B
Baka58
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2011
- Odpowiedzi
- 25
Ponad dwa lata temu przewróciłam się, potykając się o wysadzoną przez korzenie topoli płytkę chodnikową. Teren należy do gminy. Niestety, nie zrobiłam zdjęć. Doznałam skomplikowanego i nietypowego złamania paliczków IV i V prawej ręki. Oświadczenia świadków zdarzenia mam. Przeszłam operację, długą rehabilitację, ale sprawności nie odzyskałam. Zaproponowano mi kolejną operację bez gwarancji na poprawę. Nie zgodziłam się, było to ponad moje siły. Wpadłam w depresję. Dzisiaj z tych powodów jestem na rencie. Zgromadziłam całą dokumentację medyczną. O wypadku i jego przyczynach poinformowałam przedstawiciela Wspólnoty Mieszkaniowej i zarządcę. O zagrożeniu bezpieczeństwa osób i mienia informowali też inni lokatorzy. Zarząd Wspólnoty upoważnił zarządcę do podjęcia w tej sprawie odpowiednich kroków kroków. W trzy miesiące po moim wypadku zarządca wystąpił do, gminy reprezentowanej przez Zakład Gospodarki Mieszkaniowej o wycinkę drzew ze względu na realne zagrożenie bezpieczeństaw osób i mienia. Otrzymano odpowiedź odmowną na podstawie wizji lokalnej, po której nigdzie w ZGM nie ma śladu. Podobno ZGM nie ma takich procedur. Po roku i kolejnych pismach została wydana decyzja o wycince drzew. Całą dokumentację w tej sprawie również posiadam. Drzewa zostały wycięte, chodnik nie został naprawiony przez gminę. Po pół roku to Wspólnota Mieszkaniowa własnymi siłami doprowadziła go do stanu zapewniającego bezpieczeństwo. Wystąpiłam o odszkodowanie do gminy.
Proszę o odpowiedź jaką mam szansę na uzyskanie odszkodowania oraz czy w przypadku odmowy warto z tymi dowodami zwrócić się o rozstrzygnięcie do sądu.
Proszę o odpowiedź jaką mam szansę na uzyskanie odszkodowania oraz czy w przypadku odmowy warto z tymi dowodami zwrócić się o rozstrzygnięcie do sądu.