N
naat
Witam,
mam problem. Mój narzeczony miał wypadek na motorze z udziałem karetki pogotowia. Karetka przejechała na czerwonym świetle, On nie mógł jej zobaczyć, gdyż inne auto mu to uniemożliwiało. Karetka jechała na sygnale, ale uważam, że kierowca nie zachował ostrożności i spowodował zagrożenie dla otoczenia. Policjant, który przyjechał na miejsce zdarzenia, stwierdził, że to nie będzie jego wina, gdyż nie mógł zobaczyć karetki,a po samym sygnale dźwiękowym ciężko było ją zlokalizować. Narzeczony ma poważnie uszkodzony kręgosłup, leżał w szpitalu,następnie gorset i rehabilitacja..Wypadek miał miejsce na początku czerwca, a dziś policja uznała, że to jednak jego wina, bo był to pojazd uprzywilejowany. Dodam, ze Pani, która prowadziła dochodzenie na wstępie powiedziała mu, że jak widzi motocyklistę to ma ochotę otworzyć drzwi auta...Zaznaczam,że ten motor to nie ścigacz,a jego jazda daleka była od popisów motorowych. Ponadto decyzja opiera się na zeznaniach kierowcy i pasażerów karetki, którzy moim zdaniem nie są bezstronni. Nie uwzględniono też faktu, iż miał on utrudnioną widoczność, zeznania zawierają treści, z którymi On się nie zgadza(np kierowca karetki twierdzi,że w momencie uderzenia karetka się nie poruszała).
W związku w powyższym, mam pytanie- jak udowodnić, że to jednak nie wina mojego narzeczonego? Wracał z pracy, naprawdę uważał, do dziś ma zwolnienie lekarskie i bóle kręgosłupa... Jedyne co mi przychodzi do głowy to powołanie się na prawo o ruchu drogowym i fakt, ze pojazd uprzywilejowany powinien zachować szczególną ostrożność, nie stwarzać zagrożenia. Może jakieś znaczenie ma także nierzetelne prowadzenie dochodzenia przez policję.
Z góry dziękuję za odpowiedź..
mam problem. Mój narzeczony miał wypadek na motorze z udziałem karetki pogotowia. Karetka przejechała na czerwonym świetle, On nie mógł jej zobaczyć, gdyż inne auto mu to uniemożliwiało. Karetka jechała na sygnale, ale uważam, że kierowca nie zachował ostrożności i spowodował zagrożenie dla otoczenia. Policjant, który przyjechał na miejsce zdarzenia, stwierdził, że to nie będzie jego wina, gdyż nie mógł zobaczyć karetki,a po samym sygnale dźwiękowym ciężko było ją zlokalizować. Narzeczony ma poważnie uszkodzony kręgosłup, leżał w szpitalu,następnie gorset i rehabilitacja..Wypadek miał miejsce na początku czerwca, a dziś policja uznała, że to jednak jego wina, bo był to pojazd uprzywilejowany. Dodam, ze Pani, która prowadziła dochodzenie na wstępie powiedziała mu, że jak widzi motocyklistę to ma ochotę otworzyć drzwi auta...Zaznaczam,że ten motor to nie ścigacz,a jego jazda daleka była od popisów motorowych. Ponadto decyzja opiera się na zeznaniach kierowcy i pasażerów karetki, którzy moim zdaniem nie są bezstronni. Nie uwzględniono też faktu, iż miał on utrudnioną widoczność, zeznania zawierają treści, z którymi On się nie zgadza(np kierowca karetki twierdzi,że w momencie uderzenia karetka się nie poruszała).
W związku w powyższym, mam pytanie- jak udowodnić, że to jednak nie wina mojego narzeczonego? Wracał z pracy, naprawdę uważał, do dziś ma zwolnienie lekarskie i bóle kręgosłupa... Jedyne co mi przychodzi do głowy to powołanie się na prawo o ruchu drogowym i fakt, ze pojazd uprzywilejowany powinien zachować szczególną ostrożność, nie stwarzać zagrożenia. Może jakieś znaczenie ma także nierzetelne prowadzenie dochodzenia przez policję.
Z góry dziękuję za odpowiedź..