W
wcisloo
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2015
- Odpowiedzi
- 2
W listopadzie miałem wypadek na nartach w Austrii, wjechał we mnie inny narciarz, pochodzący z Niemiec. W wyniku wypadku miałem złamaną kość ramienną z przemieszczeniem, obecnie mam wsadzoną tytanową płytkę. Byłem ubezpieczony, trwa leczenie, na bieżąco koszty leczenia są pokrywane przez ubezpieczyciela.
Oprócz zwrotu kosztów leczenia od ubezpieczyciela chciałem rozpocząć sprawę odszkodowawczą przeciwko sprawcy wypadku (zadośćuczynienie), jednak są poważne komplikacje:
1.Nie ma świadków wypadku,
2.Moje zeznania, że sprawca jechał za mną, wg przepisów FISu jest jednoznacznym winowajcą wypadku i brak obrażeń u drugiej osoby nie znalazły uznania w policji austriackiej, ponieważ wysłali do mnie pismo o umorzeniu postępowania z powodu braku możliwości orzeczenia jednoznacznej winy, jednak sprawa ciągle jest w toku.
3.Jedyna osoba która mogłaby poświadczyć cokolwiek na moją korzyść jest kolega, który tuż po wypadku rozmawiał z jego sprawcą i usłyszał "chyba rzeczywiście jechałem za szybko, nie uważałem", jednak dokładnie sam nie wiem jak to wyglądało, jako że sprawa dopiero niedawno nabrała tempa nie rozmawiałem jeszcze z tą osobą (dlatego też nie podawałem faktu tej rozmowy podczas składania zeznań czy wniosku o uzasadnienie umorzenia sprawy).
Wypadek miał miejsce na skrzyżowaniu stoków, z tym że jeden z nich przecinał wyciąg orczykowy biegnący wzdłuż stoku po którym ja jechałem. Sprawca wyjechał na skrzyżowanie ze stoku przecinającego orczyk, najprawdopodobniej nie zatrzymując lub nawet zwalniając podczas przecinania wyciągu (mimo siatek i znaków nakazujących takie działanie), a następnie na mnie wpadł (na plecy), przyciskając do ziemi (wtedy nastąpiło złamanie kończyny). Po zatrzymaniu się ok 50m poniżej skrzyżowania zszedł ze mnie i zawołał pomoc.
Powyższy opis zdarzenia przedstawiłem w zeznaniach.
Brak jasnego winowajcy prawdopodobnie zamyka mi drogę ubiegania się o odszkodowanie (kancelarie odszkodowawcze odmawiają prowadzenia sprawy), stąd potrzebuję pomocy w tym względzie. Wg pism które dostałem z Austrii, pozostało mi napisanie zażalenia do wydanej decyzji, lub przedstawienia nowych dowodów nt sprawy.
Czy jest jeszcze jakaś szansa by bez ponoszenia wysokich kosztów procesu (przy wysokim ryzyku braku sukcesu), jakoś odwrócić tę sprawę?
Oprócz zwrotu kosztów leczenia od ubezpieczyciela chciałem rozpocząć sprawę odszkodowawczą przeciwko sprawcy wypadku (zadośćuczynienie), jednak są poważne komplikacje:
1.Nie ma świadków wypadku,
2.Moje zeznania, że sprawca jechał za mną, wg przepisów FISu jest jednoznacznym winowajcą wypadku i brak obrażeń u drugiej osoby nie znalazły uznania w policji austriackiej, ponieważ wysłali do mnie pismo o umorzeniu postępowania z powodu braku możliwości orzeczenia jednoznacznej winy, jednak sprawa ciągle jest w toku.
3.Jedyna osoba która mogłaby poświadczyć cokolwiek na moją korzyść jest kolega, który tuż po wypadku rozmawiał z jego sprawcą i usłyszał "chyba rzeczywiście jechałem za szybko, nie uważałem", jednak dokładnie sam nie wiem jak to wyglądało, jako że sprawa dopiero niedawno nabrała tempa nie rozmawiałem jeszcze z tą osobą (dlatego też nie podawałem faktu tej rozmowy podczas składania zeznań czy wniosku o uzasadnienie umorzenia sprawy).
Wypadek miał miejsce na skrzyżowaniu stoków, z tym że jeden z nich przecinał wyciąg orczykowy biegnący wzdłuż stoku po którym ja jechałem. Sprawca wyjechał na skrzyżowanie ze stoku przecinającego orczyk, najprawdopodobniej nie zatrzymując lub nawet zwalniając podczas przecinania wyciągu (mimo siatek i znaków nakazujących takie działanie), a następnie na mnie wpadł (na plecy), przyciskając do ziemi (wtedy nastąpiło złamanie kończyny). Po zatrzymaniu się ok 50m poniżej skrzyżowania zszedł ze mnie i zawołał pomoc.
Powyższy opis zdarzenia przedstawiłem w zeznaniach.
Brak jasnego winowajcy prawdopodobnie zamyka mi drogę ubiegania się o odszkodowanie (kancelarie odszkodowawcze odmawiają prowadzenia sprawy), stąd potrzebuję pomocy w tym względzie. Wg pism które dostałem z Austrii, pozostało mi napisanie zażalenia do wydanej decyzji, lub przedstawienia nowych dowodów nt sprawy.
Czy jest jeszcze jakaś szansa by bez ponoszenia wysokich kosztów procesu (przy wysokim ryzyku braku sukcesu), jakoś odwrócić tę sprawę?