A
Agat125
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2022
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry.
Miałem dzisiaj nieprzyjemną i kosztowną sytuację podczas przeglądu technicznego motocykla.
W czasie trwania przeglądu wjechałem przednim kołem na rolki, następnie diagnosta nakazał mi przejechać dalej aby wjechać tylnym kołem. Niestety podczas tej czynności gdy najeżdżałem na rolkę motocykl zniosło i zaczął się przewracać. Nie mogłem podeprzeć nogą, bo bezpośrednio z prawej strony był kanał do badania pojazdów osobowych. W efekcie upadłem na kanał, nie wpadając na szczęście do środka, bo to zakończyłoby się moją śmiercią albo ciężkimi obrażeniami. Uratowały mnie szarpaki do kół osobówek, które akurat były w tym miejscu, jak i profesjonalna kurtka motocyklowa, która zamortyzowała na nie upadek.
Motocykl mnie jednak przygniótł. Obsługa szybko go podniosła i udało mi się wstać. Na pierwszy rzut oka obrażenia nie wyglądały bardzo poważnie, rozcięcie na łydce na ok. 20cm i rozbita owiewka w moto - kilkaset złotych. Obsługa pytała czy wezwać pogotowie, ale odmówiłem, bo mieszkam w UK i nie mam ubezpieczenia zdrowotnego w Polsce. Przyznam że byłem w szoku, ale jakoś udało mi się stamtąd odjechać, a diagnosta podbił przegląd.
Po godzinie jak dojechałem do domu zauważyłem że tak lekko się to nie skoczyło, straty materialne są większe, do tego oprócz rozcięcia na łydce puchnie mi kolano.
Pojechałem na komisariat policji zgłosić sprawę, aby chociaż zabezpieczyć możliwość leczenie z polisy stacji diagnostycznej. No i tam mnie ostudzili, bo oficer dyżurny, po konsultacji telefonicznej z oficerem ruchu drogowego, stwierdził że sam sobie jestem winny jeżeli się przewróciłem, tak samo jak sam by był sobie winny gdybym się wywrócił na ulicy, a jeżeli było wg mnie niebezpiecznie, to powinienem był zażądać od diagnosty wjechania przez niego na linię diagnostyczną. Co innego gdyby diagnosta mnie zmuszał do wjazdu na linie diagnostyczną ale tego nie robił. Oczywiście może przyjąć zgłoszenie, ale będzie musiał mi wystawić mandat karny za spowodowanie zdarzenia drogowego.
Rzeczywiście tak jest w Polsce? Bo szczerze mówiąc jestem zaskoczony. W UK jadąc do firmy mogę zaufać że dopełnili wszelkich procedur bezpieczeństwa, a w razie wypadku policja staje po stronie ofiary, a nie businessu z którego usług korzysta.
Z góry dzięki za wszelkie odpowiedzi.
Pozdrawiam.
Miałem dzisiaj nieprzyjemną i kosztowną sytuację podczas przeglądu technicznego motocykla.
W czasie trwania przeglądu wjechałem przednim kołem na rolki, następnie diagnosta nakazał mi przejechać dalej aby wjechać tylnym kołem. Niestety podczas tej czynności gdy najeżdżałem na rolkę motocykl zniosło i zaczął się przewracać. Nie mogłem podeprzeć nogą, bo bezpośrednio z prawej strony był kanał do badania pojazdów osobowych. W efekcie upadłem na kanał, nie wpadając na szczęście do środka, bo to zakończyłoby się moją śmiercią albo ciężkimi obrażeniami. Uratowały mnie szarpaki do kół osobówek, które akurat były w tym miejscu, jak i profesjonalna kurtka motocyklowa, która zamortyzowała na nie upadek.
Motocykl mnie jednak przygniótł. Obsługa szybko go podniosła i udało mi się wstać. Na pierwszy rzut oka obrażenia nie wyglądały bardzo poważnie, rozcięcie na łydce na ok. 20cm i rozbita owiewka w moto - kilkaset złotych. Obsługa pytała czy wezwać pogotowie, ale odmówiłem, bo mieszkam w UK i nie mam ubezpieczenia zdrowotnego w Polsce. Przyznam że byłem w szoku, ale jakoś udało mi się stamtąd odjechać, a diagnosta podbił przegląd.
Po godzinie jak dojechałem do domu zauważyłem że tak lekko się to nie skoczyło, straty materialne są większe, do tego oprócz rozcięcia na łydce puchnie mi kolano.
Pojechałem na komisariat policji zgłosić sprawę, aby chociaż zabezpieczyć możliwość leczenie z polisy stacji diagnostycznej. No i tam mnie ostudzili, bo oficer dyżurny, po konsultacji telefonicznej z oficerem ruchu drogowego, stwierdził że sam sobie jestem winny jeżeli się przewróciłem, tak samo jak sam by był sobie winny gdybym się wywrócił na ulicy, a jeżeli było wg mnie niebezpiecznie, to powinienem był zażądać od diagnosty wjechania przez niego na linię diagnostyczną. Co innego gdyby diagnosta mnie zmuszał do wjazdu na linie diagnostyczną ale tego nie robił. Oczywiście może przyjąć zgłoszenie, ale będzie musiał mi wystawić mandat karny za spowodowanie zdarzenia drogowego.
Rzeczywiście tak jest w Polsce? Bo szczerze mówiąc jestem zaskoczony. W UK jadąc do firmy mogę zaufać że dopełnili wszelkich procedur bezpieczeństwa, a w razie wypadku policja staje po stronie ofiary, a nie businessu z którego usług korzysta.
Z góry dzięki za wszelkie odpowiedzi.
Pozdrawiam.
Ostatnia edycja: