłego pracodawcę. Dodam tutaj że w maju pobrałem ostatni zasiłek finansowy z UP. Na odpowiedź z rekrutacji czekałem 3 tyg. Udało mi się, zostałem wybrany jako 1 z 10, a chętnych było ok 100 osób. W dalszym etapie miałem dostać skierowanie na badania psychotechniczne. Więc znów zaczęło się czekanie. Dowiadywanie się w UP kiedy w końcu dostanę to skierowanie, kończyło się odpowiedzią "nie wiemy, proszę czekać". W końcu wybiedniały w połowie lipca dostałem skierowanie na badania. Przeszedłem je i dostałem po nich pozwolenie na podjęcie zawodu, dostarczyłem je tego samego dnia do UP i oczywiście znów czekanie. Jest 24 sierpień, w tym tygodniu byłem w UP i znów usłyszałem "nic nie wiemy, proszę czekać".
Czyli podsumowując niedługo minie 4 miesiące jak czekam na kurs, bez środków do życia. Nie mogę podjąć pracy w świetle przepisów, bo tym samym utracę status bezrobotnego i prawo do odbycia kursu. Żeby było ciekawiej, jestem uziemiony czekając na telefon "proszę się stawić". Bezrobotny może wyjechać z gminy na maksymalnie 10 dni z gminy, ale musi to zgłosić. W czasie gdy czekałem na skierowanie na badania, chciałem pojechać z żoną w podróż poślubną za granicę na tydzień. Zapytałem referentki, "co będzie jeżeli w tym czasie będziecie chcieli mnie wezwać, a mnie nie będzie?" W odpowiedzi usłyszałem: "no wtedy zostanie uznane, że nie jest pan w zdolny do podjęcia kursu". Innymi słowy byłem uziemiony. Siedzę więc w domu bez pieniędzy, dostaję już fioła z nudów, a w UP wciąż nic nie wiedzą i każą czekać nie wiadomo do kiedy.
Moje pytanie do Was forumowicze, co mogę zrobić w tej sprawie? Zadłużam się, organizacja UP kuleje. Czy mogę się domagać pomocy finansowej za miniony okres czasu? Czy istnieją na to zwlekanie UP jakieś przepisy?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Nie wiem czy wątek piszę we właściwym miejscu, mam nadzieję że tak.
Pisząc krótko, chodzi o to, że UP trzyma mnie i innych bezrobotnych w areszcie domowym, bez jakiekolwiek pomocy finansowej.
Tak jak w tytule, mój problem rozgrywa się na podwalinach Urzędu Pracy. Jestem bezrobotny od listopada 2013 r. Chcąc zmienić dotychczasowe kwalifikacje, pochwyciłem wyciągniętą dłoń UP proponującą zrobienie kursu na maszynistę pojazdów trakcyjnych. Kurs ma się odbyć w dwóch krokach. Pierwszy 3 mies. opłacony przez UP, dalszy na licencję opłacany przez pracodawcę. 21 maja 2014 odbyła się rekrutacja prowadzona przez przyszłego pracodawcę. Dodam tutaj że w maju pobrałem ostatni zasiłek finansowy z UP. Na odpowiedź z rekrutacji czekałem 3 tyg. Udało mi się, zostałem wybrany jako 1 z 10, a chętnych było ok 100 osób. W dalszym etapie miałem dostać skierowanie na badania psychotechniczne. Więc znów zaczęło się czekanie. Dowiadywanie się w UP kiedy w końcu dostanę to skierowanie, kończyło się odpowiedzią "nie wiemy, proszę czekać". W końcu wybiedniały w połowie lipca dostałem skierowanie na badania. Przeszedłem je i dostałem po nich pozwolenie na podjęcie zawodu, dostarczyłem je tego samego dnia do UP i oczywiście znów czekanie. Jest 24 sierpień, w tym tygodniu byłem w UP i znów usłyszałem "nic nie wiemy, proszę czekać".
Czyli podsumowując niedługo minie 4 miesiące jak czekam na kurs, bez środków do życia. Nie mogę podjąć pracy w świetle przepisów, bo tym samym utracę status bezrobotnego i prawo do odbycia kursu. Żeby było ciekawiej, jestem uziemiony czekając na telefon "proszę się stawić". Bezrobotny może wyjechać z gminy na maksymalnie 10 dni z gminy, ale musi to zgłosić. W czasie gdy czekałem na skierowanie na badania, chciałem pojechać z żoną w podróż poślubną za granicę na tydzień. Zapytałem referentki, "co będzie jeżeli w tym czasie będziecie chcieli mnie wezwać, a mnie nie będzie?" W odpowiedzi usłyszałem: "no wtedy zostanie uznane, że nie jest pan w zdolny do podjęcia kursu". Innymi słowy byłem uziemiony. Siedzę więc w domu bez pieniędzy, dostaję już fioła z nudów, a w UP wciąż nic nie wiedzą i każą czekać nie wiadomo do kiedy.
Moje pytanie do Was forumowicze, co mogę zrobić w tej sprawie? Zadłużam się, organizacja UP kuleje. Czy mogę się domagać pomocy finansowej za miniony okres czasu? Czy istnieją na to zwlekanie UP jakieś przepisy?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.