K
klimomaster
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2014
- Odpowiedzi
- 1
Sprawa wygląda tak.
Wracając rano 5-6 w niedzielę od kolegi winda się zacięła. Po próbach dzwonienia pod nr podany w windzie oraz do kierownika administracji ( oczywiście nikt nie odebrał ) postanowiłem wyjść na własną rękę. Zadzwoniłem więc do kolegi od którego wychodziłem, żeby mi w tym pomógł. Uszkodzeniu uległy jakieś prowadnice + wnętrze gdyż zapierałem się plecami, żeby nogami otworzyć windę.
Nie chcę żeby to spadło na kolegę bo w sumie to niczyja wina ( sąsiedzi na niego donoszą, że specjalnie to zrobił ), że winda się zacięła, a jedynie moja głupota, że ją "zdemolowałem" wychodząc z niej. Nie chcę się w żaden sposób uchylać od odpowiedzialności tylko pytanie z mojej strony co za to grozi ? Nie zdemolowałem jej bo mi przeszkadzała czy chciałem się na niej wyżyć, po prostu chciałem z niej wyjść. Nie byłem nigdy karany ( poza mandatami za picie w miejscu publicznym, zaśmiecanie i prędkość ) jeśli to pomoże w ocenie sytuacji.
Wracając rano 5-6 w niedzielę od kolegi winda się zacięła. Po próbach dzwonienia pod nr podany w windzie oraz do kierownika administracji ( oczywiście nikt nie odebrał ) postanowiłem wyjść na własną rękę. Zadzwoniłem więc do kolegi od którego wychodziłem, żeby mi w tym pomógł. Uszkodzeniu uległy jakieś prowadnice + wnętrze gdyż zapierałem się plecami, żeby nogami otworzyć windę.
Nie chcę żeby to spadło na kolegę bo w sumie to niczyja wina ( sąsiedzi na niego donoszą, że specjalnie to zrobił ), że winda się zacięła, a jedynie moja głupota, że ją "zdemolowałem" wychodząc z niej. Nie chcę się w żaden sposób uchylać od odpowiedzialności tylko pytanie z mojej strony co za to grozi ? Nie zdemolowałem jej bo mi przeszkadzała czy chciałem się na niej wyżyć, po prostu chciałem z niej wyjść. Nie byłem nigdy karany ( poza mandatami za picie w miejscu publicznym, zaśmiecanie i prędkość ) jeśli to pomoże w ocenie sytuacji.