Z
zwirson
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2008
- Odpowiedzi
- 8
Wyjechałem rano z domu spod Wawy składać papiery na studia. Najpierw pojechałem do Chełma, a następnie do Rzeszowa. Nocować miałem u kolegi w Zabrzu. Po przejechaniu 800 km ( 5 km od kumpla) miałem wypadek. Stary dziadek mnie nie zauważył i wyjechał z podporządkowanej. Próboałem go ominąć i w momencie gdy składałem sie juz w drugą stronę ( omijałem go ostrm łukiem w lewo) trącił mnie prawym reflektorem w prawą nogę. Moto obróciło o 180 stopni i upadło na lewy bok. Ja nie wiem czy sie przytrzymałem kierwonicy czy co, ale spadłem na moto i dopiero ześlizgnąłem sie na tory tramwajowe. Strasznie bolała mnie noga. Ratownik przypuszczał że to strzałka złamana, ale jak lekarz zobaczył prześwietlenie to zrobił oczy jak 5 złotych. NIC! Żadnego pęknięcia ani złamania, poprostu mocno stłuczona.
Problem jest jednak w tym, że gościu sie nie chce przyznać do winy i nie wiem co mam teraz robić. Czekac na sprawe w sądzie czy pogadac z gościem zeby sie przyznał, czy co...? Nie uśmiecha mi sie wozic po sądach i jeszcze czekać poł roku na pieniądze.
I co jest jeszcze najlepsze.... gościu nie podszedł do mnie nawet zapytać czy nic mi nie jest, jak czekałem na karetke to cofał samochód, a jak mnie karetka zabrała to jeszcze chciał mój motocykl przestawiac.
Co zrobić?
Problem jest jednak w tym, że gościu sie nie chce przyznać do winy i nie wiem co mam teraz robić. Czekac na sprawe w sądzie czy pogadac z gościem zeby sie przyznał, czy co...? Nie uśmiecha mi sie wozic po sądach i jeszcze czekać poł roku na pieniądze.
I co jest jeszcze najlepsze.... gościu nie podszedł do mnie nawet zapytać czy nic mi nie jest, jak czekałem na karetke to cofał samochód, a jak mnie karetka zabrała to jeszcze chciał mój motocykl przestawiac.
Co zrobić?