M
mnm
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2008
- Odpowiedzi
- 4
Witam wszystkich serdecznie!
Zwracam się do Was z następującym problemem:
Pół roku temu miałem wypadek drogowy. Zdarzenie miało to miejsce na długim prostym odcinku drogi jednojezdniowej, o dwóch pasach ruchu (linia P-1) poza obszarem zabudowanym, gdzie brak ostrzeżeń, zakazów itp. . Jechałem w "sznurze" pojazdów. Z przeciwka również jechały pojazdy. Prędkości dopuszczalne przepisami, ja trzeźwy, w pasach. W pewnym momencie prawdopodobnie nagle skręciłem w lewo w związku z czym doszło do zderzenia z jednym z pojazdów poruszających się z przeciwka. Auta zderzyły się narożnikami (biegły określił zderzenie jako "czołowo-boczne" o ile pamiętam). W wyniku wypadku kierowca drugiego pojazdu doznał obrażeń które zakwalifikowano jako ciężkie. Ja również doznałem poważnych obrażeń (2 operacje, 3 szpitale). Nie pamiętam nic z przebiegu wypadku, amnezja sięga nawet dalej gdyż nie pamiętam ja się tam znalazłem. W szpitalu dowiedziałem się o całej historii. Postawiono mi zarzut z art. 177 §2. Zgodnie z notatka policyjną "nie zachowałem szczególnej ostrożności podczas manewru wyprzedzania". Prokurator wręcz żywcem przepisał notatkę i dostałem akt oskarżenia. Świadek (pasażer tamtego pojazdu - nie ucierpiał wogóle) zeznał, iż mój samochód nagle wyjechał zza ciężarówki którą oni minęli i nastąpiło zderzenie. Kierowca zeznaje dokładnie to samo choć dalej nic nie pamięta. Biegły w opinii wskazał wyraźnie, że przyczyną wypadku była nagła zmiana pasa ruchu. Wspomniał jedynie, iż mogła być ona spowodowana rozpoczęciem manewru wyprzedzania. W opinii nie ma nic na temat sygnalizowania przez mnie zmiany pasa ruchu.
Posiadam prawo jazdy od 15 lat - dotychczas mam na koncie jeden mandat wiele lat temu za nieprawidłowe parkowanie. Mam dość duże doświadczenie za kółkiem (od kilku lat zawodowo), naprawdę jeżdżę ostrożnie i przewidując i nie dopuszczam możliwości podjęcia przeze mnie wyprzedzania w opisanej sytuacji. Zresztą byłoby to wręcz absurdalne skoro na obu pasach jechały "sznury" pojazdów. Podejrzewam, że przyczyną wypadku mogło być nagłe zasłabnięcie lub utrata przytomności. Zdarzały mi się takie sytuacje w dzieciństwie - nawet leżałem w szpitalu na kardiologii. Na początku tego roku byłem u lekarza gdyż pojawiły się u mnie problemy kardiologiczne. Lekarz nie stwierdził nic niepokojącego i :wow: przepisał lek przeciwbólowy... Oczywiście objawy nie zniknęły. 3 tygodnie po tej wizycie miałem wypadek. Niedawno dopiero zakończyłem leczenie i rehabilitację "powypadkową". Teraz znów pojawiają się bóle serca i duszności - już się zarejestrowałem do lekarza
.
Moje pytanie jest takie: jak sąd podejdzie do moich wyjaśnień (będą takie jak to opisałem)? Dodam, że takie wyjaśnienia złożyłem już raz podczas przesłuchania jeszcze w charakterze świadka - potem nie przyznałem się do winy i odmówiłem składania wyjaśnień przez prokuratorem. Czy sąd może nie przyjąć do wiadomości takich wyjaśnień i podtrzymać opinię, że przyczyną wypadku było niezachowanie szczególnej ostrożności podczas wyprzedzania? Czy sąd musi zbadać okoliczności o których piszę i wykluczyć ich ew. wpływ na powstanie zdarzenia czy od razu może uznać, że nie mają znaczenia dla sprawy?
Proszę o pomoc i wyjaśnienie moich wątpliwości, nie miałem nigdy konfliktu z prawem i ta sytuacja mnie nerwowo wykańcza...
Zwracam się do Was z następującym problemem:
Pół roku temu miałem wypadek drogowy. Zdarzenie miało to miejsce na długim prostym odcinku drogi jednojezdniowej, o dwóch pasach ruchu (linia P-1) poza obszarem zabudowanym, gdzie brak ostrzeżeń, zakazów itp. . Jechałem w "sznurze" pojazdów. Z przeciwka również jechały pojazdy. Prędkości dopuszczalne przepisami, ja trzeźwy, w pasach. W pewnym momencie prawdopodobnie nagle skręciłem w lewo w związku z czym doszło do zderzenia z jednym z pojazdów poruszających się z przeciwka. Auta zderzyły się narożnikami (biegły określił zderzenie jako "czołowo-boczne" o ile pamiętam). W wyniku wypadku kierowca drugiego pojazdu doznał obrażeń które zakwalifikowano jako ciężkie. Ja również doznałem poważnych obrażeń (2 operacje, 3 szpitale). Nie pamiętam nic z przebiegu wypadku, amnezja sięga nawet dalej gdyż nie pamiętam ja się tam znalazłem. W szpitalu dowiedziałem się o całej historii. Postawiono mi zarzut z art. 177 §2. Zgodnie z notatka policyjną "nie zachowałem szczególnej ostrożności podczas manewru wyprzedzania". Prokurator wręcz żywcem przepisał notatkę i dostałem akt oskarżenia. Świadek (pasażer tamtego pojazdu - nie ucierpiał wogóle) zeznał, iż mój samochód nagle wyjechał zza ciężarówki którą oni minęli i nastąpiło zderzenie. Kierowca zeznaje dokładnie to samo choć dalej nic nie pamięta. Biegły w opinii wskazał wyraźnie, że przyczyną wypadku była nagła zmiana pasa ruchu. Wspomniał jedynie, iż mogła być ona spowodowana rozpoczęciem manewru wyprzedzania. W opinii nie ma nic na temat sygnalizowania przez mnie zmiany pasa ruchu.
Posiadam prawo jazdy od 15 lat - dotychczas mam na koncie jeden mandat wiele lat temu za nieprawidłowe parkowanie. Mam dość duże doświadczenie za kółkiem (od kilku lat zawodowo), naprawdę jeżdżę ostrożnie i przewidując i nie dopuszczam możliwości podjęcia przeze mnie wyprzedzania w opisanej sytuacji. Zresztą byłoby to wręcz absurdalne skoro na obu pasach jechały "sznury" pojazdów. Podejrzewam, że przyczyną wypadku mogło być nagłe zasłabnięcie lub utrata przytomności. Zdarzały mi się takie sytuacje w dzieciństwie - nawet leżałem w szpitalu na kardiologii. Na początku tego roku byłem u lekarza gdyż pojawiły się u mnie problemy kardiologiczne. Lekarz nie stwierdził nic niepokojącego i :wow: przepisał lek przeciwbólowy... Oczywiście objawy nie zniknęły. 3 tygodnie po tej wizycie miałem wypadek. Niedawno dopiero zakończyłem leczenie i rehabilitację "powypadkową". Teraz znów pojawiają się bóle serca i duszności - już się zarejestrowałem do lekarza
Moje pytanie jest takie: jak sąd podejdzie do moich wyjaśnień (będą takie jak to opisałem)? Dodam, że takie wyjaśnienia złożyłem już raz podczas przesłuchania jeszcze w charakterze świadka - potem nie przyznałem się do winy i odmówiłem składania wyjaśnień przez prokuratorem. Czy sąd może nie przyjąć do wiadomości takich wyjaśnień i podtrzymać opinię, że przyczyną wypadku było niezachowanie szczególnej ostrożności podczas wyprzedzania? Czy sąd musi zbadać okoliczności o których piszę i wykluczyć ich ew. wpływ na powstanie zdarzenia czy od razu może uznać, że nie mają znaczenia dla sprawy?
Proszę o pomoc i wyjaśnienie moich wątpliwości, nie miałem nigdy konfliktu z prawem i ta sytuacja mnie nerwowo wykańcza...